Reklama

Czarnoziemia

Niwea "02", Qulturap

Niweo, mój ty żrący kremie do smarowania neuronów, którego formułę od poprzedniej płyty udoskonalono nieznacznie. Masz szczęście, że nie wszystkie mózgi zdążyły się na ten post-posthip-hop uodpornić.

Reklama

Boję się Bąkowskiego. Płytą "01" zepsuł mi humor na długo. Wrzuciłem ją i przez kilka godzin nie byłem wstanie wyłączyć. Z każdym kolejnym powtórzeniem moje spojrzenie traciło coraz więcej ze swojego wyrazu. Facet mnie zzombifikował, wpędził w stupor, zniechęcił do wychodzenia z domu. Bo Niwea jak nic innego potrafiła unurzać człowieka w bylejakości. Zakłócić mu percepcję, sprawić by czuł się jakby rył nosem w zagonie bieluni dziędzierzawej. Można się było poddać omamom, ale też dało się z duetem coś przeżyć. I w sumie daje się nadal, choć nie oszukujmy się, ładunek dyskomfortu oraz paranoi nie jest na "02" na tyle duży i świeży, by po wszystkim przeszła człowiekowi drobnomieszczańska ochota na pizzę z konkursem Eurowizji na deser.

Muzyka Dawida Szczęsnego pełni tym razem rolę ważniejszą niż wcześniej, wychodzi z roli ilustracji. Kwaśne, elektroniczne bity lo-fi z nutką wyszarpanej ze strun zimnej fali wywołują podziw. Lodowate, oszczędne, jakby przepuszczone przez kasetę magnetofonową brzmienie idzie w parze z przyswajalnością. I dobrze. A, że dla fanów El-P, cLOUDDEAD czy - żeby sięgnąć bliżej - Etamskiego to prawie chillout? Nie ma się co nimi przejmować.

Wojciech Bąkowski wyprowadza wiele celnych uderzeń. W "Ksera wiszą" układają się one nawet w morderczą kombinację: "Trują grille, włośnice, kiełbasy polskie / koty ciężarne, toksoplazmozy, wielka Polska / wszystko gra, trawa gra na łąkach / Wszyscy, łeee, że Polska / a ona jest właśnie świetna / najlepsza / a mnie nie ma i nie ma i nie ma / nie wrócę z Tesca". Ale nokautu nie ma.

Siła rażenia projektu w dużej mierze polega bowiem na prowokacji, zdolności zadziwienia słuchacza, wpędzeniu go w konsternację. Tymczasem nowe dzieło Bąkowskiego i Szczęsnego brzmi jak przedłużenie "01". Daje do myślenia fakt, że w wypadku najlepszego, najbardziej jadowitego "Tańcz" jest to właściwie przedłużenie w prostej linii. No dobrze, słuchając utworów wciąż nie jesteśmy w stanie domyśleć się co podmiot - że przeproszę od razu za wyrażenie - liryczny zaraz nam powie. Ze słynną już, "zaburzoną" melodeklamacją coś niby się dzieje - w "Złym Człowieku" jest bliższa rapu niż kiedykolwiek, nic tylko zrobić remiks z Fiszem. Wiadomo też , że od tak ślicznej deformacji języka i świadomości odciąć się nie sposób. Niemniej na przykład Masłowska nie zastawiła na siebie pułapki i nie napisała od razu drugiej "Wojny Polsko-Ruskiej".

Niwea nie zanotowała tej lekcji. Na szczęście "02" w porównaniu do swojego poprzednika nie traci na jakości, co najwyżej na spójności, zaś zwarta na "01" esencja da się jeszcze kilka razy rozwodnić. Tyle, że to nie jest sposób myślenia, na które awangardowy artysta powinien się decydować. Bąkowski, przestań żesz gapić się w swój Paszport Polityki, udzielać wywiadów i insertować albumy do magazynów popkulturalnych. Ty weź mnie tak jakoś zszokuj, no.

7/10

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Niwea | recenzja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje