Reklama

"Tutti frutti show z pokazywaniem cycków"

- Jak można siebie sprzedać? Swoją nagością? Chamstwem? Kontrowersyjnością? Skandalami? Zrobieniem ze swojego życia prywatnego pokazu medialnego? Nie wiem do czego to służy, ale nie przyczynia się do jakości muzyki, którą wykonawcy na polskiej scenie obecnie prezentują - tak polski show biznesik komentuje O.S.T.R., który - uwaga! - za sprawą jedynie muzyki znalazł na szczycie listy najpopularniejszych płyt w Polsce. A "Ja tu tylko sprzątam" daleko do muzyki "popularnej", nachalnie prezentowanej w mediach. Z Ostrym rozmawiał Artur Wróblewski.

Gratuluję kolejnej dobrej płyty. Pierwsze miejsce na OLiS, same dobre recenzje... Zaskoczony?

Reklama

Tak, jestem zaskoczony. Ja nie jestem artystą, który myśli o sprzedaży. Sprzedażą zajmuje się Tytus [szef Asfalt Recors - przyp. AW] i on ma pieczę nad marketingiem. Zupełnie się na tym nie znam, to nie jest moja działka. Ja spędziłem bardzo dużo godzin w studio, żeby ten album dopracować w najmniejszych szczegółach. To jest mój dziewiąty i w tym momencie czuję się dosyć pewnie jeśli chodzi o to co sobą reprezentuję. Zdaję sobie sprawę, że nie mogę udawać, że czegoś nie umiem, jeżeli udowodniłem że to potrafię dziewięć razy.

Tą płytą, "Ja tu tylko sprzątam", chciałbym wszystkim ludziom robiącym muzykę dla siebie, muzykę ambitną, dać sygnał. Bo tworzenie takiej muzyki przydaje życiu blasku. Ja się cieszę głównie z małych rzeczy. Na przykład, że znajdę gdzieś zajebistą stopę albo werbel. Znajdę jakiś super sampel. To jest rzecz, której nie da się przeliczyć na pieniądze. Nie da się tego określić jako wartość materialną. To są sprawy emocjonalne. I jeżeli ktoś potrafi czerpać emocjonalną radość z tego, co robi, to tak naprawdę nie potrzebuje wysokiej sprzedaży i pierwszego miejsca. Jedyną osobą, której każdą płytą udowadniam, że jestem coś wart, to jestem ja sam. To ja mam ciśnienie przed wyjściem płyty, czy rzeczywiście ona jest tak dobra, że się nadaje do wydania. Jeżeli wydawałbym płytę, która byłaby słabsza, to potrafię to obiektywnie stwierdzić i takiej płyt nie chciałbym w ogóle wydawać. W tym jest cały sens robienia dobrej muzyki.

Ja tutaj także apeluję, by ludzie przejrzeli na oczy i zobaczyli to, co się dzieje w tym momencie w mediach i w ogóle z muzyką rozrywkową i poważną. Tak naprawdę ludzie, którzy mają talent i są na nim skoncentrowani, nie mają instynktu ekonomicznego i marketingowego. Nie wiedzą gdzie się zareklamować. Kwestia polega na tym, że ja też tego nie wiem. To, że teraz rozmawiamy, to jest wypadkowa wielu wydarzeń na przestrzeni wielu, wielu lat. Doszliśmy w tym momencie do takiego punktu, że wiemy, iż ludzie nie słuchają mojej muzyki, bo jest ona efektem działania medialnego. To jest kwestia jakości i tego, że w tą muzykę wkładamy serce siedząc w studio i pracując na płytami. Wiemy to od początku, tylko teraz mamy tego totalną świadomość. Wiemy, że obraliśmy słuszną drogę, że inaczej nie można być muzykiem, że w inną stronę nie da rady.

Owszem, artykuł trzeba promować. Jeśli masz masło do sprzedania i chcesz je sprzedać, musisz zrobić reklamę i je promować. Dylemat moralny jest wtedy, gdy tym artykułem do sprzedania jesteś ty sam. I pytanie: jak można siebie sprzedać? Swoją nagością? Chamstwem? Kontrowersyjnością? Skandalami? Zrobieniem ze swojego życia prywatnego pokazu medialnego? Nie wiem do czego to służy, ale nie przyczynia się do jakości muzyki, którą wykonawcy na polskiej scenie obecnie prezentują. Nie mówię tu o wszystkich artystach, ale o tych przecenianych. Bo tych niedocenianych jest dwa razy dwa razy dwa razy więcej. To jest cały problem. Dlatego ja do wydawania płyt podchodzę bardzo subtelnie i osobiście. Do spraw samego wydawnictwa podchodzę z dużym dystansem, bo wiem że przede wszystkim ja muszę być dumny, musi być dumna ze mnie moja żona, moje dziecko i moi bliscy. Moja rodzina. To jest najważniejsze. A mając wykształcenie muzyczne i możliwości tworzenia muzyk bardziej się koncentruję na pracy nad nią, rzetelnym wypełnianiem własnych założeń wyznaczanych przez moją ambicję, czasami wręcz chore ambicje... Ja czasami mam takie wyrzuty sumienia, że na przykład przez 10 godzin dziennie nie tworzyłem muzyki...

Powiedz mi jak pracujesz? Od 9. do 17.?

Jak jestem w domu pracuję cały dzień. Właściwie nie znam fajniejszej zajawki. Praktycznie nawet kiedy oglądam mecze w telewizji, to oglądam je z wyłączonym albo ściszonym głosem - żebym tylko słyszał kiedy pada bramka. Jednym okiem patrzę w ekran, a cały czas pracuję. To jest gra, która nie ma końca. Wejście w krainę... Jak "Alicja w krainie czarów". Ugryzłem kawałek grzybka, który miałem w kieszeni, a moim oczom ukazały się wrota do tajemniczego ogrodu. To jest mniej więcej coś takiego. Każdego dnia kiedy siadam przed sprzętem, wiem że to jest nowy dzień. Nowy i inny, bo spotkają mnie inne dźwięki, inne melodie. Inaczej to się wszystko rozwiąże na koniec. To jest w tym piękne. A w tym momencie, kiedy moja żona spodziewa się dziecka i myślę sobie, że będę mógł młodego zarazić tym wszystkim. To jest naprawdę niesamowite. To jest największe szczęście, jakie mnie spotkało w życiu. Wstaję rano i mogę robić to, co najbardziej kocham w życiu.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: problem | kraj | muzyka | party | show | śmiech

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje