Reklama

Głodny, niedopity i zły

Wyga "Wyga.co", Embryo

Jasiek z grupy Afront jest w czołówce... najbardziej niedocenianych raperów w branży. Ale uwaga, teraz łódzki weteran restartuje swoją karierę w stylu, którego młodzi mogą tylko pozazdrościć. Niech żyje Wyga!

Reklama

Nie wierzyłam, że Łodzianin będzie w stanie rozpalać bity bez kumpla z zespołu przy boku - wydawali mi się wraz z Kasem zrośnięci, podobnie jak Beastie Boysi. Nie miałam przekonania czy Marek Dulewicz podoła produkcji całości. Wciąż rozbrzmiewa mi w głowie pierwszy Bakflip, zrobiony przez niego tak, jakby miał ująć rodziców hiphopowców, a nie ich samych.

Jakby obaw nie było dość, szybko okazuje się, że Wyga to nie jest najbardziej błyskotliwy raper na świecie - wystarczy by oddał mikrofon jednemu z zaproszonych gościnnie Dwóch Sławów, żeby sypnęło się więcej szalonych skojarzeń i natchnionych gier słów niż w ciągu jedenastu poprzednich kawałków. Pomysły na numery są, cóż, wyświechtane. Na przykład marihuanę zobrazowaną jak dziewczynę podziwialiśmy już w polskim rapie kilkukrotnie. Już same tytuły piosenek: "4 Elementy", "Konsument", "Na całe życie" sugerują jedną wielką powtórkę z rozrywki.

Ale co z tego, skoro rozrywka jest przednia? Po prostu świetnie posłuchać jak dobrze gospodarz siedzi w bicie, jak wartko płyną mu słowa nie zlewając się ze sobą w nieczytelną całość. Tym lepiej, że tekstów nie trzeba tu wstydliwie upychać za werble. Nic nie jest w nich bowiem udawane czy maskowane. "Wszyscy już wiemy jakim jesteś, k**wa, gburem / mimo to ty dajesz temu upust kiedy rapujesz" - tak bezczelnie Wyga gasi jednego z kolegów po fachu. I można pomyśleć, że to ordynus i impertynent. Ale posłuchajcie wejścia do "Mama powtarzała zawsze": "Mama powtarzała zawsze, że kiedyś sięgnę gwiazd / ale gdy pytałem kiedy twierdziła, że mam czas / gwiazdy są tak daleko, mija wiele lat / zanim okazuje się, które utraciły blask / Słuchałem zafascynowany nie do końca wierząc / ale co noc wytężałem wzrok obserwując niebo / nadając nowe nazwy dla moich konstelacji / wśród spadających gwiazd wypatrywałem szansy" - rymuje, pokazując emocje i liryczne obycie.

Ten raper ma różne oblicza, zaś każde z nich autentyczne. Może dlatego, że najpierw jest człowiekiem, potem raperem, a ludzie rzadko są jednowymiarowi. Do tego jego głos jest instrumentem stosowanym bardzo świadomie i po pierwsze czuć tu doświadczenie, a po drugie chęć robienia muzyki po prostu, a nie tylko muzyki hiphopowej.

Podobnie myśli Dulewicz. To już nie rzemieślnik, który wszystkie swoje nagrywki z raperami wymieniłby na bilet na koncert Van Halen. Facet czuje groove, łapie czarny puls. Klawisz może grać u niego g-funkowo ("Konsument") i na reggae'ową modłę ("Na całe życie"). Gitara elektryczna nie ciąży, klei się z basem, skreczem i rapem po mistrzowsku, dzięki czemu "Nielegalne Radio" i "Malkontent, choleryk i łgarz" to najbardziej przebojowe momenty "Wyga.co". I na tym eklektyzm się nie kończy, bo przekłada się zarówno na przekonujący, idealny dla choćby Def Squadu numer w stylu lat 90. ("Serce, rozum i głos"), jak i powiew jazzowej wolności w "Droga M.". I mnóstwo innych, dość dyskretnych, choć zdradzających obsesjonata akcentów.

Kiedy zatem słyszę, że " to głos nielegalnego radio / bierzemy to miasto na własność / głodny, wk***iony, niedopity i zły / Jan Wyga wbija na to pasmo a ty / lepiej podążaj za mną!" nie oglądam się za siebie, nie dzielę włosa na czworo i nie szukam dziury w całym. Po prostu podążam. I nigdy nie żałuję.

8/10

Czytaj recenzje płytowe na stronach INTERIA.PL!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Wyga | recenzja | hip hop | Afront

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje