Reklama

Legalnie znaczy obciachowo?

Kontynuujemy temat wycieku do sieci płyt polskich artystów. Tym razem portal INTERIA.PL rozmawiał z Tomaszem 'Tomikiem' Grewińskim z należącej do Kayah wytwórni Kayax.

Przypomnijmy, że w internecie na kilka tygodni przed premierą znalazły się płyty Kayah ("Skała"), Kultu ("Hurra!") i L.U.C. (39/89 - Zrozumieć Polskę"). Wszystko wskazuje na to, że za wyciekiem stoi ta sama osoba. Po rozmowie ze Sławomirem Pietrzakiem z SP Records (wydawca Kultu), przedstawiamy wywiad z Tomikiem Grewińskim z firmy Kayax.

Reklama

Zaufanie jest, wyciek niestety też

- O tym, że album "Skała" znalazł się nielegalnie w sieci, dowiedzieliśmy się od ZPAV (Związek Producentów Audio Video). Oni nakryli serwer, który udostępnia za darmo muzykę. Tam przedpremierowo znalazła się płyta Kayah czy Kultu. Wcześniej nie mieliśmy świadomości, że to album Kayah został opublikowany w internecie. Niestety, w dzisiejszych czasach jest tak, że w dniu premiery płyta znajduje się na kilku serwerach, także zagranicznych. A walka z tym jest trudna, wymaga współpracy polskiej policji z policją z innych krajów - opowiada.

"Skała" Kayah, tak jak inne płyty przed oficjalną premierą, trafiła do tłoczni i recenzentów. W konsekwencji album znalazł się w sieci:

- Płyta na kilka tygodni przed premierą trafi do tłoczni i jakaś grupa osób ma do niej dostęp. Poza tym Kayax dba o to, żeby dziennikarze muzyczni dostali album wcześniej i mogli się z nim zapoznać. Zależy nam na tym, by recenzje były rzetelne i oparte o przesłuchany materiał. Niektóre firmy robią odsłuchy i zapraszają dziennikarzy na przesłuchanie płyt do siedziby firmy. Ja uważam, że jednorazowe odsłuchanie nie jest wystarczające. Dlatego wysyłamy 20-30 kopii płyt do dziennikarzy muzycznych. Stąd na 3 tygodnie przed premierą jest grupa ludzi, która posiada album fizycznie. Ma materiał muzyczny. Dlatego takie wycieki są możliwe. Ja oczywiście mam zaufanie do tych ludzi, ale dzieje się tak, że materiał wyciekł - powiedział nam Tomik.

Winna osoba z branży?

- Wiem, że ZPAV jest bliski namierzenia osoby odpowiedzialnej za wyciek i jest duże prawdopodobieństwo, że ta osoba ma kontakt z ludźmi z branży. O ile po premierze każdy właściwie może kupić płytę i wrzucić muzykę do internetu, to w przypadku płyt Kayah i Kultu posiadanie tych płyt przed premierą nie jest przypadkowe. Ta osoba musiał pozyskać te nagrania od kogoś z branży. Było podejrzenie, że to osoba z wytwórni płytowej. Ale co wspólnego ma Kayah, którą wydaje Kayax, z płytą Kultu, którą wydaje SP Records? Możliwe zatem, że to osoba z tłoczni. W Polsce jest kilka firm zajmujących się tłoczeniem płyt, które dostają od nas taśmę-matkę i robią z tego matrycę. Przy tym pracuje kilka osób, które mają dostęp do płyty. Tu istnieje ryzyko i zazwyczaj to jest pierwsze podejrzenie, że wyciek pochodzi z tłoczni. Drugie, to że stoi za tym osoba z branży. Ktoś, kto dostał album do recenzji - ujawnia Grewiński.

Bardzo nas to boli

Zapytaliśmy Tomika jak Kayah zareagował na fakt spiracenia "Skały"?

- Kayah nie wie o tym, że jej płyta trafiła do internetu. Przebywa obecnie zagranicą na prywatnym wyjeździe i nic o tym nie wie - usłyszeliśmy. - Kiedyś bardzo bolało nas, kiedy pirackie egzemplarze jej płyt leżały na łóżkach polowych na bazarach i stadionach. My to przeżyliśmy bardzo dotkliwie, bo po premierze płyty Kayah i Gorana Bregovicia na każdym bazarze w każdym mieście, gdziekolwiek byśmy nie grali, tych kopii pirackich było nieraz po kilka czy nawet kilkanaście różnych. Teraz bazarowe piractwo zanika w Polsce, ale jest piractwo internetowe - zjawisko bardzo powszechne. Serwisów z możliwością darmowego ściągania płyt przybywa, a walka z nimi jest bardzo utrudniona. Internet nie ma granic, to nie jest fizyczny handlarz - stwierdza wydawca Kayah.

Płyta jako całość zanika

Jaki zatem los czeka wytwórnie płytowe w epoce muzyki cyfrowej?

- Digitalizacja jest nieunikniona. Zauważam zmianę, jeśli chodzi o konsumentów. Dla mnie - jako 40-latka - płyta od zawsze miała wartość. Wychowałem się na szpulach, później na kasetach, na płytach winylowych. Później przeżyłem zmianę formatu na płyty CD. Dlatego jest mi ciężko się pogodzić z tym, co mamy obecnie, bo płytę traktuję jako całość. Album traktuję jako produkt: pięknie wydaną płytę z książeczką. W Kayax bardzo dbamy o sposób wydawania płyt. Dlatego trudno jest się nam z tym pogodzić, że płyta - jako płyta w fizycznym rozumieniu - zanika. Tak naprawdę niedługo zostaną jedynie pliki. Ludzie zaczną ściągać pojedyncze utwory i nie będzie popytu na albumy jako całość, jako dzieła skończone. Ja mam z tym problem, ale takie są czasy i trzeba sobie z tym radzić - komentuje wspólnik Kayah.

- Jako wydawca powiem, że staramy się cały katalog Kayax sprzedawać w sklepach, które oferują muzykę w formacie cyfrowym. Album Kayah był dostępny w sklepie internetowym na kilka dni przed oficjalną premierą i to za bardzo przystępną cenę. W tym wypadku odpada argument, że płyta jest droga. Chcieliśmy, by fani legalnie ściągający muzykę mieli ten album wcześniej za przystępną cenę. To był też krok z naszej strony, który miał zapobiec procesowi piractwa internetowego - dodał Tomik.

Legalne ściągnie muzyki to obciach?

Grewiński zwraca uwagę, że problemem jest podejście osób ściągających nielegalnie pliki i społeczne przyzwolenie na ten proceder:

- To jest niestety wielki problem. Świadomość młodych ludzi jest taka, że oni nie do końca rozumieją, że muzyka to efekt pracy. Ktoś musiał piosenkę skomponować, nagrać i to jest jego własność intelektualna. Dlatego ktoś powinien mieć z tego tytułu profity. Spotkałem się nawet z opinią nastolatków, którzy uważają, że legalne ściągnie muzyki to jest obciach. Według nich cała sztuka jest w tym, by umieć zrobić to nielegalnie. Potrzebna jest edukacja, a chyba nie wszyscy dorośli ludzie mają świadomość tego problemu. A przecież to oni kształtują i edukują dzieci.

- Zawsze proszę, by moi artyści mieli świadomość problemu i mówili o nielegalnym ściąganiu muzyki jak o kradzieży. Bo to jest zwykła kradzież, tylko w innej technologii - podkreślił na koniec.

Co sądzicie o ściąganiu muzyki z internetu? Czekamy na Wasze komentarze i opinie na ten temat!

Przeczytaj również:

Kto spiracił polskie gwiazdy?

Muzycy bronią piratów internetowych

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: nielegalni | kayax | Kayah | świadomość | wyciek | nielegalnie | firmy | wydawca | muzyka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje