Reklama

André 3000 "New Blue Sun": Zagrał nam na flecie [RECENZJA]

André 3000 nieustannie zajmuje wysokie miejsca na listach najlepszych raperów w historii. Ale jego pierwsza, oczekiwana od lat solówka jest czymś, czego fani rapu zupełnie się nie spodziewali.

André 3000 nieustannie zajmuje wysokie miejsca na listach najlepszych raperów w historii. Ale jego pierwsza, oczekiwana od lat solówka jest czymś, czego fani rapu zupełnie się nie spodziewali.
Andre 3000 zaskoczył swoim nowym albumem, w którym zamiast nawijania zwrotek słyszymy ambientowe solówki na flecie /Emma McIntyre/Getty Images for GQ /Getty Images

OutKast to niewątpliwie jeden z najważniejszych zespołów w historii kultury hip-hopowej. Trudno wskazać grupę, która na amerykańskiej scenie rapowej bardziej otwierała głowy ziomkom w bandanach bądź czapkach i w za szerokich spodniach. I pokazała, że można inaczej: zarówno pod kątem muzyki i jej eklektyzmu, jak i mody. O ile na debiucie kierunek obu raperów - Big Boia i André (funkcjonującego wówczas pod ksywą Dre) - wydawał się dość zbieżny, tak już następca, "ATLiens", jasno wskazywał, że mamy do czynienia z indywidualistami, których dzieli wszystko oprócz chemii, jaką wytwarzają w utworach.  

Reklama

Różnice te doprowadziły do powstania w 2003 albumu "Speakerboxxx/The Love Below", który de facto jest dwoma solówkami wypuszczonymi w ramach jednego wydania. I mimo masy przebojów na koncie, wydaje się, że do dziś "Hey Ya!" - solowy track André - jest najbardziej rozpoznawalnym trackiem spod marki OutKast. Następujące kilka lat później "Idlewild" wydawało się już łabędzim śpiewem zespołu.

Bardzo ciekawe jest to, co nastąpiło lata później. Big Boi pozostał raperem aktywnym na scenie, podczas gdy André co najwyżej raz na jakiś czas przewijał się u zaprzyjaźnionych artystów. Przy okazji zazwyczaj usuwał ich w cień, stawiając sobie tymi występami pomnik trwalszy niż ze spiżu (nie wspomnę o tym, co uczynił w utworze "Solo Reprise" Franka Oceana, bo poświęciłbym temu pół tekstu). Pozostawało więc pytanie, kiedy solowy album? Plotek o tym, że powstaje była masa, aż nadszedł 2023 i w końcu to mamy! Tylko... to nie jest zapewne ten krążek, którego oczekiwaliście.

Nie chodzi o to, że "New Blue Sun" jest albumem słabym, do czego oczywiście za chwilę dojdziemy. Od lat André dawał upust swoim instrumentalnym zajawkom, czego wyrazem była też krótka, jazzowa epka "Look Ma No Hands" z 2018 roku. Ale przyznajcie, że niewielu spodziewało się, iż dostaniemy półtoragodzinną płytę, której główną atrakcją będzie gra gospodarza na różnego rodzaju... fletach.

Nikt nie spodziewał się takiej płyty Andre 3000. "Zagrał nam na flecie"

"New Blue Sun" to album, wokół którego chętnie przewiną się takie sformułowania jak muzyka medytacyjna, new age czy ambient. Niewątpliwie André swojej instrumentalnej przygodzie mocno inspirował się spiritual jazzem. Jazzowe harmonie zaczerpnięte z twórczości Alice Coltrane czy Pharaoha Sandersa przewijają się tu nieustannie - czy to w pełniących rolę tła rhodesach i mało sprecyzowanych plamach dźwiękowych, czy podejściu do perkusji, która stawia na wypełnianie przestrzeni i dozowanie napięć. A co ciekawe, gra na niej nie kto inny, a Carlos Niño.

Zespół zebrany przez André niewątpliwie unosi się w galaktycznych przestrzeniach. Tylko to już nie szalona galaktyka pełna funku i zmysłowości z czasów "ATLiens", "Aquemini" czy "Stankonii". Są momenty, gdy ta przeszłość gdzieś przemawia, np. w syntezatorach zdobiących utwór piąty "BuyPoloDisorder's Daughter Wears a 3000® Button Down Embroidered" czy w płynących, romantycznych pejzażach "Ants To You, Gods to Who?". To też momenty, w których można najbardziej wykrzesać tę powszechnie rozumianą piosenkowość. Ale to zaledwie echa przeszłości. Na ogół członek OutKast preferuje unoszenie się ponad ludzkimi sprawami z jednoczesnym jakże humanistycznym spoglądaniem na nie z dystansem, przyprawiając to dozą ironii widoczną najlepiej w tytułach utworów.  

Czy to znaczy, że to album na ogół przezroczysty i pozbawiony emocji? Ależ skąd. Spiritual jazzowe, miejscami bardzo repetytywne "Ghandi, Dalai Lama, Your Lord & Savior J.C. / Bundy, Jeffrey Dahmer, and John Wayne Gacy" to podróż przepełniona niepokojem, poszukiwaniem nadziei i światła, traceniem jej. Rzecz miejscami wręcz niesamowicie filmowa. A absolutnym emocjonalnym szczytem jest kończące krążek "Dreams Once Buried Beneath the Dungeon Floor Slowly Sprout into Undying Gardens" - oniryczne, enigmatyczne, płynące swoim życiem dzieło, w którym czuć jak piękno świata spływa do instrumentów muzyków.

Tak cudownie opisuję "New Blue Sun", ale prawda jest taka, że to muzyka, która wszelkim próbom opisania bardzo się opiera. Jej siła tkwi bowiem na przeżywaniu jej bezpośrednio. Ktoś powie, że to muzyka tła, ale to ogromne niedocenienie tego, ile włożoną w nią wysiłku, ile jest tu do odkrywania. Poza tym to André 3000 - jeden z najlepszych raperów w historii. Myślicie, że nawet w przypadku próbowania innych gatunków, pozwoliłby sobie na nagranie czegoś słabego?

André 3000, "New Blue Sun", Sony Music Entertainment

8/10

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: OutKast
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama