Open'er Festival 2018

Depeche Mode na Open'er Festival 2018: Marka sama w sobie (relacja, zdjęcia)

Lata mijają, a oni wydają się być niezniszczalni. Depeche Mode zagrali kolejny mocarny koncert w Polsce. Miejscem, które tym razem podbili Gahan i spółka był gdyński Open'er Festival, a przy przebojach zespołu bawili się nie tylko zagorzali fani, ale i młodzi uczestnicy imprezy.

Dave Gahan był w Gdyni w najwyższej formie

Są w Polsce zespoły, których nie trzeba w żaden sposób reklamować ani zbytnio promować. Ba, są one gwarantem wyprzedania największych obiektów w Polsce. Depeche Mode bez wątpienia zalicza się do tego grona. Wystarczyło spojrzeć na to, jakie akcenty dominowały dzisiaj w ubiorze uczestników drugiego dnia festiwalu, by szybko zorientować się, który zespół będzie rozdawał karty drugiego dnia festiwalu.

Reklama

Jeżeli więc ktoś myślał, że Brytyjczycy tym razem nie zgromadzą tłumów pod sceną, bo przecież grali u nas niedawno (w ciągu niecałych 12 miesięcy występowali w Polsce aż cztery razy), to pierwsze minuty koncertu rozwiały wszelakie wątpliwości. Depeche Mode ponownie okazali się być wabikiem przyciągającym tysiące fanów żądnych ich muzyki. Już kilka chwil po zakończeniu koncertu, pojawiły się głosy, że mamy do czynienia z jedną z największych widowni, jaka kiedykolwiek oglądała występ pojedynczego wykonawcy na Open'erze. Czy to tylko pobożne życzenia wiernych fanów - o tym dowiemy się po festiwalu dzięki organizatorom.

Sam koncert nie różnił się znacząco od innych występów Depeche Mode na trasie "Epic Spirit Global Tour". Setlista musiała jednak zostać przystosowana do wymogów czasowych, co doprowadziło do wyrzucenia kilku pozycji z repertuaru.

Oczywiście eliminacją niezagrożone były największe hity Depechów, czyli - "Personal Jesus", "Enjoy The Silence" i "Just Can't Get Enough". Przed wykonaniem ostatniego wspomnianego przeboju, który wieńczył bisy zespołu, Dave Gahan rzucił do jednego z fanów - "ta piosenka jest z tak odległych czasów, że prawdopodobnie nie było cię jeszcze na świecie" - czym rozbawił kilkudziesięciotysięczny tłum.

To zresztą był tylko jeden z naprawdę wielu momentów, w których "bestia sceniczna Dave Gahan" postanowiła nieco rozruszać publiczność. Prowokacyjne zachowania wokalisty dobrze są znane jego fanom, którzy entuzjastycznie reagują na każdą zaczepkę ze strony gwiazdora. To właśnie takiego zadziornego artystę pokochali sympatycy zespołu na całym świecie, w tym spore grono Polaków.

Zresztą Gahan swoją charyzmą  trafia do serc nie tylko najgorliwszych fanów, ale i postronnych słuchaczy, którzy pod główną sceną Open'era znaleźli się z czystej ciekawości lub kompletnym przypadkiem.

Stojący obok siebie wyjadacze w rozciągniętych koszulkach swojego ulubionego zespołu i dziewczyny w wiankach to obrazek warty zapamiętania. A w dodatku nie zawsze oczywisty w przypadku headlinera, o czym w przeszłości przekonali się The Libertines i LCD Soundsystem, których występy kończyły się frekwencyjnymi wpadkami.

Frekwencyjne potknięcia nie grożą w najbliższej przyszłości Depechom, którzy już teraz zapowiedzieli, że z Polską nie żegnają się na długo. Szczerze powiedziawszy, trudno się dziwić takim słowo wypowiedzianym przez Gahana. Kto bowiem nie chciałby wracać do kraju, gdzie fani darzą cię tak gigantycznym szacunkiem? Dodajmy, że jest on w pełni uzasadniony. Mało która formacja potrafi przez tyle lat utrzymywać się w światowej czołówce i nadal sprawiać frajdę swoim sympatykom.

Dowiedz się więcej na temat: Depeche Mode | Open'er Festival | Open'er Festival 2018