Miley Cyrus, otwiera się w nowym oknie przeszła drogę podobną, a zarazem całkiem inną niż jej koleżanki z Disney Channel - między innymi Selena Gomez, otwiera się w nowym oknie czy Demi Lovato, otwiera się w nowym oknie. Wywodzi się z tej złotej ery kanału, który dla pokolenia dzisiejszych dwudziestoparolatków jest zjawiskiem kultowym, niczym "Teleranek" dla tego trochę starszego rocznika. Śmiem jednak twierdzić, że to jej działania wzbudzają największą sensację i kontrowersje. To Miley pozwala sobie na najwięcej szaleństwa w swoich artystycznych poczynaniach, co rusz mrugając okiem do fanów różnych epok, a ostatnio głównie lat 70. i 80., co dowiódł jej poprzedni album "Plastic Hearts" (2020), a także wyśmienite covery rockowych szlagierów wykonywane na koncertach ("Black Dog" czy "Wish You Were Here").
Począwszy od pierwszej płyty "Breakout" z 2008 roku na naszych oczach zmieniła się ze śpiewającej radiowy pop gwiazdki Disneya w coraz bardziej wyzwoloną i - co ważne - pełnoprawną artystkę. 12 lat po zakończeniu serialu "Hannah Montana" nie mówimy o Miley Cyrus w czasie przeszłym jako jedynie "dawnej gwiazdce Disneya" - dziś jest popową ikoną, która od krążka "Younger Now" (2017) jest całkiem słusznie chwalona przez krytyków i fanów.
Orange Warsaw Festival 2019: Miley Cyrus



















Recenzja albumu Miley Cyrus "Endless Summer Vacation"
Przed premierą "Endless Summer Vacation" apetyt był ogromny. Dzięki hitowi "Flowers" Miley pobiła kilka rekordów, a emancypacyjny wydźwięk piosenki wzbudzał oczekiwania, że cała płyta będzie utrzymana w podobnym tonie, a jej były mąż Liam Hemsworth, otwiera się w nowym oknie nie będzie już wiedział, w który policzek przyjmować kolejne ciosy. Nie do końca tak jest.
Ewidentnie na "Endless Summer Vacation" w Miley walczą ze sobą dwa wilki, otwiera się w nowym oknie. Jeden to samowystarczalna, niezależna kobieta, która niczego się nie boi, bo wie, że "może sama trzymać się za rękę", by po chwili tęsknić za... nastoletnim marzeniem i wyidealizowaną miłością? Tak mówi kontrastowe "You", w którym śpiewa, że chciałaby "magii nocnych pogaduszek, tej niekończącej się, wiecznej miłości, ale tylko z tobą".
Płyta zapowiadana była przez samą Miley jako "list miłosny do Los Angeles", mnie rysuje się jako pocztówka do szczenięcych lat. I szczenięcej miłości, która nie zawsze ma taki finał, jak w komedii romantycznej. Dzięki temu to też płyta terapeutyczna - o zmaganiu się z rozstaniem i życiem w pojedynkę.
Rozliczenie z przeszłością
Słychać to w niemal każdym utworze. I w każdym z nich zamyka się oddzielna historia. W porównaniu do wcześniejszych nagrań z pewnością porozwodowy album jest jej najszczerszym. Miley tym razem jest bardzo współczesna, a popowe ballady jak "Jaded" mają w sobie cechy radiowych przebojów, które teoretycznie mógłby zaśpiewać każdy.
Teoretycznie, bo dzięki osobowości Miley Cyrus i szczerości, która płynie z tekstów, to jest tak bardzo i tylko jej. Różnorodność kompozycji to oczywiście duża zasługa producentów. Niemal każda z trzynastu piosenek jest wyprodukowana przez kogoś innego, a do współpracy zaprosiła topowych specjalistów z Miasta Aniołów, m.in. Kida Harpoona, Grega Kurstina, Mike WiLL Made-It czy Tylera Johnsona.
W warstwie tekstowej to szereg rozważań i wspomnień, które Miley próbuje poukładać po to, by sama poradzić sobie z odczuwanym bólem i sercowymi rozterkami. Najbliżej swoich rodzinnych korzeni jest w country duecie z Brandie Carlile, "Thousand Miles" (sprawdź tekst), otwiera się w nowym oknie. Solo na harmonijce ustnej, to chyba ostatnia rzecz, jakiej się tu spodziewałem.
"Utknęłam na wyspie, czy wylądowałam w raju?"
I za chwilę trafia na całkiem inny biegun wraz z "Handstand" (świetna produkcja Maxxa Morando), gdzie recytuje w rytmie przeszywających, psychodelicznych klawiszy. Najbliżej nowoczesnego-retro jest w drugim singlu z płyty, "River". W balladzie przeradzającej się w trapowy "Muddy Feet" wspiera ją Sia. Piosenka o przyłapaniu na zdradzie to kolejna z kart, którą z talii wyciąga przeciwko swojemu byłemu mężowi. I między wierszami robi to już po raz...? Przestałem liczyć. W "Wildcard" wyjaśnia światu, że ciężko żyło jej się z maminsynkiem:
"Chcesz pobawić się w dom? Mogę być twoją żoną/ W ciasnej kiecce iść poznać twoją mamę".
Końcówka płyty to klamra do opowieści o kwiatach z początku płyty. W tropikalnym i aksamitnym "Island" zastanawia się nad balansem pomiędzy radością z bycia w pojedynkę, a skrajnym smutkiem z tegoż powodu: "Czy utknęłam na wyspie/ Czy wylądowałam w raju?". "Wonder Woman" to natomiast opowieść o kobietach, które potrafią powstrzymać łzy, by nigdy nie okazać słabości. Miley swoim kojącym głosem przekonuje, że nawet najsilniejsze jednostki mogą czasem się załamać.
Ostatnią piosenką na krążku jest wersja demo "Flowers" - pozbawiona wszelkich ozdobników i zbędnej produkcji - tylko Miley i elektryczne pianino.
"Endless Summer Vacation" dla słuchaczy to pokaz dojrzałości Miley Cyrus jako artystki i człowieka. Dla samej Cyrus - doznanie terapeutyczne, zamknięcie przeszłości i otwarcie się na to, co jeszcze przyniesie jej życie. Pod emocjonalnymi, a czasem banalnymi tekstami kryją się całkiem uniwersalne mądrości. Każdy kto przechodzi lub przechodził trudny okres z pewnością chwytając dłoń Miley na początku "Flowers" nie pożałuje tej podróży. A na koniec poczuje się lepiej.
8/10
Miley Cyrus "Endless Summer Vacation", Sony Music







![10. edycja Roztańczonego PGE Narodowego w Polsacie! [RELACJA NA ŻYWO]](https://i.iplsc.com/000NE2U8GP82MWQ1-C401.webp)



