The Bullseyes "Polish Sweethearts": Zachód przyszedł do Polski [RECENZJA]

Rafał Samborski

"Twój nowy ulubiony zagraniczny zespół z Polski" - mówią o sobie The Bullseyes przy okazji premiery "Polish Sweethearts". I faktycznie brak tu jakichkolwiek kompleksów względem zachodniej muzyki rockowej.

The Bullseyes tworzą Mateusz Jarząbek i Darek Łukasik
The Bullseyes tworzą Mateusz Jarząbek i Darek Łukasikmateriały prasowe

Nie wierzyłem, że ta płyta wyjdzie. Wydawało się, że członkowie The Bullseyes - Mateusz Jarząbek i Darek Łukasik - przestali wierzyć zupełnie w ideę wypuszczania w świat albumów. Stąd od 2 lat (!) co jakiś czas dawkowali nam single podtrzymujące zainteresowanie zespołem, nie implikując żadnej chęci wydawania ich jako część szerszego opakowania. Wydanie "Polish Sweethearts" wydaje się jednak koniecznie, aby podsumować rozwój The Bullseyes na przestrzeni tego okresu, jak i nakazywać słuchaczom wypatrywać kolejnych ruchów. Potencjalne tropy zaznaczane przez muzyków bywają bowiem niemal tak intrygujące jak zawartość płyty.

Ale zanim przejdziemy do tych tropów, zacznijmy od esencji. "Polish Sweethearts" to nowoczesna rockowa przygoda bez cienia kompleksów względem Zachodu. Co może też zaboleć lokalnych patriotów, ponieważ - mimo tytułu - pozbawiona jest jakiegokolwiek osadzenia w rodzimej rzeczywistości. To bowiem zbiór piosenek, które z powodzeniem mogłyby być nagrane w Anglii czy Stanach Zjednoczonych.

Teksty? Uniwersalne, opowiadające o uczuciach, rozstaniach, ale też próbie odnalezienie spokoju oraz siebie w świecie. Wokale? Zgrabne, pozbawione fajerwerków, ale pewne, czytelne, czyste, napędzające przebojowość samych utworów. Brzmienie muzyki natomiast jest masywne, dynamiczne, przestrzenne, ale ma też w sobie coś brudnego i garażowego.

The Bullseyes na Jarocin Festiwal 2023: "Nie mamy ciśnienia"INTERIA.PL

Otwierające płytę utwory kazałyby umieścić muzyków blisko The White Stripes, The Black Keys czy Royal Blood, podobnie zresztą jak debiut w postaci "The Best of The Bullseyes" z 2020 roku. To rzeczy, które z pewnością zadowolą fanów tych grup, szukających względnie prostych, ale potężnych i przebojowych kompozycji z intrygującą warstwą tekstową. Jednak całkiem sporo tu zaskoczeń. Rockowej formuły trzyma się "Hello Stranger, Bye Friend", ale to potężna piosenka, w której pobrzmiewają echa wielkich gitarowych hymnów lat osiemdziesiątych. Również przez te budujące napięcie w tle pady oraz niepokojące wręcz uwielbienie do grania solówki na gitarze, któremu z pewnością przyklasnąłby Slash.

Słychać natomiast, że sporą ambicją muzyków było wykroczenie poza emploi tego rockowego, ukierunkowanego względnie klasycznie duetu. Stąd też "Black Market" ze swoim synth-rockowym może dawać się takim mrugnięciem w stronę depeszowych epigonów z okresu "Violatora". Niestroniące od elektroniki "TELESCOPE" łamie przyzwyczajenie do względnej prostoty kompozycji utworów The Bullseyes. Nie kieruje się może w stronę rocka progresywnego, ale na pewno przekracza granice, które pokazują, że przyszłość muzyczna grupy jest nieodgadniona.

Bo to są te momenty, w których bezpośrednie zachodnie inspiracje przesuwają się w cień, a muzyka The Bullseyes zamiast się nimi podpierać, stoi w pełni na własnych nogach. Nie ukrywam, że jestem ciekaw dokąd to zaprowadzi duet przy kolejnych ruchach muzycznych. Póki co mogę się po prostu cieszyć tym, co jest. I jest to wystarczająco cudowne.

The Bullseyes, "Polish Sweethears", wyd. LOG7

8/10

INTERIA.PL
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd na stronie?
Dołącz do nas
{CMS: 0}