Reklama

Fever Ray "Radical Romantics": Kochać, jak to łatwo powiedzieć [RECENZJA]

Dziesięć lat od rozwiązania The Knife i sześć od ostatniej solowej płyty, Karin Dreijer w pięknych okolicznościach brzmieniowych wyrusza na poszukiwanie miłości wieku średniego.

Dziesięć lat od rozwiązania The Knife i sześć od ostatniej solowej płyty, Karin Dreijer w pięknych okolicznościach brzmieniowych wyrusza na poszukiwanie miłości wieku średniego.
Fever Ray wydała album "Radical Romantics" /Rune Hellestad- Corbis/ Corbis /Getty Images

Muzykę Fever Ray łatwo zbyć określeniem "electro" albo "scandi pop" (pop skandynawski). "Radical Romantics" bardzo wyraźnie pokazuje jednak, że na to z pozoru proste, bo nierzadko bardzo minimalne brzmienie, w jakie ubiera swoje piosenki, składa się cała feeria bardzo różnych elementów. Od muzyki syntezatorowej z późnych lat siedemdziesiątych, jak Kraftwerk czy John Foxx, przez ekstrawagancję Roxy Music, tradycję art popu spod znaku Kate Bush, aż po - jak w "New Utensils" - dancehall. 

Reklama

Ale cóż, taki już mamy czasy i takich artystów, że nierzadko samo szukanie muzycznych tropów to temat na niebagatelny elaborat. W tym bezmiarze rzeczonych tropów z łatwością można się pogubić. Zejść na manowce, a to bezrefleksyjnego powtarzania wzorców, a to baroku jakiegoś niemożliwego, w którym zatraca się szlachetna prostota piosenki. Dreijer jednak w owym silva rerum porusza się z biegłością wilka, nie produkując nawet jednego niepotrzebnego i naddatkowego dźwięku.

Czy mamy przed sobą orientalną ornamentykę "Kandy" oraz "Shiver", czy wiedziony post-punkowym nerwowym wokalem synth pop "Even It Out", nawet mocniej niż poprzednio czujemy, że Fever Ray jest artystką, która kompletnie już nie musi szukać, że znalazła dla siebie i swojego przekazu absolutnie doskonałe miejsce i ze spokojem snajpera może strzelać z niego swoim queerowym przekazem. W "Looking for a Ghost" umieszcza coś na kształt ogłoszenia matrymonialnego o tym, że "szuka kogoś z uśmiechem szczególnego rodzaju" i zastanawia się nad trudnością odnajdywania partnerów w wieku średnim, po czym głosem małej dziewczynki dodaje, że "dla kolegi pyta". To tylko jeden z przykładów, jak dobrze, konsekwentnie i sprytnie wszystko w tej muzyce jest wymyślone na poziomie konceptu.

Słuchając "Radical Romantics" człowiek może się jednak poczuć odrobinę jak na rozdrożu. Niekoniecznie w złym sensie, ale pomijając numery w oczywisty sposób taneczne, jak "Carbon Dioxide", wydaje się, że z jednej strony mamy do czynienia z najłatwiejszą w odbiorze płytą artystki, a z drugiej, jest w tej muzyce coś podskórnie nieprzystępnego, trudnego do uchwycenia, a jednocześnie sprawiającego, że do końca nie wiadomo, co do tej muzyki robić. Ruch czy statyczność? Wsłuchiwanie się czy pozwolenie, by snuła się w tle? 

Wydaje się, że "Radical Romantics" przynależy naraz do tylu światów, że właściwie nie przynależy do ani jednego. Komuś może to stawać ością w gardle, dla mnie jest doświadczeniem arcyciekawym. Można zaryzykować stwierdzenie, że ta muzyka jest queer nie tylko w kategoriach przekazu, ale również miesza, przekracza, łamie granice na poziomie samej muzyki. A że robi to kreatywnie, nie ograniczając się jeno do puszczania oczek do znanych i lubianych tylko po to by oczko puszczać, to "Radical Romantics" wydaje się nagraniem do wielokrotnego użytku.

Fever Ray "Radical Romantics", Mystic

7/10

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Fever Ray | recenzja
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama