Reklama

Reklama

Organek "Ocali nas miłość": Powstanie z innej strony [RECENZJA]

Słyszycie hasło "płyta o powstaniu warszawskim" i już drżycie z przerażenia, bo wyobrażacie sobie festiwal żali, pieśni o potędze Polski, mitologizację wydarzenia oraz patetyczną muzykę. Zespół Ørganek podszedł do tematu zupełnie inaczej: postanowił pokazać ludzi z krwi i kości, a ich historie wrzucić na warstwę muzyczną, która miejscami wręcz urzeka lekkością. I to naprawdę działa.

Okładka płyty "Ocali nas miłość" Organka

Gdy rodzimi muzycy zabierają się za szeroko rozumiane tematy historyczno-patriotyczne, udowadniają, jak łatwo wejść na tereny patosu i totalnego brak wyczucia tematu. Ba, nawet jeżeli jesteś raperem, który występował niegdyś "przeciwko upadkowi zasad", twierdził, że głosi niewygodną prawdę i głośno krzyczał, że z policją za bardzo się nie lubi, możesz skończyć jako płaszczący się przed obecnym prezydentem facet w swetrze sylabizujący o przywiązaniu do Polski pod rzewne pianinka, płaskie bębny i plastikowe syntezatory brzmiące jak z serwisów agregujących darmowe bity w 2004 roku. To jest co prawda jeden ze skrajnych przypadków, ale cóż, niestety poruszanie wątków tego rodzaju zaskakująco często łączy się z brakiem poczucia estetyki u twórców decydujących się na taki krok.

Reklama

Słysząc, że Muzeum Powstania Warszawskiego z okazji 77. rocznicy wydarzeń z 1944 roku postanowiło zaprosić Tomasza Organka i jego zespół do współpracy celem nagrania płyty traktującej o tychże wydarzeniach, narodziny obaw były w pełni uzasadnione. Chociażby z powodu potworka, jakim był utwór "To nie miało prawa się stać" nagrany wspólnie z O.S.T.R-em, a promujący film o Józefie Piłsudskim z Borysem Szycem w roli głównej.

Szczególnie że przy "Ocali nas miłość" mowa o powstaniu warszawskim. A przecież - po pierwsze - niezwykle łatwo popaść tutaj w nieznośną martyrologię. Po drugie natomiast, dyskusje o słuszności wybuchu powstania wciąż rodzą w polskich domach spory, które są w stanie przewracać stoły podczas zajadania niedzielnego rosołu przy rodzinnym stole.

Tu zaskoczenie chyba największe: Ørganek podołał zadaniu, oferując płytę, w której przez ani chwilę słuchacz nie staje się ofiarą nieustannego cierpiętnictwa. Bo "Ocali nas miłość" to nie płyta o powstaniu warszawskim - to płyta o ludziach żyjących w czasach powstania warszawskiego, którzy mają swoje uczucia, mają obawy, ale marzą o powrocie do normalności i starają się łapać okazję ku temu w każdej chwili. Może powodzenie projektu to wina konceptu? Ten bowiem wiąże się z fotografiami powstańczymi wykonanymi przez Eugeniusza Lokajskiego, znanego pod pseudonimem Brok. Każde zdjęcie to inny utwór.

Co zadziałało? Od strony muzycznej na pewno rezygnacja z gitary jako dominującego instrumentu, co pozwoliło osiągnąć pewną świeżość w osłuchującym się już stylu Ørganka. Dla kontrastu - tutaj o czymś takim nie możemy w ogóle mówić, gdyż każdy utwór jest z zupełnie innej bajki. "Ocali nas miłość", mimo nadrzędnego pomysłu, traktuje się jak składankę. Owszem, w trzech utworach Tomasz Organek oddaje mikrofon gościom projektu, czyli Ralphowi Kaminskiemu, Magdzie Umer oraz kojarzonej z zespołu Xxanaxx Klaudii Szafrańskiej, ale nawet nie o to chodzi. Po prostu każda piosenka jest z zupełnie innej bajki.

Miękkie, syntezatorowe "Idziemy w miasto" ma kojący refren zaśpiewany na nieco wyższych rejestrach, kojarzący się błyskawicznie z Papa Dance. "Sen duchów wolnych" początkowo wydaje się tym rockowym momentem, ale szybko uderza w syntetyczną elektropopową stylistykę, która koresponduje chociażby z ostatnią płytą Arka Kłusowskiego. "Fotograf Brok" to początkowo mało napastliwy spoken word, w którym muzyka służy głównie jako tło, by w pewnym momencie zaskoczyć niemal gilmourowską solówką.

Nie mniej zaskakujące momenty to mikromusicowe, matowe w brzmieniu "Lustereczko" z Klaudią Szafrańską oraz zagrane na klawesynie "Lili i Pałąk". "Idź, synku, idź" to wzruszająca quasi-kołysanka na fortepian z dojrzałym wokalem Magdy Umer w roli głównej. W "Aniołowie upadli" niby też mamy fortepian, ale to pozycja dużo bardziej niepokojąca, w miarę kierowania się ku końcowi wchodząca wręcz w tematy post-rockowe. Chociaż jednocześnie bije się o miano najbardziej "natchnionej" i przepełnionej powagą z całej płyty obok zagranej na klawesynie piosenki "Lili i Pałąk". 

To, co w dużej mierze buduje tę płytę to kontrasty. Wspominałem o papa-dance'owym "Idziemy w miasto"? Zapewne na papierze (ekranie?) może wam się to gryźć, ale ten podany z lekkością tekst, który został skonstruowany w taki sposób, aby przypominał podróże młodych ludzi po mieście w poszukiwaniu wrażeń, naprawdę działa. I szczególnie przeraża, gdy rzucane są takie wersy jak "Płyną godziny/A od Baśki i Krystyny nie ma znaku czy są". Podobnie "Sen wolnych duchów" mógłby być hymnem młodzieńczego buntu, ale z całego kontekstu doskonale wiemy, że mowa tu o walce o wolność i sprzeciwie wobec nazistowskiemu oprawcy. Choć jasne, że dostaniemy na płycie też dużo bardziej dosłowne teksty, które są przerażające już u swoich podstaw, jak na przykład "Oddała mi duszę, oddała mi ciało/O rękę prosiłem - dostałem ją całą" z "Lili i Pałąka".

Fakt, nie jest w żaden sposób album wybitny, a z uwagi na swoją składankową strukturę daje się wyczuć, że to projekt poboczny, nie zaś żaden pełnoprawna płyta projektu Ørganek. Nie zmienia to faktu, że na "Ocali nas miłość" grupie byłego członka Sofy udało się zrobić coś, co dla wielu osób podejmujących podobną tematykę, wydaje się wręcz niemożliwe: nagrać całość ze smakiem, pokazując uczestników powstania nie jako symbole, ale po prostu jako zwykłych ludzi. To zdecydowanie jest osiągnięcie.

Ørganek "Ocali nas miłość", Mystic Production

7/10



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje