Reklama

Reklama

Selena Gomez "Revelación": Bez rewelacji [RECENZJA]

Hiszpańskojęzyczna EP-ka znanej wokalistki nie ma wiele wspólnego z tytułowym objawieniem.

Selena Gomez na okładce "Revelación"

Nowoczesne latynoskie rytmy od kilku lat niezmiennie przyciągają miliony ludzi na całym globie. Pomyślcie zresztą sami, ile hiszpańskojęzycznych hitów z ostatnich lat kojarzycie. Skąd taki początek w recenzji płyty Seleny Gomez? Znana wokalistka i aktorka ma meksykańskie korzenie od strony ojca, stąd hiszpański stał się w jej życiu drugim językiem - jak podają źródła, posługuje się nim płynnie od siódmego roku życia. Kiedy więc poczuła wypalenie, postanowiła wrócić do pomysłu, który w jej życiu pojawił się po raz pierwszy już dekadę temu: nagrania w pełni hiszpańskojęzycznej płyty.

Reklama

Cóż, słowa płyta może nie jest odpowiednie w tym przypadku. "Revelación" to wszak zaledwie siedem utworów składających się na 19 minut muzyki. Przy czym to nieco inna para kaloszy niż jej dotychczasowa twórczość. Dance-popowe bangery i ballady zostały tu zamienione na klimaty latino popu i reggaetonu, czy - mówiąc precyzyjniej - urbano latino.

Jeżeli jednak spodziewacie się, że wokalistka została ostatecznie zachęcona do tego kroku muzycznego przez sukces wypuszczonego w 2018 "Taki Taki" z DJ-em Snake'iem oraz Cardi B i rozentuzjazmowała was ta wiadomość, mam smutną informację. "Revelación" nie stara się korzystać z sukcesu tamtego singla i być pozycją przebojową, rzucającą kluby na kolana.

Jeżeli jednak wybrać taki potencjalny hit, to wybór z pewnością padnie "Selfish Love" ze wspomnianym DJ-em Snake'iem. Ale i to jest piosenka oszczędna, który przypomina sobie o podbijaniu fal radiowych dopiero w dropie po refrenie oraz ciekawie wykorzystanych, "pompowanych" dźwiękach saksofonu. Ewentualnie może takim hitem byłoby "Adiós", zaśpiewane z urzekającą swobodą i pewnością siebie, a mówiące o próbie odgonienia natarczywego byłego.

Reszta to natomiast dawka naprawdę stonowanych utworów, często oszczędnych w ścieżki instrumentalne. Weźmy takie "Buscando Armor": w tle przygrywają nam ambientowe, mało wyraziste plumknięcia, a na pierwszy plan wychodzą bębny w klasycznym, dembowowym układzie charakterystycznym dla gatunku.

"Vicio" traktuje o tęsknocie do ukochanej osoby i wchodzi w dużo bardziej melancholijne klimaty: akordy wygrywane na fortepianie wybrzmiewają gdzieś z oddali i trafiają na reggaetonowe bębny. To zresztą najlepszy utwór na EP-ce obok rozpoczynającego pozycję "De Una Vez", które łączy w sobie klimaty latynoskie z r'n'b - ba, nawet drobne miejsce na gitarę elektryczną się znajdzie.

I o ile zamysł "Revelación" jest intrygujący, tak te 19 minut przemija często w obojętności. Nieco życia wnoszą gościnne występy Rauwa Alejandro oraz Myke'a Towersa, ale nie na tyle, aby podbić ocenę EP-ki. Nie otrzymujemy bowiem utworów, które w jakikolwiek sposób mają na celu zaskoczyć słuchacza, poeksperymentować z gatunkiem, podtrzymać jego uwagę, sprawić, że chce się do nich wracać.

To po prostu materiał zrobiony z zachcianki piosenkarki, która chciała spróbować się w hiszpańskojęzycznym repertuarze na tego rodzaju rytmach. A że sukces Bad Bunny'ego udowodnił, że w materii przeniesienia ich na kanwę mainstreamu można zrobić nieco więcej, to niedosyt jest spory. Rzecz tylko dla fanów.

Selena Gomez "Revelación", Universal Music Polska

4/10

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Selena Gomez | recenzja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje