Reklama

Reklama

"Seksizm w show-biznesie"

Brytyjski kwartet Electrelane to jedna z gwiazd drugiej edycji Off Festivalu w Mysłowicach (17-19 sierpnia). Verity Susman, Emma Gaze, Mia Clarke i Ros Murray grają razem od trzech lat, choć zespół powstał jeszcze w latach 90. XX wieku. Częste zmiany składu nie przeszkodziły jednak Electrelane w uzyskaniu statusu jednej z najciekawszych gitarowych formacji niezależnych. Formacji - podkreślmy - którą tworzą jedynie dziewczyny. Jednak Electrelane to kolejny przykład, że płeć piękna może świetnie radzić sobie w środowisku zdominowanym przez mężczyzn. Z liderką zespołu Verity Susman rozmawiał Artur Wróblewski.

Właśnie wróciłyśmy z festiwalu w Japonii. To była duża impreza. Ale jak wiesz leci się kilkanaście godzin. Jestem padnięta (śmiech)!

Te niedogodności na pewno wynagrodzili wam japońscy fani, którzy ponoć są szaleni...

Może nie wariują na koncertach, ale są bardzo, bardzo entuzjastyczni...

Czy Electrelane lubią festiwale? Niedługo kolejny w Mysłowicach, ja w tym roku miałem okazję was widzieć w Roskilde. Przy okazji gratuluję koncertu, był świetny...

Dzięki. Myślę, że podoba nam się gra na tego typu imprezach. Festiwale mają swoją specyfikę. Przede wszystkim grasz często dla ludzi, którzy cię nigdy wcześniej nie słyszeli. Poza tym wszyscy są w świetnym humorze. Wydaje mi się, że na festiwalach atmosfera jest zawsze weselsza, niż na regularnych koncertach...

Reklama

Masz rację, ale festiwale to także wyzwanie. Właśnie ze względu na ludzi nie znających waszej muzyki...

Tak, ale najważniejszy dla mnie jest widok ludzi, którzy przychodzą na nasz występ, nie znają nas, a później zadowoleni słuchają naszych piosenek.

Już wkrótce wystąpicie na Off Festivalu w Mysłowicach. Czy macie jakiekolwiek informacje na temat tej imprezy? Imprezy, dodam, bardzo specyficznej.

Szczerze mówiąc, nie wiemy zbyt wiele. Sprawdzałyśmy stronę myspace'ową festiwalu. Line up zapowiada się bardzo interesująco. Poza tym nigdy nie byłyśmy jeszcze w Polsce.

To jest dosyć młoda impreza - dopiero druga edycja. I organizatorzy nie sprowadzają mainstreamowych gwiazd, stawiając na najciekawsze zespoły podziemne.

Ooo, brzmi bardzo interesująco!

A powiedz mi, które z miejsc odwiedzonych przez Electrelane było najbardziej interesujące?

To trudne pytanie... Wydaje mi się, że Japonia. To był nasz drugi koncert tam. A wyjazdy do Japonii to jest przeżycie. Inna kultura. I jeszcze ta odległość...

Świetne koncerty dałyśmy także w Nowym Jorku, w Paryżu... Interesująco było także w Moskwie. I oczywiście nie możemy doczekać się koncertu u was, bo do Polski zawsze chciałyśmy przyjechać.

Rozmawiając o różnych miejscach na świecie... Electrelane powstało w Wielkiej Brytanii, ale z tego co wiem każda w was mieszka obecnie w innym miejscu... Ty mieszkasz teraz na Wyspach?

Przez moment mieszkałam w Berlinie, ale wróciłam do Wielkiej Brytanii. Ros także mieszka obecnie na Wyspach. Natomiast Mia i Emma przez pół roku są w Stanach Zjednoczonych, a następne pół roku z zespołem. Wszystko zaczęło się w Brighton i to wciąż jest nasza "kwatera główna". A kiedy nie gramy tras koncertowych lub nie spędzamy czasu w studio, rozjeżdżamy się po świecie. Udaje nam się funkcjonować w ten sposób.

Potrzebujecie wakacji od zespołu (śmiech).

(śmiech) W pewnym sensie tak. Poza Ros wszystkie pochodzimy z Brighton i było chyba naturalnym, że pewnego dnia postanowimy uciec stąd i spróbować życia w innych państwach czy nawet na innych kontynentach. Tak jak już powiedziałam, nie musimy na szczęście mieszkać w jednym miejscu, by wspólnie grać w Electrelane.

Wracając do waszego występu w Roskilde, to set zakończyłyście piosenką Bruce'a Springsteena...

Tak, to była "I'm On Fire".

To jest akurat - powiedzmy - piosenka miłosna, ale "Boss" znany jest z zaangażowania w politykę. Wy też macie mocne polityczne i feministyczne poglądy, ale w przeciwieństwie do Springsteena nie manifestujecie ich w swoich kompozycjach...

Postanowiłyśmy odseparować muzykę od naszych politycznych przekonań. Dla nas muzyka to uczucia i emocje, nie chcemy ich zabrudzać polityką. W naszych tekstach nie ma ograniczeń, piszemy o czym chcemy, ale polityki nie chcemy w niej umieszczać...

Jak zauważyłeś, mamy własne przekonania na pewne sprawy, o których często mówimy w wywiadach. Są zespoły, które świetnie potrafią się odnaleźć w sztuce zaangażowanej politycznie. Nagrać 3-minutowy hymn. My mamy inne założenia i cele.

Zrobiłyśmy od tego jeden jedyny wyjątek. Mówię o piosence "I Want to Be President". Ale jeden raz wystarczy, nie o to chodzi w Electrelane. Zresztą nasze instrumentalne utwory są dosyć agresywne i w ten sposób wyrażamy frustrację tym, c się dzieje na świecie. Nie jesteśmy Le Tigre, one świetnie się sprawdzają jako zespół mocno zaangażowany politycznie. One to sobie założyły, my nie...

A czy czujecie dominację mężczyzn w muzycznym show biznesie? Pójdę nawet krok dalej - seksizm?

Teraz już tego nie odczuwamy, ale rzeczywiście coś takiego istnieje w muzycznym przemyśle. Mężczyźni dominują w show biznesie. Na szczęście dla ludzi coraz bardziej naturalny wydaje się być fakt, że kobiety zaczynają się zajmować rzeczami do tej pory zarezerwowanym dla facetów. Zostają na przykład technicznymi czy operatorami dźwięku... Coraz więcej kobiet "wchodzi" w to środowisko. Znamienne jest także to, że kobiety zajmujące się muzyką to już nie tylko wokalistki, ale także instrumentalistki.

Porozmawiajmy teraz o waszej ostatniej płycie "No Shouts, No Calls"... Album powstawał w Berlinie w zeszłym roku, kiedy w Niemczech odbywały się mistrzostwa świata w piłce nożnej. Ponoć stałyście się fankami... Z drugiej strony na "No Shouts, No Calls" znajdziemy sporo tematów... marynistycznych. To bardzo zaskakujące zderzenie inspiracji.

(śmiech) Być może tak to wygląda na zewnątrz. Jak już ci powiedziałam, trzy dziewczyny z zespołu dorastały w Brighton nad morzem. A przy "No Shouts, No Calls" po raz pierwszy nie mieszkałyśmy w tym mieście, nie nagrywałyśmy tam i nie komponowałyśmy. Być może te morskie odniesienia w piosenkach były wyrazem tęsknoty za oceanem? Bo morze wciąż jest w naszych głowach, stąd pewnie podświadome ucieczki w tekstach do tego właśnie tematu...

A co z piłką nożną?

(śmiech) Kiedy nagrywałyśmy w Berlinie, całe Niemcy żyły mundialem. Byłyśmy na meczu, a po za kończeniu mistrzostw poszłyśmy zobaczyć drużynę Herthy Berlin. Na stadionie nagrałyśmy śpiewy kibiców, które znalazły się w utworze "Five". Wiesz, w zeszłym roku ciężko było będąc w Niemczech nie zainteresować się futbolem. Ta fala nas porwała.

Rozumiem to doskonale. Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia w Mysłowicach.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje