Reklama

Frank Leen "Miłość w czasach": niepozorna opowieść o miłości [RECENZJA]

Po kilku latach obecności na rynku muzycznym jako producent, kojarzony również z gościnnych wersów u Mr.Polski czy Gibbsa, Frank Leen wydaje swój debiutancki album. Kilka nieoczywistych kolaboracji, ciekawych eksperymentów wokalnych czy różnorodność gatunkowa dają nam bardzo świeży krążek, na którym każdy znajdzie coś dla siebie. Tak prezentuje się "Miłość w czasach".

Po kilku latach obecności na rynku muzycznym jako producent, kojarzony również z gościnnych wersów u Mr.Polski czy Gibbsa, Frank Leen wydaje swój debiutancki album. Kilka nieoczywistych kolaboracji, ciekawych eksperymentów wokalnych czy różnorodność gatunkowa dają nam bardzo świeży krążek, na którym każdy znajdzie coś dla siebie. Tak prezentuje się "Miłość w czasach".
Frank Leen wydał album "Miłość w czasach" /Adam Słaboń /.

Frank Leen przez lata był producentem topowych polskich raperów, natomiast dopiero w połowie 2022 roku dał jasno do zrozumienia, że skupia się na solowym projekcie. To wtedy premierę miały "Bombonierki", dzięki którym zdobył szeroki rozgłos. Był to również moment, w którym po raz pierwszy miałem styczność z jego twórczością. Od tamtego momentu zaczęło się oczekiwanie, z każdym kolejnym singlem, na debiutanckie pełnoprawne wydawnictwo.

"Miłość w czasach" to jeden z niewielu krążków ostatnich miesięcy, który choć niepozorny, to różnorodnością wybija się na tle innych. Z jednej strony mamy tutaj mocne akcenty rapu, które przypieczętowują gościnne zwrotki CatchUpa czy Gibbsa. Z drugiej strony utwory oparte na mocno elektronicznych bitach, jak "Most" czy "Za dobrze by zapomnieć". Czy z trzeciej po prostu pop, co słychać chociażby w "Vespie". Ta różnorodność potrafi zachwycić, szczególnie kiedy zdamy sobie sprawę z tego, że Frank Leen współodpowiada za wszystkie produkcje.

Reklama

Lirycznie natomiast jest już bardziej spójnie, co nie oznacza, że monotematycznie. Już po samym tytule, który nawiązuje do legendarnego wydawnictwa Myslovitz, możemy wnioskować, że Frank Leen ma coś konkretnego do przekazania. Mimo tego, że cały album krąży wokół tematu relacji miłosnych, mamy ukazane je w najróżniejszych obliczach. Frank Leen natomiast wyraźnie skupia się na tym, z jak wieloma nowymi problemami mierzy się współczesne pokolenie, co w tytułowym utworze nazwał "Miłością w czasach IG i TikToka".

Pomimo tego dość trudnego tematu, na którym skupił się Frank Leen, udało mu się znaleźć miejsce na piosenkę taką jak "Kocham poniedziałki", która ze wszystkich najbardziej mi się podoba. Skupił się w niej na istocie z tekstu motywacyjnego “Rób to, co kochasz, a nigdy nie będziesz w pracy" - poniedziałki nie muszą być straszne, jeśli cały dzień robisz to, co lubisz i daje ci satysfakcję. A całość ubrana jest w bardzo przyjemny bit.

"Miłość w czasach" to kwintesencja talentu i wszechstronności, jakie ma bez wątpienia Frank Leen. Momentami jednak w to wszystko wkrada się trochę chaosu, który ciężko sobie uporządkować. Bez dwóch zdań jest to debiut, który już na stałe uplasuje Frank Leena w gronie czołowych polskich artystów muzyki alternatywnej. Udało mu się zerwać z łatką "producenta", a to bez wątpienia było dla niego kluczowe.

Frank Leen "Miłość w czasach", Sony Music Entertainment

8/10

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: recenzja
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama