Reklama

Sitek "Nowy Vibe": Absurd goni absurd [RECENZJA]

Tekstową pustkę zawsze można najlepiej wytłumaczyć "tylko" dodatkiem do świetnych beatów. Cóż, "Nowy Vibe" za bardzo nie broni się nawet pod tym względem.

Sitek na okładce płyty "Nowy Vibe"

Liryczno-muzyczny roller coaster, progres na wszystkich artystycznych polach, dojrzałość i otwarcie się na nowe. Nowy vibe, stary on. A teraz żarty na bok, bo najnowsze dzieło wrocławskiego rapera przeczy zapowiedziom i nie oferuje dosłownie nic, może oprócz doskonałego sposobu na stratę trzech kwadransów.

Reklama

Sitek polubił auto tune'a, stawia na śpiewane refreny i kilka własnych, sprawdzonych patentów na często przeterminowanych podkładach, które nie wyróżniałyby się absolutnie niczym nawet kilka lat temu. Historia Sitka jest idealnym przykładem na to, jak oczekiwania mogą wpływać na odbiór twórczości. Kilka pojedynczych, naprawdę dobrych (i jednocześnie perspektywicznych, co też tłumaczy pompowanie balonika) momentów w karierze, to trochę za mało, żeby ciągnąć wózek przez wiele lat.

W gościnnych występach Sitek zawsze potrafił dorzucić coś od siebie i nie skrywać się za plecami gospodarza, luźne numery czy "Wielkie Sny" też można chwalić, jednak "Nowy Vibe" to poważny zjazd od którego nijakością bije na kilometr. Nie ma tu ani nic nowego, chyba że dla zahibernowanych w 2012 roku, ani wajbu, bo ten trzeba zarezerwować jednak dla najlepszych.

Absurdalny, pusty i pozbawiony sensu, który da się streścić w raptem kilku słowach: dziewczyny, mama, ziomki, szmaty lecące ze Stanów, iPhone. Aha, również zazdrość, wyjście z bloków, spełnianie marzeń i obiekt pożądania wszystkich kobiet. O dziwo bez drogich samochodów. Ameryczka nie Ameryka ("Twój autorytet to jest kopia kopii", no przecież, Sitek jest tylko jeden), ale i to można całkiem udanie przenieść na nasz grunt, co jest niespecjalnie trudne, a tutaj nawet to się nie udało.

Nie da się jednak tego zrobić takimi wersami jak "Powtarzane w kółko jak mantra / Moi ludzie prawda, twoi ludzie AA" z "Wiesz jak jest" lub "Ja nie na wiwat latam / Suko, ty brzmisz jak blabla" w "Filarze". To jedne z bardziej zabawnych momentów, a całość często układa się w bezsens - zwrotki brzmią tak, jakby zostały poskładane z pojedynczych, losowych linijek, aby tylko na samym końcu się rymowało. I te przeciąganie końcówek - co kto lubi, ale przynajmniej można być charakterystycznym także w ten sposób.

Tak złej tekstowo płyty w tym roku w polskim rapie nie było, przynajmniej wśród raperów, którzy cokolwiek znaczą na tej scenie. Szkoda więc, że do poziomu Sitka dostosowali się goście i żaden z nich nie pomyślał, żeby skraść show i rzucić szesnastkę gorętszą niż akcja Solara. Trochę jakości wnosi Gedz, chociaż do "Bohemy" (i bohemy) daleko. JNR stale w cieniu, nigdy na listach sprzedaży, jednak stylowo i z klasą ("Tu większość jap jest jak PNG - przezroczysta"), tutaj nawet dwa razy.

Ich trud idzie jednak na marne, skoro Kasta rzuca "Ty się o mnie pytasz? Co ty, skarżypyta? / Z resztą, co się pytasz jak wiesz?" w "Filarze", a Sarius próbuje gonić Sitka z "Mamo, tato wybierzcie podłogi / Moje zwrotki dają ludziom domy" w Co chcą zrobić". O losie.

Sitek w "Syzyfie" zapewnia, że nie da się go włożyć w żaden klimat. Coś w tym jest, bo "Nowy Vibe" jest na szczęście materiałem różnorodnym, a to dzięki beatmakerom, którzy nie musieli się nawet mocno wysilać. Ci trochę maskują bzdury wygadywane przez gospodarza, mimo że ciężko się od niego uwolnić, jednak sami w większości nie zaskoczyli, dostarczając podkłady, które lepsze wzięcie miałyby kilka lat temu.

Kombinuje Kubi Producent w "Co chcą zrobić", któremu nie był do szczęścia nawet potrzebny sampel karabinu maszynowego, bo i tak wyszło dość komicznie. Głębokie, niemalże ambientowe "Mango" i popowe "Wiesz jak jest" to jedna z lepszych ostatnio rzeczy SoSpecial, a współczesności i klimatu nocnego Toronto dostarcza niezawodny LOAA w "Nie zasnę". A inni? Got Barss z "Syzyfem" czy z tytułowym numerem brzmi jak odrzut z któregoś z wcześniejszych albumów Białasa z początków dekady. Miyo są specami od hitów, ale przesiąkniętych plastikiem, więc "Snajper" mógłby hulać na telefonach uczniów, gdyby nie kolejne obostrzenia.

Mój stan po kilku odsłuchach "Nowego Vibe'u" najlepiej definiuje jeden z wersów Sitka, typowy Paulo Coelho style - "Czuje się całkiem wyprany z uczuć". Nie ma tu nic nowego, nie ma też żadnego wajbu. Jest za to wyjątkowa strata czasu, a zagłębianie się w coraz to bardziej śmieszne wersy przestaje w pewnym momencie być zasadne. Rapera definiują nie tylko modne swetry z historią, której nikt by nie zrozumiał (oprócz ziomków, #chlopakinieplacza), ale umiejętność zainteresowania słuchacza w różnych sytuacjach. W zaciszu własnego domu, na imprezie, czy podczas jazdy samochodem. Gdziekolwiek. W tym przypadku nigdzie.

Sitek "Nowy Vibe", Sony Music Entertainment

3/10

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Sitek | recenzja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje