Reklama

W imię matki

Ania Rusowicz "Mój big-bit", Universal

Córka królowej big-bitu Ady Rusowicz tak wymieszała nowe (własne piosenki) ze starym (utwory śpiewane przez swoją mamę), że ciężko poznać, które jest które. Ale nie jest to odtwórcze kopiowanie i płynięcie na fali nostalgii.

Reklama

Po niezbyt przekonujących wcześniejszych zespołach (eksplorujące rodzime r'n'b Dezire czy eurowizyjno-rockowa IKA) Ania Rusowicz najwyraźniej odnalazła artystyczną drogę. Ma z czego czerpać, bo rodzice (tatą jest Wojciech Korda, z którym Ada występowała w Niebiesko-Czarnych) wyposażyli ją w świetne geny: ciepła, głęboka barwa głosu, muzykalność, zdolności kompozycyjno-tekściarskie. Komplementy można ciągnąć jeszcze długo, bo Ania z przytupem wskoczyła do rodzimej czołówki śpiewających ładnie i w dodatku z sensem.

Wokalistka z podniesionym czołem wyszła ze starcia z klasykami autorstwa m.in. Czesława Niemena czy Janusza Popławskiego, które jej mama śpiewała w Niebiesko-Czarnych, jak choćby "Duży błąd", "Za daleko mieszkasz miły", "Nie pukaj do mych drzwi", "Musisz się zakochać". W sumie połowa płyty to nowe wersje bigbitowych staroci.

Nowe piosenki, napisane przez Anię z pomocą Kuby Galińskiego i Roberta Cichego, wcale od nich nie odstają. Choć całość jest bardzo vintage (zwróćcie uwagę choćby na kolorystykę okładki), to jednocześnie słychać, że płytę nagrano na początku XXI wieku. Instrumenty brzmią bardzo naturalnie, lecz szczególnie w partiach gitary da się wyczuć, że na big-bicie nie skończył się rozwój tego instrumentu - bo przecież później był i hard rock, i różne psychodeliczne odjazdy (doorsowe "Chciałabym"), i nowa rockowa rewolucja ("Stróże świateł" z solówką Macieja Gładysza).

W takich retro-popowych klimatach bardzo dobrze czuje się też Ania Dąbrowska, która gościnnie towarzyszy swojej imienniczce w utrzymanej w stylu rockabilly piosence "Babskie Gad-Anie". Zresztą w nagraniach "Mojego big-bitu" Rusowicz pomagali współpracownicy Dąbrowskiej: wspomniani gitarzysta Robert Cichy czy Kuba Galiński (klawisze, bas, gitary), współproducent ostatniej płyty "Ania Movie".

Efekt jest taki, że płyty "Mój big-bit" słucham od kilku tygodni i nie mogę się od Ani opędzić. Jeszcze moment, a zacznę przeszukiwać szafy moich rodziców, licząc, że znajdę tam jakąś koszulę non iron.

Big-bit, ten z lat 60., to głównie ładne melodie i niezbyt skomplikowane teksty, opakowane w muzykę nadającą się do tańca. Wypisz, wymaluj dzisiejszy pop. Nic, tylko podbijać listy przebojów, czego Ani bardzo życzę.

8/10

Zobacz teledysk "Ślepa miłość":

Warto posłuchać: "Czekałam na ciebie tysiąc lat", "Ślepa miłość", "Nie pukaj do moich drzwi", "Chciałabym"

Czytaj recenzje płytowe na stronach INTERIA.PL!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: bit | Ania Rusowicz | recenzja | Ada Rusowicz | W imię... | W imię

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje