Reklama

Sigur Rós, S. Andersen, H.O. Hilmarsson, M.H.M Sigfusdóttir "Odin's Raven Magic": Duszna namiastka [RECENZJA]

Czekaliście na nowego długograja od Sigur Rós? Świetnie, ja też. I czekam dalej, bo "Odin's Raven Magic" to zaledwie poboczny projekt muzyków. Dość satysfakcjonujący, ale jednak będący zaledwie namiastką oficjalnych pozycji islandzkiego zespołu.

Okładka płyty "Odin's Raven Magic" Sigur Rós

Na początku muszę was rozczarować - "Odin's Raven Magic" trudno nazwać oczekiwaną pełnoprawną kontynuacją wydanego w 2012 roku "Kveikur". To kolejny etap wieloletniej współpracy z Hilmarem Örn Hilmarssonem, który niejednokrotnie towarzyszył muzykom w ich soundtrackowych przygodach, do których to jeszcze dołączył sztab mniej lub bardziej uznanych islandzkich muzyków.

Reklama

Chociaż można powiedzieć, że "Odin's Raven Magic" to etap, który już dawno jest za artystami, ale dopiero teraz możemy go oficjalnie wysłuchać. Album to bowiem odtwarzana na żywo już w 2002 roku pozycja, będąca muzyczną interpretacją pochodzącego z siedemnastego wieku islandzkiego poematu Hrafnagaldr Óðins.

Materiał został nagrany w czasie pomiędzy "( )" a "Takk", które to krążki ostatecznie utwierdziły pozycję Róży Zwycięstwa na scenie. Post-rock tu jednak w żaden sposób nie dominuje. Powiedziałbym wręcz, że po prostu się czasami wychyla, przejmując wyłącznie drobny kawałek tortu.

Owszem, mamy momenty, przypominające faktycznie o wpływie zespołu Jónsiego i spółki na kompozycje. Na przykład apokaliptyczne outro do "Dagrenning" czy "Dvermál", atakujące w pewnym momencie typowym dla zespołu brzmieniem bębnów i partiami marimby, korespondujące doskonale z bardziej nastrojowymi momentami w historii grupy.

Do tego dołóżmy "Stendur æva", które po nastrojowym, głębokim śpiewie Steindóra Andersena z podniosłymi chórami i stopniującymi napięcie smyczkami w tle, zaskakuje zwrotem w postaci połączenia glitchującej elektroniki z falsetem Jónsiego, ogromnie kontrastującym z pierwszym wokalistą utworu.

Ale już takie "Hvert stefnir" to filharmonijne pisanie wyraźnie podszyte nordyckim folkiem oraz wzniosłymi pieśniami sakralnymi. Jeszcze bardziej słyszalne jest to we wchodzącym podskórnie, ciemnym brzmieniowo "Spár eða spakmál", w którym - podobnie jak w drugim utworze na krążku "Alföður orkar" - szczególną rolę grają chóry.

I nie będę ukrywał, mam z tą płytą pewien problem. Z jednej strony ten niepokojący nastrój jak najbardziej mi odpowiada, a im ciemniej robi się na dworze, tym łatwiej się w niego wczuć. Z drugiej zaś, nie umiem odpędzić się od wrażenia, że to pozycja, która bardziej jest ucztą intelektualną aniżeli emocjonalną. I to pomimo tego, że rozkładając kompozycje na czynniki pierwsze, okazują się one zaskakująco mało skomplikowane. Nie chodziło więc tu w żadnym razie o epatowanie biegłością kompozycyjną.

Da się tu wyczuć ograniczenia narzucone przez formę. Szybko jednak orientujemy się, że to materiał stricte przeznaczony do prezentowania go na żywo. Jak zresztą inaczej wytłumaczyć fakt, że wydany został dopiero po kilkunastu latach, mimo tego, iż przez kilka lat muzycy podróżowali z nim i odtwarzali go na żywo? Duszna atmosfera, przecięta zaledwie kilkoma momentami wydechu, tylko utwierdza w tym przekonaniu.

Czy wobec tego nie warto sprawdzać "Odin's Raven Magic"? Oczywiście, że warto, bo dalej czuć tu islandzką magię, za którą kochamy twórców zaangażowanych w powstawanie utworów. Tylko nie liczcie na to, że jest to pozycja, do której będzie chciało wam się nieustannie wracać. Szczególnie że ciężar roztaczającego się z nią klimatu miejscami zmusza do przerwy.

Sigur Rós, Steindór Andersen, Hilmar Örn Hilmarsson and María Huld Markan Sigfúsdóttir "Odin’s Raven Magic", Warner Music Polska

7/10

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Sigur Rós | recenzja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje