Reklama

Chylińska: Chrzest bojowy

Ochrzcić czy nie ochrzcić syna mojego pierworodnego? Odpowiedź powinna być prosta, a podjęcie decyzji nie powinno zająć mi dłużej niż kilka sekund - pisze Agnieszka Chylińska w "Machinie".

Nie wierzę w Bozię ani w Anioła Stróża, a mój stosunek do instytucji Kościoła katolickiego w Polsce jest, nazwijmy to delikatnie, obojętny. Wszystko więc powinno wskazywać na odpowiedź B. A jednak to nie takie proste...

Reklama

Pani Magdalena Środa powiedziała kiedyś w wywiadzie, że spora grupa młodych ludzi w Polsce chrzci dzieci nie z powodu pobudek religijnych i głębokiej wiary, ale dla świętego spokoju i ze strachu przed szykanami.

To prawda. Kiedy patrzę na uśmiechniętego Ryśka, zastanawiam się, co by było, gdybym postanowiła wstrzymać się ze chrzcinami do momentu, gdy syn sam podejmie decyzję jako dojrzały facet. Dzisiaj mamy przecież demokrację, tolerancję i wolność słowa. Teoretycznie mogę posłać moje dziecko do państwowej szkoły i zażyczyć sobie, by nie chodziło na lekcję religii.

W praktyce jednak wiązałoby się to z pokonywaniem kolejnych przeszkód. Począwszy od podania, które trzeba by było wystosować do dyrektora szkoły, przez znalezienie dziecku zajęcia w czasie, gdy trwa religia, po zwyczajne obrzucanie wyzwiskami przez nie nauczone tolerancji bachory, których starzy głosowali na ultra prawicę i dla których każdy, kto nie ochrzczony, jest diabłem lub potomkiem Lenina.

Ktoś sprytnie wymyślił, że lekcja religii odbywa się w środku zajęć lekcyjnych, tak by uczeń nie mógł przyjść do szkoły później, ani wyjść z niej wcześniej. Jednym słowem, musi jak sierota czekać na korytarzu, aż religia się skończy i iść ze swoją klasą na pozostałe lekcje. Czy taka sytuacja nie sprzyja szykanom, o których wspominała pani profesor Środa?

Pamiętam z własnego dzieciństwa, jak bezlitośnie i brutalnie inne dzieciaki traktowały tych, którzy z jakichś powodów na religię nie chodzili i nie przystępowali do komunii. Myśl o tym, że mogłoby to spotkać mojego syna, stawia mi włosy na głowie.

Rodzice ochrzcili mnie w latach, gdy tego rodzaju religijna demonstracja groziła społecznym napiętnowaniem, a czasem i wylaniem z pracy. Ja i mój starszy brat zostaliśmy ochrzczeni w Gdańsku, w kościele świętej Brygidy, co dodatkowo zaogniało sprawę.

Mojego brata chrzcił sam Jankowski (może dlatego Wawrzyn został później perkusistą w deathmetalowym zespole...). To były czasy, gdy kościoły pękały w szwach, gdy się polityka mieszała z wiarą, ale jakoś wspólnie to wszystko ku wolności szło i ludzie tego chcieli, bo wierzyli, że Kościół pomoże zniszczyć komunę i będzie pięknie. Z czasem jednak proporcje się zachwiały...

Projektując ponurą przyszłość i marny los mojemu nie ochrzczonemu dziecku we "wszechpolskiej" rzeczywistości, wybieram opcję A: będą chrzciny!

Machina

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: odpowiedź | szkoły | chylińska | Agnieszka Chylińska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje