Reklama

Reklama

"Smutek to też piękne uczucie"

O zapachu czarnych róż, wyobraźni, emocjonalnym striptizie i płycie podzielonej na rozdziały muzycy fińskiej grupy The Rasmus: wygadany wokalista Lauri Ylönen i wtrącający od czasu do czasu swoje trzy grosze perkusista Aki Markus Hakala opowiedzieli Justynie Tawickiej.

Muzycy The Rasmus odwiedzili Warszawę w ramach promocji płyty "Black Roses", wydanej na początku października 2008 roku. 21 listopada 2009 r. Finowie przyjadą ponownie, by zagrać koncert w warszawskim klubie "Stodoła".

Pierwsze pytanie: czarne róże. Jaki mają zapach?

Czarne róże?

Tak.

Oooo...

Czy są czarne i zamarznięte?

Lauri: Tak, są czarne i zamarznięte. Czarna róża to symbol. Jeśli róża czerwona symbolizuje miłość, to może róża czarna oznacza miłość... (pokazuje) zniekształconą?

Reklama

Powodem, dla którego zatytułowaliśmy nasz album "Black Roses" było również to, że mamy mnóstwo czarnych róż od naszych fanów. Od wielu lat dają je nam po koncertach, rzucają je na scenę. Pomyśleliśmy, że miło będzie w pewien sposób im się zrewanżować w postaci muzyki.

Pierwsza piosenka na albumie ma tytuł "Living in the world without you". Pytanie brzmi: bez jakiego rodzaju uczucia nie czulibyście, że naprawdę żyjecie?...

Aki: Jest wiele takich uczuć. Nie byłoby możliwe żyć bez miłości, nie byłoby też możliwe żyć bez nienawiści.

Lauri: Myślę, że wszystkie uczucia są piękne. Na przykład dzisiaj czuję się bardzo szczęśliwy. Obudziłem się - byłem szczęśliwy - wciąż jestem szczęśliwy. Mam nadzieję, że będzie też tak przez resztę dnia.

Ale jutro - znam siebie i wiem, że mogę obudzić się i być naprawdę smutny. Mój nastrój zmienia się bardzo każdego dnia. Nie przeszkadza mi to, myślę, że naprawdę przyjemnie jest bawić się własnymi uczuciami.

Podam przykład: jeśli jest mi smutno, jeśli tęsknię za kimś z rodziny czy coś w tym stylu, siedzę w autobusie, którym podróżujemy na trasie, być może słuchając jakiejś smutnej muzyki. Naprawdę lubię wchodzić jeszcze głębiej w smutek. To również jest piękne uczucie.

Aki: Rzeczywiście powinno się kontrolować swoje uczucia za pomocą muzyki. Przynajmniej my tak sądzimy - rozmawialiśmy o tym i doszliśmy do wniosku, że dobrze jest maksymalizować swoje emocje poprzez muzykę, film czy coś w tym stylu.

Skoro mowa o uczuciach: "Jest okrutny i bezmyślny - duch miłości". Czy boicie się ducha miłości?... I czym jest miłość?

Lauri: Nie powiedziałbym, że jest to straszna piosenka... Opowiada o tym, że wszystko, co robisz w swoim życiu, odciska swoje piętno na karmie. Wszystkie wspomnienia z przeszłości będą zawsze cię nawiedzać, jak duchy. Ta piosenka jest właśnie o tym. Generalnie jest to utwór o miłości, ale może być chyba odbierany na różne sposoby.

Chciałabym zapytać o jeszcze jedną piosenkę, o "Justify". "Żyjąc na muszce" - co te słowa dla was oznaczają?

Lauri: W utworze "Justify"?

Tak, w tym kontekście.

Lauri: Powiedziałbym, że życie na muszce odnosi się do presji, pod którą się znajdowałem. To bardzo osobisty utwór, jeśli o mnie chodzi, być może nawet najbardziej osobisty na całej płycie.

Czułam to, naprawdę.

Lauri: To dobrze. Świetnie. Może jest też tak, że w tym utworze chcę sobie dać taką lekcję, pouczenie... dotyczące tego, że powinienem spróbować być trochę lepszą osobą. W piosence jest taki wers, który bardzo wiele dla mnie znaczy.

Brzmi mniej więcej tak: "Powinienem iść odnaleźć samego siebie, zanim pójdę zniszczyć kogoś innego". Chodzi o to, by poznać samego siebie, zanim namiesza się w życiu innych ludzi. Czuję, że być może czasami byłem zbyt samolubny, może też zbyt dziecinny i w pewien sposób zawsze skoncentrowany na mojej karierze, moim zespole...

I na sobie.

Lauri: I na sobie. I czasami bardzo mi przykro z tego powodu. Ale to dość podstępne: kiedy spotykam się z przyjaciółmi po powrocie do domu, o czym będziesz rozmawiać? Oczywiście, że pytają mnie: "Jak zespół?", "Byliście w długiej trasie, aż trzy miesiące. Opowiedz mi o tym!".

Ja wtedy mówię: "Och, nie chcę rozmawiać o moim zespole, porozmawiajmy o tobie!". Więc... czuję się trochę winny i ten stan był inspiracją do powstania wielu piosenek, które napisałem.

Mam pytanie dotyczące medytacji. Jaki wpływ ma ona na waszą muzykę, na twoje piosenki, na twoje teksty?

Lauri: Właściwie nie praktykujemy medytacji. Nasz basista, Eero, on się tym zajmuje. Nie ma go dzisiaj z nami. Praktykuje sahaja joga. Każdego ranka budzi się około siódmej i poświęca pół godziny na medytację. Oczyszcza swój umysł. Podobnie robi przed położeniem się spać. Naprawdę uduchowiony z niego człowiek.

Ja osobiście medytuję na inne sposoby. Przy moim domu w Finlandii trzymam małą łódkę, którą mogę wypływać w morze. Unoszę się wtedy na wodzie i mam poczucie, że czas staje w miejscu. Napawam się pięknem natury, bo w pobliżu jest wiele lasów. Te spokojne momenty stanowią idealną równowagę dla naszego życia, które jest bardzo gorączkowe...

Dużo podróżujemy, każdego dnia jesteśmy w innym kraju, cały czas spotykamy nowych ludzi. Czasami potrzebna jest więc taka chwila prywatności, to bardzo ważne.

Aki: Tak, również po tych długich dniach... Mam na myśli to, że wstajemy około szóstej rano, w Helsinkach, i zaraz mamy lot do Warszawy w Polsce, mamy wiele spotkań, wiele wywiadów, i tak dalej - sama rozumiesz.

Taki dzień jest długi, i musimy znaleźć sobie jakieś zajęcie na dziś wieczór. Zdecydowaliśmy, że wyjdziemy na miasto i popróbujemy tutejszego piwa, może posłuchać jakiegoś koncertu na żywo, jeśli będzie okazja, albo po prostu zobaczyć, jak wygląda nocne życie w Warszawie. To będzie kreatywne. Jeśli wiesz o czymś ciekawym, daj nam proszę znać (śmiech).

Ok - po wywiadzie (śmiech). Skoro rozmawiamy o równowadze, to powiem wam, że mam takie poczucie, że wasze utwory balansują na krawędzi rzeczywistości i nadziei. Co jest najważniejsze dla was obu - rzeczywistość czy wyobraźnia?

Lauri: Dobre pytanie. Rzeczywistość jest dla mnie bardzo ważna, kiedy piszę piosenki. Chodzi o to, żeby każdy utwór miał realną podstawę, związaną z czymś, co sam przeżyłem, czymś, czego doświadczyłem, a może też czymś, co chciałbym przeżyć i czego chciałbym doświadczyć w przyszłości.

Ale wyobraźnia też jest wspaniałą rzeczą, którą wielu ludzi traci, kiedy dorasta. Naprawdę zazdroszczę tym dzieciom, które mogą żyć w tym świecie wyobraźni, i próbuję pielęgnować to tak bardzo, jak tylko mogę.

Niedawno oglądałem film zatytułowany "Labirynt Fauna". To piękny film o dziecięcej wyobraźni i o tym, jak potrafią one uciekać ze złego świata do swojego własnego, wyimaginowanego świata. Sądzę, że ludzie powinni starać się, by nie utracić tej zdolności w miarę, jak dorastają.

To dziecko, które jest w tobie - czy czasami się czegoś obawiasz? Mówię o tym małym dziecku w tobie... Czy czasami czujesz przed czymś lęk?

Lauri: Być może dzieci boją się ciemności i podobnych rzeczy, ale są tak niewinne, że nie muszą...

Ale ty jesteś artystą. Musisz mieć w sobie coś z dziecka.

Lauri: Tak... Kiedy założyliśmy nasz zespół, w 1994 roku, mieliśmy po 15-16 lat. Myślę, że jakaś cząstka mnie jest wciąż ta sama, to Lauri taki, jakim był wtedy. Oczywiście starzeję się i nie mogę tego uniknąć, ale w pewien sposób coś pozostało na tym samym poziomie... tym naiwnym poziomie.

Często jest tak, że będąc w zespole, wydaje ci się, że żyjesz jak gdyby pod takim kloszem. Bardzo chcę, żeby tak było zawsze. Naprawdę potrzebuję tych chwil, kiedy czuję się, jakbym był niezwyciężony, jakby otaczała mnie ta tarcza. Być może to zasługa muzyki i przyjaźni, jaka nas łączy. Wiele razy byliśmy w takich sytuacjach, w których nie mogliśmy się odnaleźć jako zespół.

Na przykład, kiedyś pojechaliśmy do Nashville, żeby nagrywać płytę. Ni stąd, ni zowąd, znaleźliśmy się wśród tych wszystkich kowbojów - wiesz, jak to jest w Nashville, Hilly Billy i to szaleństwo - każdy nosi tam kapelusz i wysokie buty! A my pojechaliśmy tam tak, jak tu siedzimy, ja miałem na sobie makijaż, i kiedy poszedłem do męskiej toalety, jakiś gość podszedł do mnie z tekstem: "Jesteś pewien, że nie jesteś kobietą???".

A kiedy weszliśmy do studia razem, z naszymi ludźmi, czuliśmy się bardzo silni, bo myśleliśmy: "Ok, a zatem jesteśmy razem przeciwko całemu światu!" Myślę, że wynieśliśmy bardzo dużo z tamtej sytuacji i tamtych emocji.

Chciałam zapytać o piosenkę "In the Shadow". Jaki rodzaj emocji, jaki rodzaj uczuć, jaki rodzaj wspomnień jest wart tego, aby trzymać go w cieniu? Aby go ukrywać? Wiem, może tu chodzić o ukrywanie się przed słońcem, ale...

Lauri: Myślę, że każdy powinien zachowywać dla siebie jakieś sekrety. Czasami czuję się trochę obnażony, kiedy piszę o moim życiu osobistym.

To taki rodzaj emocjonalnego striptizu!

Lauri: Tak - emocjonalny. Emocjonalny striptiz! To dobre określenie. Ale z drugiej strony, pisząc, mogę posługiwać się metaforami. Ja mogę znać ich prawdziwe znaczenie. Ale ludzie mogą tylko mieć mgliste pojęcie na temat tego, o czym myślę.

I możliwe, że sami odniosą własną sytuację do tego, o czym śpiewam. Tak, jak powiedziałaś przed wywiadem - muzyka na płycie coś dla ciebie znaczyła! I to wspaniałe, bo - tak naprawdę wszystkie utwory napisałem o tobie! (śmiech). Tylko dla ciebie!

Dziękuję... (śmiech). Przed chwilą użyłeś określenia: "My przeciwko całemu światu". Mam takie poczucie, że czarna róża... nie, jeszcze raz: że czarne róże leżą na grobie waszego niedawnego gniewu. Takie jest moje odczucie. Mam rację, czy się mylę?

Lauri: Że czarne róże leżą na grobie naszego niedawnego gniewu?

Tak.

Lauri: Wow. To czysta poezja!

Dziękuję.

Lauri: Czy mogę wykorzystać to w mojej piosence?

W porządku.

Aki: Tak, znajdziesz to w naszym następnym utworze.

Lauri: Tak, w pewien sposób tak. To bardzo wizualna koncepcja. Podoba mi się to. Często, kiedy piszę utwór, szukam w myślach jakiegoś obrazu, takiego jak ten, by od niego zacząć.

Jak zdjęcie?

Lauri: Jak zdjęcie. Albo obraz, czy coś w tym rodzaju. Właściwie, jeśli chodzi o ten album - przeskakuję tu trochę do kolejnej kwestii - to stworzyliśmy całą historię i wiele tekstów jeszcze zanim skomponowaliśmy muzykę.

To był naprawdę bardzo interesujący sposób pracy nad płytą, bo dotąd zazwyczaj staraliśmy się koncentrować na jednej piosence, skończyć ją, a potem przechodzić do kolejnej. Ale tym razem pisaliśmy wszystkie utwory jednocześnie.

Mieliśmy na stole ogromną mapę skojarzeń, w tym mnóstwo tekstów i swoisty szkielet płyty. Pracowaliśmy na zasadzie: "Ok, dzisiaj napiszmy tę część historii. Jakiej muzyki będzie ona wymagała, żeby pasowało to do historii? Jakich riffów gitarowych, jakiej gry na perkusji?" I tak dalej. Było to więc coś podobnego do pracy na zasadzie wymyślania na początku obrazu i koncepcji, a następnie dopisywania muzyki.

Słuchając waszej najnowszej płyty, odnoszę wrażenie, czy raczej wyobrażam sobie, że jestem w podróży, a po drodze mijam kolejne przystanki, albo jakieś domy i krajobrazy... Jest to rodzaj podróży?

Lauri: Tak, na tym albumie można wyróżnić jak gdyby cztery główne rozdziały.

Tak, tak właśnie jest.

Lauri: Tak. Przeczytałem książkę, która w zasadzie jest podręcznikiem dla scenarzystów filmowych w Hollywood. W wielu filmach używano podobnej strategii, która polega na podzieleniu historii na cztery fragmenty - przykładami mogą być "Titanic", "Gwiezdne wojny", "E.T.", "Za wszelką cenę" - i wiele, wiele innych.

Zazwyczaj pierwsza część nazywa się "sierota" - kiedy bohater jest sierotą. Ale może oznaczać to wiele rzeczy w zależności od historii. Na przykład w "Gwiezdnych Wojnach" występuje sierota - Luke Skywalker.

Potem staje się "wędrowcem" - to jest ta druga faza - kiedy poszukuje samego siebie, sensu swojego życia... Potem staje się "wojownikiem" - "wojownik" to trzecia część. Staje w niej twarzą w twarz ze swoim losem i swoim przeznaczeniem.

A ostatnia część to "męczennik". W tym przypadku Luke zabija własnego ojca. W tym ostatnim rozdziale bohater zazwyczaj musi poświęcić wszystko, czego pragnie, by zdobyć coś, czego potrzebuje. Zastosowaliśmy tę technikę czterech rozdziałów na tej właśnie płycie. To cała podstawa także dla "Black Roses".

Tak, to się czuje. A zatem - "Black Roses": bardzo dobry album, bardzo dobra książka, bardzo dobre rozdziały... Czy jest coś, co chcecie powiedzieć naszym widzom, widzom Interii?

Lauri: Cóż, przyjeżdżamy na koncerty, prawda?

Aki: Tak, mamy pewne plany, by przyjechać i spotkać się z wami w przyszłym roku - może w lutym? A więc - do zobaczenia wkrótce!

Lauri: Tak! Pa pa!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje