Reklama

Sebastian Karpiel-Bułecka (Zakopower): Artyści powinni być drogowskazami [WYWIAD]

Na czele grupy Zakopower stoi Sebastian Karpiel-Bułecka /Jacek Kurnikowski /AKPA

"Wygląda na to, że wraz z nowym krążkiem Zakopower wraca do łask głównego nurtu" - tak zaczyna się nasza recenzja nowej płyty Zakopower. Bo "Widzialne | Niewidzialne" to rzeczywiście 50 minut dobrej muzyki. Jednak tematy w utworach nie są proste. Przy okazji premiery porozmawialiśmy o niepoddawaniu się przy niepowodzeniach, roli muzyki w trudnych czasach i występie na Eurowizji.

Oliwia Kopcik, Interia: Na nowej płycie łączycie swoje korzenie muzyczne z bardziej nowoczesnym brzmieniem. Skąd pomysł na ten eksperyment? Bo wiesz... na kolędowaniu widzę ludowe instrumenty, a tu nagle przesterowane gitary w "Było minęło". 

Sebastian Karpiel-Bułecka: - Zawsze tak było, tak naprawdę. Taki był pomysł na zespół, żeby łączyć tradycję z nowoczesnością. W repertuarze kolędowym jest więcej tradycji, bo ten repertuar tego wymaga, ale już pierwsza płyta Zakopower była zdecydowanie płytą nowoczesną w brzmieniu. Ta ludowizna się pojawiała i pojawia, ale ona jest w sprytny sposób przekształcana. Oczywiście wszystkie płyty po kolei brzmiały odrobinę inaczej, bo szukaliśmy cały czas nowych rozwiązań. Ta ostatnia płyta jest podsumowaniem tego, co do tej pory się ukazało, ale też trochę powrotem do korzeni, bo jednak słychać na niej ludowe instrumenty i gwarę.  

Reklama

- To jest też sposób, żeby z ludową muzyką docierać do młodych ludzi. Bo przecież nasza kultura ludowa jest piękna i tak naprawdę polscy muzycy, którzy odnieśli sukcesy na świecie, czerpali z kultury ludowej - mam tu na myśli Fryderyka Chopina czy Karola Szymanowskiego. To są postaci wybitne, których twórczość opierała się właśnie na muzyce korzeni.

To też większa szansa na powtórzenie sukcesu "Boso"? "Chwila" chyba od powstania grzała się do podbicia radia.

- Ona była specjalnie w ten sposób zrobiona, żeby w tym radiu zaistniała. Bo niestety mainstreamowe rozgłośnie radiowe są mocno sformatowane i żeby piosenka się tam znalazła, musi być w nurcie, musi brzmieć tak jak inne piosenki, które są tam grane. W tej chwili mamy powrót do lat 80., do syntezatorowych brzmień, więc zrobiliśmy remaster tej piosenki - w oryginale ma cztery minuty, a to, co się pojawiło w radiu, to jest skrócona wersja ze zmienionym brzmieniem. To zadziałało, “Chwila" jest grana, wspina się w rankingu, więc to chyba był dobry pomysł.

To pewnie nieprofesjonalne, ale muszę to powiedzieć, skoro już rozmawiamy - bardzo szanuję za to, że wasze piosenki, nawet te radiowe, są o czymś. Uważam w ogóle, że "Boso" to jeden z najmądrzejszych utworów ostatnich lat.

- Wychodzę z takiego założenia, że dobrze, jakby w tekstach piosenek był jakiś konkretny przekaz. W ogóle uważam, że artyści powinni być trochę drogowskazami. Nie chodzi o mądrzenie się i pouczanie kogoś, ale o dzielenie się swoimi przeżyciami, przemyśleniami, żeby innym w taki sposób pomóc. Sam, jak miałem rozterki czy było mi smutno, to wsłuchiwałem się w teksty piosenek i szukałem tam dla siebie wsparcia. I często je znajdowałem. To mnie właśnie utwierdziło w przekonaniu, że te piosenki dobrze, żeby jednak o czymś były. Mogą być refleksyjne, skłaniać do przemyśleń, mogą też dawać dużą dawkę radości i kierować myśli w pozytywną stronę. Na pewno taką piosenką jest "Chwila". Ten tekst ma przypominać ludziom o tych pięknych chwilach, które przeżyli, ma pomagać im odtworzyć je w pamięci i zatrzymać dłużej. Myślę, że to się udało osiągnąć, bo mi też, jak słucham tej piosenki, nasuwają się obrazy, które są dla mnie miłe i przyjazne.  

"Boso" jest piosenką o przemijaniu. O tym, żeby nie skupiać się na świecie materialnym, tylko bardziej pomyśleć o świecie duchowym, bo każdy w ciągu życia gdzieś zmierza, ale ono się prędzej czy później kończy tutaj na Ziemi i pozostaje tylko wiara, że jest coś potem. Dlatego przywiązywanie się do rzeczy materialnych nie ma kompletnie sensu. Ale "Boso" też było taką piosenką, którą ludzie interpretowali w różny sposób. Na przykład śpiewali ją, wracając bez butów z imprezy, słyszałem też opinię, że to dla tych, którzy wzięli kredyt we frankach, więc... (śmiech). Fenomen tej piosenki polega na tym, że można refren dopasować do różnych sytuacji życiowych. Ostatnio tę piosenkę nagrała Kasia Nosowska i w komentarzach było dużo takich wpisów, że "w końcu zrozumiałem, o czym to jest, że to jest piosenka o umieraniu". Fakt, że Kasia to zrobiła w taki sposób, że ta myśl zostaje nawet po tym, jak ona już skończy śpiewać. Ten rework pomógł niektórym dotrzeć do głębi tego tekstu.  

Teksty nie są błahe, ale jednak muzycznie wasze utwory są dosyć optymistyczne. Myślisz, że dzięki temu te trudne tematy są bardziej przystępne? 

- Tak mi się wydaje. W "Boso" nie ma smutnej melodii, raczej taka, do której można zatańczyć. Gdyby ta melodia była monumentalna i smutna, to cała piosenka byłaby na maksa dołująca. A z drugiej strony... rzeczywiście uciekamy od tego, że nasze życie się kiedyś kończy, chcemy żyć wiecznie, być wiecznie młodzi, bo się boimy tego odejścia. A to wcale nie musi być straszne, bo jak ktoś ma w sobie wiarę, że potem jest lepiej, to można to jakoś oswoić. Trudno być takim mocarzem, żeby podchodzić do tego bez strachu, ale też nie ma co popadać w paranoję. Skoro już sam temat odchodzenia jest trudny, to lepiej go ubrać w taką radosną melodię. 

Z nowej płyty najbardziej trafiła do mnie piosenka "Idę dalej". Słyszę w niej taki moment, kiedy czuje się z jednej strony pustkę w całym ciele, ale jednocześnie myśli: "Wytrzymam jeszcze jeden dzień, zobaczę, co jest za rogiem". 

- To bardzo dobra interpretacja. Ta piosenka ma dawać energię do podnoszenia się po upadkach i niepowodzeniach. Ma zachęcać do niepoddawania się, do walki, żeby jednak dotrzeć do tego celu i nie tracić wiary w to, że kiedyś tam będziemy, że coś osiągniemy, bo o marzenia trzeba walczyć. Jeżeli coś by przychodziło lekko, łatwo i przyjemnie, to by tak nie smakowało. Wiem to po sobie. Dlatego wierzę w to głęboko, że pomimo jakichś niepowodzeń, które nas spotykają po drodze do celu, nie wolno się poddawać. Bo jak już dotrzemy tam, to będziemy z siebie dumni, to nas wzmocni. Dziecko, jak się uczy chodzić, to na początku też się przewraca, ale w końcu wstaje na nogi i idzie samo dalej w świat.  

Pojawiłeś się też w spocie telewizyjnym odnośnie depresji. To bardzo ważne, żeby o tym mówić. Dziękuję za to. 

- Czułem się zobowiązany, bo też przechodziłem przez różne zawirowania psychiczne. Cierpię na nerwicę lękową, więc wiem, jak ciężko jest tym ludziom, którzy mają tego typu problemy. Wiem, z jakimi problemami się borykają - głównie z niezrozumieniem, brakiem otwartości na drugiego człowieka, czasem są wyśmiewani albo robi się z nich ludzi, którzy kłamią albo udają. Rzeczywiście, kiedy się słucha człowieka, który cierpi na jakieś lęki, to czasem to, co mówi, może brzmieć dziwnie. Ale trzeba się otworzyć na te zwierzenia, bo one mają sens. To bardzo ciężka choroba, trudna do zrozumienia dla kogoś, kogo nie dotyka.  

Przechodząc do rzeczy bardziej pozytywnych i wracając do Kasi Nosowskiej - ona zrobiła rework “Boso", a wy zrobiliście swoją wersję piosenki “2015" Hey. Dlaczego akurat ten kawałek? 

- Te reworki powstały w ogóle na 20-lecie wytwórni Kayax, w której wydajemy i my, i Kasia Nosowska. Mogliśmy sobie wybrać z repertuaru, co chcieliśmy. Przestudiowałem to i wiedziałem od razu, że ta piosenka jest mi bliska, od razu poczułem, że chcę to zrobić, bo utożsamiam się z tekstem. W melodii widziałem też dużą przestrzeń do wykorzystania naszego instrumentarium i naszego ludowego sposobu grania. Wiedziałem, że bardzo fajnie można połączyć to nasze góralskie granie z rockowym, nowoczesnym brzmieniem. Myślę, że to super zadziałało, bo efekt nas samych zaskoczył. Jak to skończyliśmy, to pomyśleliśmy, że szkoda, że nie my wymyśliliśmy tę piosenkę (śmiech). Reakcja Kasi też była super, bo w ten sam wieczór, kiedy to dostała, wysłała mi SMS-a, że jest wzruszona i że sprawiliśmy jej wielką radość. Chyba nie ma lepszej nagrody.  

Myśleliście kiedyś, żeby wystąpić na Eurowizji? W końcu promujecie polską kulturę. Albo, na przykład, na Global Village na Sziget Festival?

- Graliśmy na Sziget w 2005 roku. Eurowizja to jest trochę osobna historia, ale moim marzeniem jest, żeby pojeździć po takich festiwalach, jak Sziget. Jest ich wiele i myślę, że to jest dobre miejsce dla Zakopower. Za nami trudny czas, bo była pandemia, wyjazdy były mocno ograniczone, nie było też nowego materiału. Teraz wyszła nowa płyta, więc może się uda. Oprócz tego albumu wydaliśmy też przecież, na przykład, "Zakopower & Atom String Quartet" - to była taka world music. Jazz, klasyka, nasza góralszczyzna i nowoczesne brzmienie, to bardzo ciekawe połączenie. Z tej płyty jestem też bardzo zadowolony. Moim zdaniem ten zespół i materiał, który posiadamy, mają wszelkie predyspozycje do tego, żeby się znaleźć na takich festiwalach.  

Co do Eurowizji... Ja nigdy nie chciałem tam występować, bo bardziej postrzegałem to jako festiwal dziwactw niż jako festiwal muzyki. Po prostu kto był dziwniejszy i bardziej odjechany, ten miał większe szanse na zwycięstwo. Ale ostatnio widzę, że to się zmienia, jest coraz lepiej, jakby spojrzeć choćby na ostatnią edycję. Chociaż może być też tak, że prawdziwy obraz przysłonił mi zwycięzca (śmiech). Kalush Orchestra gra podobną muzykę do naszej, w świetny sposób łączy tę tradycję ukraińską z hip-hopem. To może dawać do myślenia, że coś drgnęło i nie do końca chodzi już o to, żeby być dziwnym, tylko żeby to było dobre muzycznie i oryginalne.  

Z założenia miało być tak, że każdy kraj promuje swoją kulturę, a wyszło na to, że ktoś po prostu musi zrobić większy show i bardziej zapadać w pamięć.   

- No tak, ale chyba nie o to w muzyce chodzi. Muzyka ma poruszać emocje, a nie być ubrana w jakieś dziwne opakowanie. Ostatnio jeszcze była świetna dziewczyna ze Szwecji [Cornelia Jakobs - przyp. red.], miała genialną piosenkę. To jednak skłania mnie do myślenia, że rzeczywiście może kiedyś znajdzie się tam miejsce dla nas i żebyśmy też nie mieli w związku z tym żadnych oporów. Aczkolwiek nie wiem, czy ludzie by nas tam chcieli (śmiech). 

To na zakończenie moje ulubione filozoficzne pytanie - gdybyś wiedział, że słucha cię cały świat, co byś powiedział? 

- Świat w tej chwili idzie w stronę bylejakości, wszystko, co tandetne, ma wzięcie. Ludzie nie lubią się wysilać intelektualnie. Nawet przy samym czytaniu wiadomości, nikt się w to nie zagłębia, tylko czyta nagłówki. Podobnie jest z odbieraniem muzyki - im szybciej wejdzie refren, im krótszy wstęp, tym lepiej (śmiech). Miałbym taki apel do świata, żeby się nad tym wszystkim zastanowić. Ten apel jest też w naszej płycie "Widzielne/Niewidzialne", żeby pamiętać o tym świecie duchowym i na nim się bardziej skupić, zwrócić uwagę na przyjaźń, miłość... To są wartości, bez których ten fizyczny świat kompletnie nie smakuje. Jeżeli tego zabraknie w naszym życiu, to cóż z tego, że będziesz miał piękny dom, piękne samochody, że będziesz bogaty, skoro tak naprawdę będziesz najbiedniejszy.

Trudno wystosować taki apel w jednym zdaniu. Żeby to skrócić, powiedziałbym, żeby pamiętać o duchowości w życiu. Za tą duchowością kryje się wiele rzeczy, między innymi też odejście od brania świata tak lekko i szybko.  

Zatrzymać się i pomyśleć? 

- Tak, dokładnie, dzięki (śmiech). Pod tym się podpisuję.  

Czytaj także:

Zakopower śpiewa Hey na 20-lecie Kayaxu. Katarzyna Nosowska: Spłakałam się jak bóbr

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Sebastian Karpiel-Bułecka | Zakopower | wywiad

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy