Reklama

Turbo: Dostaliśmy nowe życie

Wojciech Hoffmann, gitarzysta heavymetalowej legendy Turbo, przyznaje, że po odejściu wokalisty Grzegorza Kupczyka chciał zakończyć działalność zespołu. Ostatecznie podjął decyzję, że warto ciągnąć ten wózek dalej, czego efektem jest wydana pod koniec 2009 roku płyta "Strażnik światła".

Na tym albumie zadebiutował nowy wokalista, 30-letni Tomasz Struszczyk, który w dość zgodnej opinii fanów i krytyków godnie zastąpił Kupczyka (skupił się na swoim CETI).

Reklama

Po premierze "Strażnika" z Wojtkiem Hoffmannem o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości Turbo rozmawiała Emilia Chmielińska.

"Strażnik światła" to stare, dobre Turbo, które wasi fani lubią najbardziej.

Takie było nasze założenie zaraz po nagraniu "Tożsamości". W wielu wywiadach zapowiadałem, że następna płyta będzie absolutnie klasyczna. Pamiętam takie stwierdzenie, że wrzucimy pierwsze cztery płyty do wora, wymieszamy i z tego powstanie następna płyta, czyli "Strażnik światła".

Nie kusiło was, żeby pójść w nieco inną stronę, zrobić nowe otwarcie?

Zrobiliśmy to zaraz po zejściu się ponownym, czyli w 2001 roku, kiedy wyszła płyta "Awatar" oceniana bardzo różnie przez fanów i krytyków. Niektórzy uważają, że bardzo dobrze, że nagraliśmy właśnie taką płytę. Z kolei nasi tacy ortodoksyjni fani uważają, że może niekoniecznie. To nie była żadna kalkulacja - wiedzieliśmy co chcemy zrobić. Zespół nie istniał 10 lat na rynku, więc mogliśmy zrobić wszystko, grać przeboje i piosenki typu "Smak ciszy" i nasze ukochane "Dorosłe dzieci", ale stwierdziliśmy, że to chyba nie będzie dobry pomysł.

Absolutnie klasyczne Turbo:

Była też druga opcja, żeby podążyć śladami naszej najpopularniejszej, może też najlepszej płyty, czyli "Kawalerii szatana". Jednak stwierdziliśmy, że też nie, bo mogą nam ludzie zarzucić, że odcinamy kupony. Ja strasznie nie lubię tego terminu, ale uważam, że to wcale nie jest tragedią. Bo w pewnym momencie dochodzimy do jakiegoś etapu w swoim życiu i nie ma takiej opcji, żeby nie odcinać tych kuponów. Wszyscy na całym świecie robią to samo.

Trzecia opcja to była taka, żeby pokazać ludziom, że nie staliśmy w miejscu. Każdy z nas edukował się muzycznie i chcieliśmy pokazać coś świeżego. Na nasze koncerty przychodzi teraz świeża krew i myśmy zrobili ukłon w stronę tej publiczności, która słucha obecnej muzyki metalowej. Dlatego ten "Awatar" był takim badaniem gruntu, jak słuchacze to przyjmą. Okazało się, że przyjęli bardzo różnie, ale my już mogliśmy pozwolić sobie na powrót do korzeni. Aczkolwiek płyta "Tożsamość" nie była takim absolutem z naszych początków, dopiero teraz płyta "Strażnik światła" jest taka korzenna, turbowa, nasza.

Tak jak wspomniałeś, "Strażnik" powstał już z nową krwią w zespole, czyli z Tomkiem Struszczykiem. Czy nowy materiał zaczęliście tworzyć dopiero, kiedy Tomek pojawił się w Turbo, czy też może jeszcze wcześniej?

Codziennie gram na gitarze, coś tam sobie nagrywam i zapisuję wszystkie pomysły, więc coś tam już było, jeszcze gdy Grzegorz z nami śpiewał. Kiedy przyszedł Tomek to zaczęliśmy te pomysły porządkować i prace zostały przyspieszone. Materiał powstawał w zasadzie latem 2007 roku.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Turbo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje