Reklama

"Spacer po wiszącej linie"

Polska scenie ekstremalnego grania zmienia się na naszych oczach. Dzięki takim formacjom jak Antigama, Blindead czy Nyia, krajowe podwórko coraz mniej przypomina deathmetalowe pobojowisko, na którym każdy próbuje na wszelką cenę rozszarpać schedę po Vader czy Behemoth.

Własną drogą podąża również opolska grupa Mothra, która z początkiem lutego 2009 roku oddała w ręce fanów swój drugi album "Dyes".

Reklama

- Rewolucję muzyczną myślę, że mamy już dawno za sobą, tylko nikt nie chce jej zauważyć - mówią w rozmowę z Bartoszem Donarskim wokalista Piotr Koryzma i gitarzysta Paweł Stefan Rosiak.

Lada moment na rynku pojawi się wasz drugi album. Jak nastroje tuż przed premierą?

Piotr Koryzma: Podekscytowani. Chyba bardziej niż pierwszą płytą. Jesteśmy ciekawi jak album zostanie przyjęty. Mamy świadomość, że jest to trudniejsza muzyka niż "Planet Decibelian", który jeszcze jakoś można było wrzucić do metalowo-hardcore'owego wora. Teraźniejsza Mothra trochę odbiega stylistycznie od starego materiału.

Paweł Stefan Rosiak: Przede wszystkim zniecierpliwienie. Trochę czasu upłynęło od nagrania materiału. Mam nadzieję, że płyta spodoba się.

Wasz debiutancki album "Planet Decibelian" z 2006 roku spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem. "Dyes" z pewnością nie ustępuje swojej poprzedniczce. Cieszy fakt, że nowa płyta, choć z zachowaniem wypracowanego stylu, nie jest typową powtórką z rozrywki. Słychać, że cały czas próbujecie coś zmieniać, dodawać, urozmaicać. Wbrew temu, co twierdzi wielu fanów, moim zdaniem nie jest to jedynie mathcore / metal wypełniony tylko instrumentalną gimnastyką. Nowa płyta wydaje mi się nawet bardziej bezpośrednia. Co ty na to?

Piotr: Tak jak powiedziałem, "Dyes" jest trochę inna od "Planet Decibelian". Może dlatego że na pierwszym albumie znalazły się numery, które miały już "swój wiek". Były jednak częścią twórczości zespołu, więc nagraliśmy je.

Tutaj mamy do czynienia z samymi świeżymi kompozycjami, którym bliżej jest do "Mor Y Sol", "La Puta" niż "Death Walks Slowly". Nie oznacza to jednak, że nie będziemy już robić tego typu kawałków. Jak sam zauważyłeś wszystko jednak oscyluje wokół pewnej, nazwijmy to maniery muzycznej, która wyznacza pole działania naszego bandu.

Czy to jest tą bezpośredniością? Nie wiem. Na pewno jest bardziej surowo, tzn. jest mniej inspiracyjnych naleciałości. Więcej nas samych.

Paweł: "Dyes" zdecydowanie nie jest, jak już wspomniałeś, powtórką z rozrywki. Od nagrania "Planet Decibelian" minęły trzy lata. Gdybyśmy nagrali taką samą płytę to świadczyłoby to o tym, że te trzy lata przespaliśmy. Osobiście stawiam na rozwój. Czy "Dyes" jest bardziej bezpośrednia? Możliwe że tak, ale słyszałem też opinie, że jest trudniejsza od "Planet Decibelian". Według mnie jest bardziej świadoma.

Produkcja tej płyty jest naprawdę przednia. Mieliście jakieś założenia, co do jej kształtu przed wejściem do studia?

Piotr: Wiedzieliśmy jedno, nie chcieliśmy robić powtórki z rozrywki, czyli jak najdalej od brzmienia "Planet Decibelian". Pomiędzy dwiema płytowymi sesjami poczyniliśmy dosyć znaczące zmiany sprzętowe, dzięki którym w końcu mogliśmy pozwolić sobie na własne brzmienie.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: spacery | rozrywki | muzyka | linie | spacer

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje