Reklama

Renata Przemyk: Nie jestem furiatką

Renata Przemyk opowiada INTERIA.PL o początkach kariery, terapeutycznej roli muzyki i najnowszej płycie "Odjazd".

Samodzielna i samowystarczalna

Reklama

W tym roku Renata Przemyk obchodzi 20-lecie kariery scenicznej. Artystka zdradził nam jednak, że początkowo nie podchodziła do muzyki jako sposobu na życie:

- Bardzo późno zaczęłam traktować muzykę poważnie. Zawsze wyobrażałam sobie, że będę samodzielna i samowystarczalna życiowo. Mam bardzo silnie rozwiniętą potrzebę wolności i niezależności. W związku z tym wybrałam zawód, który mi ułatwił bycie samodzielnym - tłumaczy.

- Jak wiemy, sztuka i muzyka zawsze były moją pasją, ale odsuwałam myśl, że mogę się nią zajmować profesjonalnie, zawodowo. Jako pracę. Nie chciałam brukać muzyki tym, że muszę na niej zarobić. Wydawało mi się, że nie można robić rzeczy ambitnych i zarabiać na nich. Dlatego poszłam na filologie słowiańską. W najgorszym wypadku miałam być źle opłacanym tłumaczem (śmiech). Jednak niespokojny duch ciągnął mnie do muzyki. W czasie studiów miałam tyle swobody, że mogłam wystąpić w kilku festiwalach i sprawdzić się, przeżyć przygodę, spotkać ludzi. Chciałam się rozwinąć, a jednocześnie podążać torem moich planów zawodowych - wspomina.

Przewrotny los jednak "pokrzyżował plany" Przemyk:

- Okazało się jednak, że co festiwal to nagroda (śmiech). W 1989 roku to się skumulowało i otrzymałam na Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie Grand Prix i nagrodę dziennikarzy, rok później nagrodę w Sopocie, a w 1991 roku w Opolu. Po tych trzech mocnych latach stwierdziłam, że nie ma się co bronić. Wydałam dwie płyty, ale wciąż kontynuowałam studia. Po ich zakończeniu stwierdziłam, że to jest moment, kiedy mogę zdecydować się na przejście na zawodowstwo - wspomina ze śmiechem.

Renata Przemyk o początkach kariery:

Emocjonalna i introwertyczna

Dla artystki sztuka to nie tylko sposób na życie, ale również swego rodzaju autoterapia:

- Nie jestem furiatką. To nie jest tak, że nagle rzucam przedmiotami, a potem popadam w jakiś stupor. A to wszystko dzieje się w krótkiej przestrzeni czasowej. To się dzieje trochę wolniej, nie tak jak opisałam. Wszystko zależy od ludzi z którymi przebywam, z którymi jestem związana, z którymi pracuję albo żyję. Zależy na jakim etapie życia jestem. Inaczej było przed urodzeniem dziecka, inaczej jest po jego urodzeniu. Czy mam problemy czy ich nie mam. To wszystko się na mnie odbija, jestem bardzo emocjonalna, ale jednocześnie bardzo introwertyczna - przyznaje.

- W związku z tym, jako że się nie wykrzyczę, nie zdemoluję mieszkania, nie wyładuję się na kimś dla ulgi, tylko duszę to w sobie. Dlatego jakimś wentylem bezpieczeństwa była zawsze dla mnie twórczość, muzyka. Przelewałam nastroje w piosenki. Jestem w stanie te emocje wyciszyć i skanalizować w sztuce. Można to nawet nazwać rodzajem autoterapii - stwierdziła.

Renata Przemyk o terapeutycznej roli muzyki:

Współcześnie i z rozmachem

"Odjazd", najnowsza płyta artystki, to album podwójny. Na pierwszej płycie znajdziemy "domową" wersję nagrań ze studia Rematy Przemyk, na drugiej utwory poddane studyjnej produkcji.

- Miałam wizję tej płyty, dlatego stwierdziłam, że fajnie byłoby oddać materiał tym razem w ręce producenta muzycznego. Osoby, który usłyszałby to inaczej. Chciałam, żeby było szerzej, ciekawiej. Zależało mi na współczesnym brzmieniu - cokolwiek to oznacza - tłumaczy artystka.

W tym celu Renata Przemyk zawiązała współpracę z Sebastianem Bernatowiczem i Leszkiem Łuszczem.

- Chciałam połączyć gatunki i zrobić to naprawdę z rozmachem. Słychać to na płycie "Odjazd normalny", który jest wynikiem kilkumiesięcznej pracy naszej trójki.

Dlaczego zatem artystka zdecydował się na wydanie płyt z "domowymi" wersjami utworów?

- Doszły mnie głosy, że "tamte" wersje też były fajne. Zdecydował się na wydanie dwóch płyt, by słuchacze mieli ciekawe porównanie. Okazało się, że powstały dwie różne historie, bo zdecydowaliśmy się też na zmianę kolejności utworów. "Odjazd demo" to surowe wersje piosenek, które powstały na moim strychu. Poprawił je odrobinę mój przyjaciel Piotr 'Lala' Lewicki w swoim studio, które znowuż znajduje się w piwnicy. Te wersje są dużo prostsze. Jedyna innowacja to, zagrania niektórych partii na żywych instrumentach. Przez to są jeszcze bardziej prywatne i moje - podkreśla.

Renata Przemyk o nowej płycie "Odjazd":

Przeczytaj również:

Renata Przemyk daje wybór

Zobacz teledyski Renaty Przemyk na stronach INTERIA.PL!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: muzyka | Nie | Przemyk | Renata Przemyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje