Open'er Festival 2024
Reklama

Margaret spełniła swoje marzenie. "Teraz dalej biegnę" [WYWIAD]

Margaret wystąpiła na Open'er Festivalu 2024 i spełniła tym samym swoje marzenie. Zagrała dużo piosenek z nowego albumu, lecz nie zabrakło także kultowych kawałków. Okazuje się, że artystka nie odcina się od swojej starszej twórczości, a traktuje ją raczej jako wyzwanie. Zdradziła nam, czy woli uczestniczyć w festiwalach jako artystka, czy jako słuchacz. Opowiedziała także o swoich planach na najbliższe miesiące.

Margaret wystąpiła na Open'er Festivalu 2024 i spełniła tym samym swoje marzenie. Zagrała dużo piosenek z nowego albumu, lecz nie zabrakło także kultowych kawałków. Okazuje się, że artystka nie odcina się od swojej starszej twórczości, a traktuje ją raczej jako wyzwanie. Zdradziła nam, czy woli uczestniczyć w festiwalach jako artystka, czy jako słuchacz. Opowiedziała także o swoich planach na najbliższe miesiące.
Margaret /Wojciech Strozyk/REPORTER /East News

Weronika Figiel, Interia: Jesteśmy kilka chwil po twoim występie na Open’er Festivalu. Jak się czujesz? Czy emocje już opadły? 

Margaret: - Emocje jeszcze nie opadły. Mam zamiar dzisiaj świętować generalnie wszystko - cały ten dzień, mój występ i tę drogę "od zera do Open’era". Pierwszy raz na Open’erze gram swój solowy koncert, a zawsze to było moim ogromnym marzeniem. Oczywiście była w mojej głowie taka myśl - ponieważ otwierałam dzisiaj Tent Stage o godzinie 17:00 - "O jejku, czy w ogóle ktoś przyjdzie, czy oni wstali już". Tymczasem wchodzę na scenę i ten Tent był wylany po brzegi i publiczność świetnie się bawi. Jest to ogromna nagroda i dlatego zamierzam dzisiaj mega świętować. 

Reklama

Wolisz na takim festiwalu być w roli występującego, czy raczej uczestnika? 

- Myślę, że obydwie role są świetne. Ale jednak jestem artystką, więc... kocham być na scenie. Lubię być też pod sceną, ale jednak rwie mnie zawsze do tego mikrofonu. Marzyłabym sobie, żeby jak najczęściej na tym Open’erze grać. 

Festiwal to dobry pretekst do zaprezentowania publiczności twojej nowej muzyki, czy raczej wolisz występować z czymś, co wszyscy znają i mogą śpiewać razem z tobą? 

- Festiwalowa publiczność, właściwie Open’erowa publiczność, jest bardzo otwarta i chętna na poznawanie nowych dźwięków. My dzisiejszy set mocno osadziliśmy w mojej nowej płycie "Siniaki i cekiny", ale wracaliśmy też oczywiście do piosenek, które są znane i szeroko słuchane. Ale jednak postawiłam na tę płytę "Siniaki i cekiny", bo myślę, że ta publiczność lubi rzeczy nowe i nieznane. Jest chętna i otwarta na słuchanie takich rzeczy. 

Jak ci się gra nowe aranżacje do twoich starszych kawałków? Lubisz z tym materiałem występować, czy raczej wolałabyś się od tego odciąć? 

- Nie, ja w ogóle nie odcinam się od tego, co robiłam wcześniej. Bardziej patrzę na to, jak na proces i drogę. Zawsze staram się znaleźć jakiś fun w tym - to są przykładowo właśnie te nowe aranże. Piosenki “In My Cabana" nie grałam od lat, bo ciarki cringe’u mnie przechodziły, jak słuchałam tej wersji oryginalnej. W tym roku udało nam się zrobić aranż, który jest świeży i festiwalowy. On pokazuje tę piosenkę dokładnie taką, jaką ona jest, ale mimo wszystko - przez dodanie reggae bitu, takiego festiwalowego, może dubowego - zrobiło się to mega świeże. Lubię wracać do tych starych utworów i stawać przed tym wyzwaniem: "Co by tu zrobić, żeby to zabrzmiało na ten sound, który teraz znamy i lubimy?". No bo, umówmy się, te produkcje się po prostu starzeją, tak jak się starzeje moda i tak dalej. Nieraz patrzę na stare zdjęcia i sobie myślę: "Oh my god, co ja założyłam wtedy". Wydaje mi się, że to jest fajne wyzwanie, żeby te utwory remake’ować i dawać im nowe życie. 

Rozpoczynamy teraz sezon letnich festiwali. Dużo twojego czasu z pewnością zajmą Letnie Brzmienia. Co oprócz tego - odpoczynek czy raczej koncerty? 

- Faktycznie Letnie Brzmienia to są moje plany na najbliższą przyszłość. Jest też taki Festiwal Wibracje - to niekoniecznie jest o muzyce, a raczej o takim fajnym podejściu do życia i balansie. Zamierzam też tam się wybrać. A oprócz tego - spacerki w lesie. 

Jak się czujesz w tym kolektywie w ramach Letnich Brzmień? Dobrze ci się współpracuje z Rosalie i Brodką? 

- Dobrze mi się pracuje. Jesteśmy tak naprawdę w przeddzień naszego pierwszego koncertu, więc jesteśmy przerażone. Powiem, jak jest. My we trzy, razem na scenie - tego jeszcze nie grali. Mamy już za sobą wspólny utwór, wspólny teledysk, ale pierwszy raz na scenie dopiero przed nami. Jestem bardzo podekscytowana, ale też zestresowana. Jestem ciekawa, jak to wyjdzie i jak nas przyjmie publiczność. Mamy super setlistę, taką zaskakującą. Mogę uchylić rąbka tajemnicy, że zagramy utwór, który jest moim guilty pleasure od zawsze, czyli "Cambio Dolor". Więc zapraszam was bardzo serdecznie, będzie zaskakująco. 

Co było większym stresem - Open'er czy premiera Letnich Brzmień? 

- Po Open’erze mogę powiedzieć, że te Letnie Brzmienia, ale przed Open’erem nie byłabym tego taka pewna. Myślę, że to są równoważne dla mnie rzeczy. Open’er wydarzył się pierwszy raz w moim życiu i był na mojej liście marzeń, do zakreślenia i ja go teraz właśnie zakreśliłam. To jest bardzo ważny moment w mojej karierze. A teraz dalej biegnę. 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Margaret | Open'er
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy