Reklama

Dwa Sławy "Z Archiwum X2": Rap bez XD [RECENZJA]

Kiedyś trzeba choć trochę spoważnieć. Czy nadszedł koniec śmieszkowania u Sławów? Nie, nie do końca, ale częściej pojawiający się mocniejszy przekaz, został sprytnie skryty w równie frywolnej treści co wcześniej. I sprawdza się to tak samo dobrze, jak niekończąca się beka i rapowy roast pomieszany z jakąś kabaretową nocą dla naszych rodziców.

Kiedyś trzeba choć trochę spoważnieć. Czy nadszedł koniec śmieszkowania u Sławów? Nie, nie do końca, ale częściej pojawiający się mocniejszy przekaz, został sprytnie skryty w równie frywolnej treści co wcześniej. I sprawdza się to tak samo dobrze, jak niekończąca się beka i rapowy roast pomieszany z jakąś kabaretową nocą dla naszych rodziców.
Okładka płyty "Z archiwum X2" Dwóch Sławów /materiały prasowe

Z łódzkim duetem jest trochę jak z tymi najbardziej kultowymi polskimi komediami. W momencie premiery pojawia się niewątpliwy urok, jednak po latach odbiór zmienia się o 180 stopni. Do kanonu przechodzą pojedyncze fragmenty i cytaty, więc łatka śmieszków zostanie z RadosnymAstkiem na zawsze. Najnowszy album też optyki raczej nie zmieni, pytanie tylko, czy tego wszyscy oczekiwali? Albo bardziej dosadnie - czy tego chcieli?

Nie, ale w porównaniu do wprowadzających na salony "Ludzi sztosów" czy ich kontynuatora "Dandysa flow", Jarosław i Radosław (albo na odwrót, jak kto woli, grunt, że jest rym) nagrali w końcu płytę, która ma o wiele większą szansę na dłuższy termin przydatności do spożycia. Bo nawet chwalone przeze mnie "Coś przerywa", po kilku latach od premiery jest raczej zbiorem pojedynczych numerów, a nie materiałem, którego całość chłonie się jak gąbka wodę.

Reklama

Jeszcze niedawno u Sławów liczyły się bardziej wersy, a nie całe zwrotki. Tutaj sytuacja trochę się zmienia. Pierwszy przykład to zamykający całość "Dzisiaj nie możemy umrzeć". Tak pełnego emocji kawałka na naszym podwórku dawno już nie było, a SJP mógłby linijkami raperów na nowo opisać definicję słowa "przemijanie". Niewiele słabsze "Dorośli muszą nam pomóc" też niczego sobie, zwłaszcza z potęgującą wrażenia zwrotką Bonsona, który głaszcze cwaniaków romantyków - "Chciałbym to, co umiesz ty / Wiesz, ty umiesz kochać". Często pod przykrywką inteligentnych wersów, kryje się prosty przekaz (absolutnie genialne "dżungla płonie, ruch w iPhonie" w pocisku na współczesny cyfrowy świat w "FOMO") i to jest duża sztuka.

Ale o mocnych wersach i przechwałkach też nie można zapominać. W końcu to ich siła, nie? "Siema młoda, mogę Ci kupić meble Bodzia / Jeśli mnie nie w*** jak na teście łosia" z "2/10" albo "Jari, mistrzu, znowu r*** scenę trzema kwadransami w styczniu?" / Szczerze? Nawet nie wiem, ile minut ma ta płyta" w "Polska krav maga". A skoro wcześniej o intelektualnych zagrywkach była mowa, to nie wypada nie wspomnieć o tym małym dziele z "1000 500 100 900" - "Ludzie toną, bo dzisiaj nie mają, czasy z d*** / Stoję obok, krzyczę: wychodź z wody jak Biskupin / Choć się ślizgam nieźle po fali / To dzisiaj jestem wrakiem, jakby Ruscy mnie nie oddali". No, mocne.

Rap na wypasie, pewniak jak niektóre kursy u buków, ale "Z archiwum X2" jest piekielnie równe pod względem produkcji. I to jest chyba nawet ważniejsze niż sama melorecytacja, bo Sławom rzadko kiedy udawało się wybrać podkłady, które mimo swojej wyimaginowanej nowoczesności, nie zamulają już przy drugim odsłuchu. Pure hip-hop, ale typowo returnersowy i bezpieczny, w którym LittleChwiał nie tylko brudzą się zakurzonymi winylami, ale też sięgają po bardziej współczesne formy i łamią perki w "Bd grał" oraz powalają basem w "De Monie". Kiedy trzeba, to oddają hołd klasyce, jak w uderzającym nowojorskim brudem "Uaa", czy sermonowym "Na mnie się patrzyła". Imponować może również niechlujnie cięta "Polska krav maga", którą można pomylić z produkcją Metro. I dobrze, bo klimat jest zróżnicowany, podkłady zagęszczone, no i najeżone operacjami na gramofonach. Szapo ba, takie cuty rzadko się słyszy na polskich mainstreamowych płytach, więc wypada przywołać tu Łonę ze "Wstępnie nie" - "Returnersi dali bitację tak, że nie ma lipy".

To już nie dwie wypierdziane parówy, jak to obwieszcza kojącym głosem Kasia Grzesiek w "Na mnie się patrzyła", ale kolesie, którzy wskoczyli na kolejny level we własnej kategorii. W końcu nie ma tu nic pośrodku: jest albo śmiesznie, albo poważnie, dlatego "Z Archiwum X2" przetrwa o wiele dłużej niż niejeden zagrożony gatunek. To tak na koniec przypominając sobie "Dzisiaj nie możemy umrzeć" i kilka innych numerów, które sprawiają, że skipowanie nie ma tutaj żadnego sensu, nawet zwrotek gości, bo każdy spisał się na medal. Może nie złoty, bo ten dla gospodarzy, ale sreberko dla nich być powinno. Niekoniecznie te od świstaka.

Dwa Sławy "Z Archiwum X2", 2020

8 / 10

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Dwa Sławy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama