Reklama

"Zaglądamy w głąb siebie"

Anna Maria Jopek, po wydaniu w czerwcu 2005 roku anglojęzycznej płyty "Secret", już w październiku tego samego roku obdarowała fanów kolejnym pełnowymiarowym wydawnictwem. Płyta zatytułowana "Niebo" w opinii wokalistki jest albumem "o miłości szczęśliwej i podstawowych pytaniach". O najbardziej osobistym albumie w dotychczasowej karierze i wyśmienitych muzykach uczestniczących w nagraniu "Nieba", opowiadają Anna Maria Jopek i Marcin Kydryński, współautorzy płyty.

Długo kazała pani czekać...

Reklama

Anna Maria Jopek: Może przyzwyczaiłam wszystkich do nazbyt częstych premier? Czasem były to dwie płyty w roku, raz nawet trzy! Poważna przesada.

"Niebo" jest zatem którym pani albumem?

AMJ: Zabawne, ale niełatwo to powiedzieć. Jedenastym? Dwunastym? Pytanie, jak liczymy płytę "Barefoot"? I czy uznamy "Z Pamięci" za osobną płytę? Ponadto sesja, którą nagraliśmy dla Londynu w ubiegłym roku, zatytułowana "Secret", ukazała się teraz latem także w Polsce, czego nie planowaliśmy.

Przyzwyczaiła nas też pani do sytuacji, w której każda kolejna płyta była inna od poprzednich. Jakie jest "Niebo"?

AMJ: Wszystkie te projekty są w pewnym stopniu jedną długą historią podzieloną na etapy. "Szeptem" była ukłonem przed klasyką polskiej piosenki, "Bosa" była chwilami dzikim hołdem dla pierwotnych, ludowych brzmień i tematów. "Nienasycenie" w jakimś sensie było kontynuacją pierwszej płyty i późniejszego "Jasnosłyszeni", grą kolorów i konwencji. Było ich rozwinięciem, w odmiennym składzie, bardziej autorskim. "Upojenie" - wiadomo, całkiem inna, niepowtarzalna historia. "Farat" był zapisem chwili, dwóch dni życia.

"Niebo" - to suma wielu tych doświadczeń, ale i zupełnie nowa droga...

Co to znaczy?

AMJ: Technicznie jest rozwinięciem koncepcji z "Bosej" - zespół wchodzi do studia i na żywo, na przestrzeni trzech zaledwie dni, gra kilkanaście utworów, które potem w niewielkim stopniu ulegają poszerzeniu w postprodukcji. Dziś mało kto ma odwagę grać w ten sposób. Może zresztą słusznie, czy ja wiem?

Wymagania w muzyce popularnej są zupełnie inne. Obsadowo to pierwszy album tak silnie skoncentrowany na naszym zespole, właściwie oparty na nim w całości, napisany na ten skład. Pokazuje, czym jest i może stać się ten band a także, czym nigdy nie będzie. Miałam nawet nazwać tak ten projekt: Jo & Co.

Wreszcie być może najważniejszy element - same piosenki. Wydaje mi się, że "Niebo" jest naszym najbardziej osobistym, własnym albumem. Po raz pierwszy wszystkie piosenki napisaliśmy z Marcinem. W trzech z nich współkompozytorem był nasz "odwieczny" gitarzysta i najbliższy współpracownik, Marek Napiórkowski. Utwory powstały w większości w ostatnim roku. Mają wspólną wrażliwość, tworzą jakby jedną historię...

Spróbowałaby pani ją nazwać?

AMJ: Najkrócej mówiąc to płyta o miłości szczęśliwej i podstawowych pytaniach naszego życia, na które trafiamy, kiedy nie musimy się już dłużej dręczyć kwestią: czy on mnie kocha, czy może jednak kocha sąsiadkę? A także: czy politycy nie są aby odrobinę skorumpowani? Pozostają więc pytania o istotę duszy, o metafizykę codziennych przedmiotów, o cud powstawania nowego życia, o możliwy wzór na przeżywanie naszego losu. Wreszcie - choć nie wprost - o Boga.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Maria | pytania | miłość | robert | losy | Marcin Kydryński | upojenie | szczęście | muzyka | piosenka | niebo | piosenki | utwór

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje