Reklama

Earl Sweatshirt "Doris": Trudny dzieciak (recenzja)

Zarówno osobowość, głos jak i ksywka Earla Sweatshirta sprawiają, że patrzy się na niego jak na postać z komiksu. Impertynencki gówniarz na haju, mający jednocześnie rzadko spotykany liryczny dar właśnie wydał swój pierwszy mainstreamowy album i od razu sprawił, że zrobiło się o nim głośno.

Trudno, żeby było inaczej, kiedy 19-latek startuje na piątym miejscu listy Billboardu, a "Guardian" i "Los Angeles Times" dają mu w recenzjach maksymalne oceny. Wydaje się, że ludzi intryguje skomplikowana, ale fascynująca historia życia młodego rapera. Naprawdę nazywa się Thebe Neruda Kgosisile, a swoje nietypowe nazwisko zawdzięcza ojcu - południowoafrykańskiemu aktywiście i poecie, który zostawił rodzinę, gdy ten miał 6 lat.

Reklama

Jego talent jako pierwszy dostrzegł Tyler, The Creator, który włączył go do składu bardzo kreatywnej, ale zarazem kontrowersyjnej i skrajnie patologicznej grupy OFWGKTA znanej także jako Odd Future. W 2010 światło dzienne ujrzał wydany niezależnie materiał "Earl", a potem teledysk do numeru tytułowego w którym raper robi większość rzeczy, przed którymi rodzice przestrzegają swoich 16-letnich synów. Ostatecznie Earl został wysłany do szkoły dla trudnej młodzieży w Samoa i na jakiś czas przestał nagrywać. Ale wrócił.

Nie jest to album, który nastolatki dostaną pod choinkę. Potwornie mroczne produkcje współgrają tutaj z wokalem, który ani trochę nie brzmi jak głos nastolatka. Bardziej kojarzy się z takimi MC's jak Raekwon czy MF Doom. Z jego tekstów na zmianę bije duża błyskotliwość, olbrzymi zasób słownictwa, starannie ubrane w słowa obserwacje, ale także momenty, które sprawiają, że ma się wrażenie, że jest opętany, a z jego ust płynie zło w czystej postaci. Jego rozbrajającą szczerość i ironiczny dystans doskonale obrazują wersy z "Burgundy": "Grandma's passing, but I'm too busy tryna get this f**king album cracking/ To see her so I apologize in advance in if anything should happen/ And my priorities f**ked up, I know, I'm afraid I'm going to blow it/When them expectations raising because daddy was a poet, right?".

Niesamowity teledysk do napisanego tydzień po powrocie z Samoa "Chum" przekroczył granicę 3,5 mln wyświetleń, a sam kawałek może stanowić klucz do zrozumienia Sweatshirta. Nadwrażliwy dzieciak nie do końca radzący sobie z popularnością, wściekły na dziennikarzy Complexa, którzy podawali do wiadomości publicznej newsy z jego życia "na wygnaniu". W gorzkich przemyśleniach jest tak otwarty i szczery, że nietrudno zrozumieć to, że staje się symbolem pewnego pokolenia trudnych dzieciaków, których w USA jest coraz więcej. Miesza odniesienia do Edgara Allana Poe czy "Dr Jekyll & Mr. Hyde" z nawiązaniami do Lil Wayne'a i Mobb Deep, a jego gry słowne (absolutnie wybitne, tutaj nie ma żadnej dyskusji) sprawiają, że teksty stają się łamigłówkami z drugim i trzecim dnem.

Ciężko czasem uwierzyć, że ten sam gość, który mówi, że śmierć na ulicach LA jest mniej istotna, kiedy Lakersi przegrali mecz, za chwilę opowiada o tym jak w 20 minut spalił 5 gram marihuany, serwuje ciężki przelot w slow motion z Mac Millerem i nawija "Promise Heron I put my fist up, after I get my d*ck sucked". Teksty Earla są bardzo trudne, skomplikowane i pełne aluzji i dziwnych terminów, ale przez to również fascynujące, bo, kiedy się je rozgryzie ma się pewność, że nie jest to tylko sztuka dla sztuki.

Muzycznie to wszystko ubrane jest w ascetyczne produkcje RandomBlackDude (znaczenie ksywki producenckiego alter-ego Earla wpisuje się oczywiście w kontekst albumu) o bardzo niepokojącym klimacie, oparte o proste i często mocno inwazyjne motywy sampli i instrumentów, które dla wielu mogą okazać się zbyt ciężkie. Oprócz gospodarza w produkcji pomogli m.in The Neptunes, Alchemist, RZA, Christian Rich czy Tyler, The Creator i w większości dopełnili gęstą atmosferę materiału.

"Doris" to bardzo ciężkostrawny posiłek, album, który pochłania w całości i zabiera w świat do którego nie dociera zbyt wiele światła. Wybuchowa mieszanka wrażliwości i liryki wysokich lotów z zapisem ekscesów Odd Future i stylu życia "super rich kids with nothing but lose ends" jak to swego czasu określił kolega ze składu Earla - Frank Ocean. Płyta zdecydowanie warta uwagi, ale wymagająca i z pewnością nie dla wszystkich. Mimo to wyjątkowa i trudna do wymazania z głowy, kiedy posłucha się jej uważnie.

Earl Sweatshirt "Doris", Tan Cressida/Columbia

8/10

Czytaj recenzje płytowe na stronach INTERIA.PL!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Earl Sweatshirt | hip hop | recenzja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje