Reklama

Marek Grechuta: Dwa bieguny wielkiego artysty

Z wykształcenia architekt, z niezwykłą pasją i talentem muzycznym. Wielbiony przez rzesze kobiet, które skrycie się w nim podkochiwały, całe życie pozostał wierny tej jedynej, żonie Danucie. Stale w blaskach fleszy, a stroniący od sławy i chorobliwie nieśmiały. Przez wielu krytycznie osądzany, a całe życie zmagający się z ciężką chorobą psychiczną. Marek Grechuta. Gdyby żył, 10 grudnia świętowałby 70. urodziny. O jego niezwykłym, pełnym sprzeczności życiu opowiedzieć można samymi jego piosenkami.

Najbardziej krakowski Zamościanin

Czyj bardziej jest Grechuta? O to mogliby pokłócić się Krakowianie i Zamościanie. Sam artysta, urodzony i wychowany w Zamościu, na stałe związał się z Krakowem, gdy rozpoczął studia na Wydziale Architektury na tutejszej politechnice. O miejscu urodzenia Marek nie zapomniał, nawet kiedy zaczął mówić o Krakowie "moje miasto". Ale to w Zamościu, po wielu latach publiczność skandowała na jego występie: "Jesteś u siebie!".

Reklama

Architektem nigdy nie został, ale jedno udało mu się zaprojektować - pozostawioną po sobie legendę wielkiego barda, na którą pracował całe życie. I jeszcze jedno: w pralni akademika przy ulicy Piastowskiej, za pomocą kilku desek udało mu się zbudować amfiteatralną salkę prób. To tu spotykali się z Janem Kantym Pawluśkiewiczem i innymi studentami architektury, angażując się w studencki kabaret. Pewnie gdyby akademik przy Piastowskiej nie posiadał opuszczonej pralni, nie powstałby zespół Anawa.

Dowiedz się więcej na temat: Marek Grechuta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje