Reklama

"Must Be The Music. Tylko muzyka": Wielkie serce i wyjście z cienia

Bohaterami drugiego odcinka muzycznego show Polsatu byli weterani: 62-letni Roman Wojciechowski i o sześć lat starsza od niego Renata Sachadyn.

"Przyjechałem z lasu, z Czekanki, a muzyką zajmuję się chyba od 50 lat" - powiedział Roman "Pazur" Wojciechowski, dla którego program ma być "wyjściem z cienia". Śpiewający z wyczuciem i charyzmą "All Right Now" grupy Free przypominał nieco Joe Cockera. Od czwórki jurorów otrzymał pełną akceptację.

Reklama

"W tej edycji pierwszy raz klaskałam, a tu taki czad, po prostu super" - powiedziała Elżbieta Zapendowska.

"Pazur" to muzyk dobrze znany szczególnie na śląskiej scenie bluesowej. Zaczynał w 1965 roku z grupą Meteory, a współpracował z tak znanymi muzykami, jak m.in. Leszek Cichoński, Andrzej Urny, Marek Surzyn, Jerzy Kawalec czy Darek Kozakiewicz. Przez pół roku współpracował z grupą Breakout (nagrał z nią płytę "Żagiel Ziemi"). Występował na m.in. Rawie Blues, festiwalu w Sopocie czy Przystanku Woodstock.

"Nietuzinkowy tembr głosu, a także ogromna ekspresja to zalety, które czynią go jednym z najlepszych polskich wokalistów" - komplementował w 1997 roku "Pazura" Irek Dudek, szef Rawy Blues.

Z kolei występująca na scenie z gitarą Renata Sachadyn ze Starogardu Gdańskiego porwała wszystkich do zabawy niezwykłą ekspresją we włoskiej piosence "Mamma" Robertino Loretto. "Jestem pod ogromnym wrażeniem" - mówiła Kora, a Zapendowska podkreślała "kawał wielkiego serca" pani Renaty. Wątpliwości nie było - cztery razy "tak".

Zestaw swojskiej przaśności dostarczyły grupy InoRos (górale z Nowego Targu i Rabki w strojach ludowych na bis zaśpiewali "Bo jo Cie kochom" De Press) i The Bardones z autorskim numerem "Cipiciąga". "W Polskę idzie nowe słowo, bardzo fajne to było" - cieszył się Wojtek "Łozo" Łozowski. "Fajnie, stylowo, z jajem" - dodała Zapendowska. Oba zespoły otrzymały po cztery głosy od jurorów.

Odmienne emocje, ale również pozytywne dostarczyli widzom Krzysztof Przybyszewski (22-latek z Gdańska zagrał na harmonijce ustnej "Summertime" George'a Gershwina), Urszula Drożdż z Jasła (studentka medycyny gustownie zaśpiewała "Mercy" Duffy) i Natalia Zuzula (14-latka sięgnęła po arię z opery Pucciniego "O mio babbino Caro"). "Masz wielki potencjał" - pochwalił tę ostatnią Adam Sztaba.

Warto zwrócić uwagę na zespół Kamień Kamień Kamień z własną wersją "Let's Dance" Davida Bowie. Trójka jurorów była na "tak", choć Kora ostro potraktowała muzyków z Łodzi. "Siłowo zaśpiewany, ale nieczysto. Dziwi mnie czemu nie został zagrany subtelnie, lecz tak nieprawdopodobnie prostacko" - komentowała Kora. Z kolei Sztaba i Łozowski podkreślali "znakomitą" charyzmę wokalisty Krupski-Maria.

Uznania Kory nie zdobyła także grająca tradycyjną muzykę irlandzką grupa Shamrock (posłuchaj w Muzzo.pl), lecz pozostali jurorzy dali im szansę. "Rewelacji nie ma" - zaznaczyła Zapendowska. "Ogólnie było interesująco" - dodał Sztaba.

Nieoczekiwany zwrot akcji nastąpił po niezbyt udanym występie Iryny Vahkuli z Lwowa, która zaśpiewała własną piosenkę "Między nami" (ukraińskie disco z kiczowatym tekstem). Początkowo tylko Adam Sztaba był na "tak" - "bo się fantastycznie bawiłem". Na takie stwierdzenie zdanie zmienił Wojtek Łozowski, a za chwilę do grona przekonanych dołączyła Kora, która także uznała, że się bardzo dobrze bawiła.

A Wy jak bawiliście się podczas "Must Be The Music. Tylko muzyka"? Zgadzacie się z wyborami jurorów? Czekamy na Wasze głosy i komentarze!

Czytaj także:

Bruk Braders docenieni na Facebooku

Odtrutka na korporacyjny ucisk - relacja z pierwszego odcinka "Must Be The Music. Tylko muzyka"

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje