Reklama

Reklama

Smutne koncerty

Każdy artysta w swoim życiu przerabiał taki moment na początku swojej kariery, że jego koncerty oglądała najczęściej grupa przypadkowych ludzi i bliska rodzina. Czasem jednak zdarza się, że jesteś światową gwiazdą, a mimo wszystko na twój koncert nie przyszły tłumy, a w dodatku grasz w bardzo dziwnym miejscu. Oto kilka przykładów.

Lady Gaga - kłamstwo nie popłaca

Światowa trasa Lady Gagi w 2012 roku nie do końca przebiegła tak, jakby chciała tego sama wokalistka. Na relacjach z koncertów z Meksyku oraz Peru widać było, jak bardzo mało rozeszło się biletów. Gaga jednak zupełnie tym się nie przejmowała i na Twitterze informowała o pełnych stadionach i wyprzedanych imprezach. Przykładowo w Limie, według jej słów, miało oglądać ją 50 tys. osób. Ostatecznie jednak było to około 17 tys. Poniżej natomiast można zobaczyć filmik, jak wyglądał jej koncert w Meksyku.

Jennifer Lopez - cała sala nie śpiewa z nami

O tym, że gwiazdy czasami dają się skusić ogromnym pieniądzom, które proponują im dyktatorzy za występ na ich imprezach, mieliśmy okazję pisać. Wspomnieliśmy wtedy o koncercie Jennifer Lopez w Turkmenistanie dla prezydenta Gurbangula Berdimuhamedowa. Było to w 2013 roku. Ten koncert był na pewno "niezapomnianym" przeżyciem dla wokalistki, nie tylko ze względu na późniejszą krytykę, jaka na nią spadła (tamtejsze władze nagminnie łamią prawa człowieka, a Lopez życzyła prezydentowi "wszystkiego najlepszego" z okazji jego urodzin, zapłacono jej za to ponad milion dolarów). Otóż pod sceną, bardzo możliwe, że na polecenie prezydenta Turkmenistanu, nie było żywego ducha. Oglądając występ można zastanawiać się, jak czuła się sama Lopez. Kilka dni po później wokalistka przeprosiła za występ przed dyktatorem i jego bliskimi.

Reklama

Nelly - zmarnowane pieniądze

W 2015 roku na koncercie w północnym Iraku (Region Kurdystanu) pojawił się Nelly i wystąpił... dla opustoszałych trybun. Wydarzenie, które zorganizowano w ramach wsparcia dla ofiar Państwa Islamskiego zakończyło się totalną frekwencyjną porażką, a komentujący całe wydarzenie internauci, pisali, że lepiej było wydać pieniądze na dozbrajanie Kurdów, a nie płacić raperowi.

Carly Rae Jepsen - przyszli dla herbaty

W styczniu 2014 roku Carly Rae Jepsen zagrała koncert w jednym ze sklepów z herbatą. Oczywiście na takim wydarzeniu nie mogły pojawić się tłumy ze względu na pewne ograniczenia lokalizacyjne, ale chyba niewielka garstka (zjawiło się 20 osób) zaskoczyła organizatorów. Co ciekawe, tylko jedna osoba z dwudziestki przyznała się, że jest fanką Jepsen. Reszta szczerze stwierdziła, że przyszła na wydarzenie całkowicie przypadkiem.

Azealia Banks - odwołuje, bo nikt się nie zainteresował

W 2014 roku Azealia Banks miała być jedną z gwiazd festiwalu Hove w Norwegii. W ostatniej chwili odwołała swój występ, nie podając przyczyny. Na trop wpadli natomiast internauci. W sieci pojawiło się zdjęcie, na którym widać około 10-15 osób czekających na koncert. To właśnie niska frekwencja miała być powodem jej absencji.

Bob Geldof - nie lubią go w Polsce?

Bob Geldof może nazwać się wyjątkowym pechowcem jeżeli chodzi o frekwencję na koncertach w Polsce. W 2009 roku wystąpił w Katowicach, w ramach obchodów 20-lecia wyborów czerwcowych. Na wydarzeniu pojawiło się tak mało osób, że sam gwiazdor był tym zaskoczony. Muzyk w 2015 roku na pewno przyjeżdżał do naszego kraju z nadzieją, że tym razem zobaczy go większe grono słuchaczy. Na koncercie w Lublinie pojawiło się jednak bardzo mało osób, a nie pomogło nawet rozdawanie biletów przez organizatorów. Ci z katastrofy frekwencyjnej tłumaczyli się zbyt krótkim czasem na dokładne przygotowanie imprezy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje