Reklama

Robert Chmielewski (Asymmetry Festival): Milion potrzebny od zaraz

Od 2009 roku we Wrocławiu odbywa się festiwal Asymmetry, na którym spotykają się miłośnicy wszelkich odmian alternatywy z Polski i zagranicy. Na scenach klubu Firlej oraz w Browarze Mieszczańskim i Hali Ludowej zaprezentowali się na pięciu edycjach m.in. Killing Joke, Sleep, Kylesa, Dälek, Altar Of Plagues, Jesu, Esoteric, Jarboe, Godflesh, Oranssi Pazuzu, Amenra, Celeste, Bohren & der Club of Gore, Mayhem, Vader, Cult Of Luna, Matt Elliott, King Dude, Fennesz.

Robert Chmielewski zaprasza na Asymmetry Festival

Asymmetry Festival narodził się w głowie Tomka Jurka, marketingowca zakochanego w niezależnej muzyce, kiedyś organizatora koncertów wielu alternatywnych wykonawców w Polsce. Do pomysłu udało mu się namówić Roberta Chmielewskiego, dyrektora Ośrodka Działań Artystycznych "Firlej".

Reklama

Idea spodobała się odbiorcom. Co roku do Wrocławia przyjeżdża publiczność z kilku krajów, aby w kameralnej atmosferze klubu delektować się różnymi barwami alternatywy. W 2015 roku Asymmetry Festival został nominowany przez Radio Wrocław Kultura do "Emocji" - nagród, które redakcja przyznaje za najciekawsze lokalne wydarzenia kulturalne minionych 12 miesięcy. Imprezę nominowano "za odwagę w poszukiwaniu nieoczywistych dźwięków".

W roku 2016 Asymmetry Festival odbędzie się w dniach 22-24 września. Zagrają między innymi legendarny Discharge, chwalony przez "Rolling Stone'a" i "The New York Timesa" Yob, Jesu/Sun Kil Moon z niesamowitymi Markiem Kozelkiem i Justinem Broadrickiem, miażdżący potężnymi riffami Conan, niesamowita czarownica Darkher, obdarzony cudownym głosem Lasse Matthiesen, portugalskie Sinistro z charyzmatyczną aktorką Patricią Andrade na wokalu, i wielu innych.

Odbędą się również showcase'y wytwórni: polskiej Borówka Music, włoskiej Subsound Records i niemieckiej Denovali Records. Na krótko przed rozpoczęciem festiwalu porozmawialiśmy chwilę z Robertem Chmielewskim.

Kilka lat temu powiedziałeś w rozmowie o Asymmetry: "Nasza chata z kraja". Czyli uprawiacie sobie swoje poletko, w sprawdzonym miejscu. Impreza na dwie edycje wyszła poza klub "Firlej", przyciągając wielu fanów. Raz się wyprzedała, a do Hali Ludowej ściągnęła naprawdę sporo osób. Festiwal powrócił do "Firleja". Uważasz, że to najlepsze dlań miejsce, czy może masz wciąż z tyłu głowy pomysł przedstawienia go w bardziej rozbudowanej formie w innym miejscu? Roadburn, który pewnie jest dla ciebie punktem odniesienia z uwagi na lineup, odbywa się w powiększonym obiekcie.

Robert Chmielewski, dyrektor Ośrodka Działań Artystycznych "Firlej", organizatora Asymmetry Festivalu: - Nasza chata ciągle z kraja. Cenimy sobie naszą niezależność programową i organizacyjną. Wynika z tego cały szereg uwarunkowań. Nasza publiczność ceni zaproponowany line-up, dziennikarze nie szczędzą pochwał, a artyści chętnie wracają na nasze zaproszenie, aby kontynuować współpracę. Roadburn był dla nas pewnym punktem odniesienia repertuarowego w przeszłości (chociaż obecna ekipa Asy odwiedziła Festiwal w Tilburgu dopiero w tym roku), wtedy robiliśmy niemal wyłącznie psychodeliczne widowiska wróżące piekielną apokalipsę. Dziś nikt już na nas nie mówi "Małe Roadburn".

Festiwal w Hali Stulecia policzył naszą publiczność i to wtedy w budżecie zabrakło wystarczających do zamknięcia pieniędzy z biletów. Zapłaciliśmy za ten epizod odwołaną kolejną edycją. Wtedy podjęliśmy decyzję o powrocie na scenę klubu "Firlej". Dziś gramy u siebie. 350 osób na widowni wystarcza, aby aspirować do miana fajnego, małego, butikowego festiwalu "gdzieś w Polsce, czyli nigdzie".

Jesteście w jakimś stopniu uzależnieni od dotacji, więc co roku musisz przygotowywać stosowny wniosek, ergo, prosić o finansowe wsparcie. Teoretycznie z upływem lat, gdy marka Asymmetry Festival jest jakoś tam znana, także poza Polską, powinno być łatwiej. Ale czy faktycznie urzędnicy ułatwiają ci życie, czy wręcz przeciwnie?

- Dotacja jest dobra, bo jest. Nie wyobrażam sobie Asymmetry bez wsparcia miasta. W tym roku Wrocław staje na głowie, aby zaspokoić swoje metropolitalne ambicje, stąd pieniądze z miasta nie w pełni satysfakcjonują, ale bez niech nie dalibyśmy rady żadną miarą. Marka Asymmetry nie otwiera serc, umysłów i portfeli. Tu trzeba być, aby docenić atmosferę wygenerowaną przez znającą się na muzyce publiczność i artystów, dla których jest ona najważniejszą rzeczą na świecie. Ta unikalna synergia rodzi poczucie wielkiej satysfakcji, której uczestnikami są wszyscy.

Zauważasz coś takiego, jak zwiększony udział prywatnego mecenatu w branży eventowej? Szukanie pieniędzy na taki fest to pewnie trudna sprawa. Czy ci, którzy je mają, stają się coraz bardziej otwarci na dzielenie się nimi chociażby z instytucjami kultury niezależnej?

- W tym roku nawiązaliśmy współpracę ze sponsorem. Należy docenić cywilną odwagę menedżerów wchodzących na scenę niekomercyjnego wydarzenia. Pierwsze lody zostały przełamane. Zobaczymy co będzie dalej. Zatem odwagi i cierpliwości.

Czy dużo czasu zajmuje ci studiowanie tego, co i jak robią inni, jak choćby wspomniany Roadburn, czy raczej starasz się robić wszystko po swojemu, opierając się na doświadczeniu poprzednich edycji? A może wyciągać esencję z dwóch światów, Asymmetry i innych organizatorów?

- Odkrywanie Ameryki nie jest moją mocną stroną. Dziś wszyscy robią wszystko, czerpiąc wiedzę zewsząd. Jeździmy, podpatrujemy, ale w rezultacie i tak robimy po swojemu. Zabawa polega na tym, aby co roku Asymmetry było inne niż poprzednia edycja, ale utrzymało swój niepowtarzalny styl.

Mówiłeś kiedyś, że jeden z twoich celów to: "Realizować, bardzo mi bliskie, paneuropejskie, kulturotwórcze cele". Nie boisz się, że może być to coraz trudniejsze, gdyż w Polsce i poza nią rośnie sceptycyzm odnośnie Unii Europejskiej, czy jesteś zdania, że jedność kulturowa jest ponad jednością opartą na polityce i regulacjach prawnych?

- Od lat staramy się zapraszać do udziału w Asymmetry uczestników z obydwu części Europy. Z Zachodu i ze Wschodu. Nie mówimy "z Unii" i "spoza Unii". Nieco prowokacyjnie mówię o paneuropejskich celach. To tylko po to, aby nie zapominać, że poza Londynem, Paryżem i Berlinem jest Kijów, Mińsk, Kiszyniów i Moskwa. A Polska i Wrocław jest w połowie drogi miedzy tymi miastami. I geograficznie, i kulturowo. Moja unia to unia muzyczna. Muzyka jest językiem porozumienia łatwym do nauki, przetworzenia i zachowania na przyszłość. To rezerwuar wartości europejskich. Prosty, łatwy i zrozumiały.

Od lat plakat festiwalu to dzieło włoskiego kolektywu Malleus. Czy można powiedzieć, że przez ten długi czas współpracy narodziła się między wami przyjaźń i takie artystyczne zrozumienie? Odnoszę wrażenie, i pewnie nie tylko ja, że każda ich propozycja wizualna dla was jest trafiona w punkt. Masz podobne wrażenia, jak sądzę?

- Tak jest. Zespół muzyczny tworzący jednocześnie grafiki na potrzeby innych artystów i festiwali to fenomen. Jeśli nawiązaliśmy przyjaźń to jest to dla nas zaszczyt. Ich projekty są naszą wizytówką. Doskonale oddają atmosferę Asymmetry.

Festiwal to nie tylko tych parę dni, kiedy występują zespoły, są fani, piwo się leje, jest wesoło. To praca organizacyjna przez okrągły rok. Praca niełatwa. Mówiłeś kiedyś, że gdyby ktoś sprezentował ci milion euro, zainwestowałbyś te pieniądze w rozbudowę swojego zespołu. Gdyby dziś ktoś dał ci te pieniądze, na co, ja jakie działy, stanowiska, przedsięwzięcia byś je przeznaczył?

- W rozbudowę? Nie. Raczej w możliwość, aby zespół mógł rozbudować się, zaspokoić swoje potrzeby osobiste i zawodowe ambicje. Abyśmy mogli w spokoju pracować dalej i powiększać nasze doświadczenie o nowe, ciekawe rzeczy o których dziś możemy jedynie pomarzyć. Rozbudować line-up, promocję i unowocześnić aparaturę techniczną. Nasz sprzęt nagłośniowy wymaga wymiany. Milion potrzebny od zaraz.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Asymmetry Festival

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje