Reklama

Joss Stone vs. EMI. Czy było warto?

Jeśli ukazuje się oficjalny album z twoimi największymi przebojami, to masz ochotę pochwalić się całemu światu, prawda? Wyjątkowo utalentowana brytyjska wokalistka Joss Stone nawet się nie zająknęła na temat kompilacji, która właśnie się ukazała. Dlaczego? To długa historia...

27 września ukazała się płyta "Super Duper Hits: The Best Of Joss Stone". Na swoim facebookowym profilu artystka milczy na ten temat, próżno też szukać jakiegokolwiek wywiadu czy występu promującego to wydawnictwo.

Reklama

Wszystko dlatego, że składanka została wypuszczona przez wytwórnię EMI, z którą 24-letnia Brytyjka rozstawała się w atmosferze skandalu. To ostatnia okazja, by firma mogła coś jeszcze na Stone zarobić, a ta nie chce im tego ułatwiać.

Konflikt rozgorzał w kwietniu 2008 roku. Odejście z EMI takich wykonawców jak Radiohead, The Rolling Stones czy Paul McCartney ośmieliło młodą wokalistkę, która również oświadczyła, że jej prawnicy zrobią wszystko, by uwolnić ją od kontraktu.

Stone zarzucała wytwórni, że jej przedstawiciele ingerowali w proces twórczy, ograniczali jej kreatywność i chcieli decydować o wszystkich jej poczynaniach w show-biznesie.

Dokładnie w tym samym czasie (pierwsza połowa 2008 roku) Joss skończyła nagrywać album (świetny, skądinąd) "Colour Me Free". No i się zaczęło.

"Pomyślałam sobie: no dobra, pora nagrać płytę. Myślałam, że w wytwórni się ucieszą. Wbiegam do biura, mówię: zobaczcie, co wam przyniosłam, nowy album. Wyszło bardzo tanio, zrobiłam go w tydzień, więc nie będziecie musieli zbyt wiele zapłacić" - opowiadała Joss Stone.

Reakcja przełożonych była dla niej zupełnym zaskoczeniem.

"Oni się strasznie wkurzyli. Joss, jak mogłaś nam to zrobić. Nie daliśmy ci na to zgody, nikt tego nie 'klepnął', bla, bla, bla" - relacjonowała wokalistka. To prawdopodobnie ta rozmowa przelała czarę goryczy i sprawiła, że Joss postanowiła odejść.

Zobacz Joss Stone w klipie do singla "Karma", nagranego już po rozstaniu z EMI:


Po oświadczeniu Stone, wytwórnia zareagowała błyskawicznie, zarzucając artystce niedotrzymywanie terminów. I na złość - zdaniem wokalistki - postanowili przesunąć premierę "Colour Me Free". Nie raz.

Pierwsza data - kwiecień 2009 roku. Kwiecień przyszedł, albumu nie było. Nowe oświadczenie - płyta wyjdzie w lipcu. Tak się jednak nie stało. Ostatecznie longplay ujrzał światło dzienne w październiku.

Joss ujawniła, że projekt grafiki albumu został uznany przez EMI za "obraźliwy". W Stanach płyta miała więc okładkę z samym napisem, bez grafiki, bez zdjęcia wokalistki. "Kontrowersyjna" okładka została dopuszczona w Europie. Przedstawiała ona kolorowankę z kubistycznie ułożonymi różnymi częściami ciała Joss, znajdującej się za kratami. Doprawdy nie sposób dopatrzyć się tam czegoś obraźliwego, trudno jednocześnie nie zauważyć aluzji do sytuacji wokalistki.

Z powodu konfliktu album nie był szeroko promowany. Joss udzieliła kilku wywiadów, ale nie nakręciła ani jednego teledysku. Kiedy w rozmowie z agencją AP skrytykowała EMI za korporacyjne i biurokratyczne podejście do sztuki, szefowie wytwórni się wściekli.

Album, dodajmy na marginesie, dotarł na 75. miejsce brytyjskiej listy bestsellerów płytowych, co - chyba nie trzeba dodawać - uznano za wynik katastrofalny. Co ciekawe, płyta całkiem nieźle sprzedawała się w Stanach Zjednoczonych, gdzie weszła do czołowej dziesiątki listy "Billboardu".

Tymczasem zdesperowana Joss robiła wszystko, by uwolnić się z kontraktu. Jak donosił magazyn "NME" Brytyjka zaoferowała, że zapłaci dwa miliony funtów za zerwanie umowy.

"Wolność trzeba sobie wziąć samemu. Nikt nie przyjdzie do ciebie i nie powie ci: proszę bardzo, tu ją masz. Samemu trzeba ją sobie wydrzeć. Należy jednak być gotowym na konsekwencje. Poważne konsekwencje" - mówiła w tamtym czasie Stone.

W sierpniu 2010 roku ogłoszono, że wokalistka opuściła EMI. Nie wiemy, ile musiała za to zapłacić, ale na pewno częścią umowy była zgoda na wydanie składanki "the best of". Wytwórnia ogłosiła, że kompilacja największych przebojów Joss ukaże się w grudniu 2010 roku. I tu wkraczamy w kolejny rozdział tej epopei.

Gdy uradowana odzyskaną wolnością Stone oświadczyła, że pracuje nad nowym albumem "LP1", który wyda pod własnym szyldem, jej była wytwórnia... wstrzymała premierę "Super Duper Hits...".

Dalej było jeszcze zabawniej. Kiedy Brytyjka wyznaczyła datę premiery płyty na lato, EMI - tak, dobrze się domyślacie - oświadczyło, że kompilacja również ukaże się w lecie.

Posłuchaj utworu "Could Have Been You" z płyty "Colour Me Free":


Jednak zamiast robić na złość wokalistce, ostatecznie zwyciężyła inna koncepcja. Można przecież wykorzystać ewentualne wzmożone zainteresowanie Stone. I taka okazja się trafiła. 16 września wyszedł debiutancki album grupy SuperHeavy, w której Joss śpiewa obok m.in. Micka Jaggera czy Damiana Marleya. Tydzień później światową premierę miała składanka sygnowana przez EMI.

Wokalistka zyskała wolność, ale jej solowa kariera wyhamowała. Album "LP1" nie cieszył się masową popularnością (choć w USA znów całkiem niezłe wyniki), a skromna wytwórnia Brytyjki nie ma takich możliwości promocyjnych jak te największe. Tym samym Stone wypadła z głównego nurtu. Jednak oglądając wywiady z uradowaną, wyzwoloną spod jarzma biurokratów Joss, można wysnuć wniosek, że warto czasem zapłacić nawet tak wysoką cenę.

Michał Michalak

Zobacz Joss Stone w supergrupie Micka Jaggera:

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Joss Stone | wokalistka | Nie | warto | EMI Music | Colour Me Free | konflikt

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje