Reklama

Waglewski Fisz Emade w Nowohuckim Centrum Kultury: "Śmielej!" [RELACJA]

Wojciech Waglewski jest ojcem Fisza i Emade /MACIEJ GOCLON/ FotoNews /Agencja FORUM

Grupa Waglewski Fisz Emade zagrała koncert w niemal całkowicie wypełnionym Nowohuckim Centrum Kultury. Zespół promował album "Duchy ludzi i zwierząt".

Trzej Waglewscy i ich muzyczni towarzysze, wystąpili na scenie Nowohuckiego Centrum Kultury. Wojciech Waglewski już na samym początku koncertu życzył wszystkim zgromadzonym... dobrej nocy. Na szczęście okazało się to tylko mrugnięciem oka do publiczności - nostalgicznych i spokojnych utworów w setliście nie brakowało, ale to właśnie w tych bardziej dynamicznych zespół zdawał się czuć najlepiej i pozwalał sobie na więcej improwizacji.

"Zagramy kilka niezbyt wesołych piosenek. Koncert będzie trwał 60... No, 72 minuty. Dobranoc" - rozpoczął koncert lider Voo Voo, a muzycy wykonali "Na księżyc" z ostatniej rodzinnej płyty, pt. "Duchy ludzi i zwierząt". Oprócz siedzących na krzesełkach Wojtka (śpiew, gitara), Bartka (śpiew, gitara basowa) i Piotra (perkusja) na scenie pojawili się także Anna Prokopczuk (śpiew, altówka), Mariusz Obijalski (instrumenty klawiszowe) oraz Piotr Chołody (instrumenty perkusyjne, gitara basowa).

Reklama

Z nowej płyty muzycy zagrali też takie utwory, jak "Chciałbym", "Słowo", "Nielegalny kolor", czy pełną emocji "Ziemię" na finał podstawowego setu. Rewelacyjnie zabrzmiał "Pościg", który w wersji koncertowej dzięki pulsującej stopie wypadł jeszcze bardziej transowo. Aż szkoda, że Waglewscy i ich sceniczni przyjaciele nie pociągnęli tej frazy w dłuższej improwizacji, bo mógłby to być najmocniejszy moment koncertu. Szkoda, że piosenki z "Duchów ludzi i zwierząt" dostały mało oddechu, a wersje koncertowe nie różniły się szczególnie mocno od tych z płyty. Sami muzycy, zwłaszcza Fisz, wydawali się jakby spięci wykonując je.

Co innego z piosenkami z drugiej płyty Waglewski Fisz Emade, pt. "Matka, Syn, Bóg". Podczas słuchania ich na żywo czuło się luz i chęć odejścia od sztywnych piosenkowych form. "Posłuchaj" śpiewane starszego Wagla, "Czarny Pocisk", najbardziej "fiszowy", mocny "Trupek", taneczny wręcz "Człowiek Ćma" i przede wszystkim "Ile Jeszcze życia", podczas którego Wojtek Waglewski i Mariusz Obijalski stoczyli "pojedynek" na solówki. W takich sytuacjach nawet śpiewający Waglewscy podnosili się ze swoich krzesełek i zaryzykuję stwierdzenie, że to właśnie wtedy działa się magia. Być może muzycy pozwoliliby sobie na jeszcze więcej, gdyby i publiczność wstała z krzeseł i oddała artystom więcej energii, ale to zupełnie inny temat. Cytując Lecha Janerkę - drodzy Państwo, muzycy i słuchacze: "Śmielej"!

Na bis usłyszeliśmy "Smoka" z ostatniej płyty oraz przebojową "Męską Muzykę", na którą bardzo entuzjastycznie zareagowała publiczność.

Mówią, że niedosyt jest lepszy niż przesyt. To był świetny wieczór z muzyką zagraną przez artystów z najwyższej półki - momentami czegoś mi jednak podczas koncertu Waglewskiego, Fisza i Emade brakowało. Może to fakt, że Fisz i Emade częściej koncertują ostatnio z własną płytą "Ballady i Protesty", ciężko powiedzieć. Wciąż jednak wspaniale było obcować z ich mądrymi piosenkami nagranymi wspólnie z ojcem, którego solówki na gitarze wprawiały w Nowohuckim Centrum Kultury w osłupienie.

Ogromne podziękowanie dla Nowohuckiego Centrum Kultury za możliwość zobaczenia tego koncertu.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL