Reklama

"Nie rozwalę parlamentu"

Łona, czyli naprawdę Adam Zieliński, to bez wątpienia jeden z najinteligentniejszych polskich raperów. W jego tekstach łatwiej znaleźć rymy o Unii Europejskiej niż o siedzeniu na ławce pod blokiem. Szymon Jadczak postanowił dowiedzieć się od szczecińskiego muzyka, czy z takim przesłaniem można zaistnieć na polskiej scenie hiphopowej. A przy okazji poznał polityczne preferencje Łony i zbiór najświeższych dowcipów o jego ulubionej marce samochodów, czyli trabantach.

Na początku zastrzeżenie, że wszystko, co dzisiaj powiesz, traktujemy z przymrużeniem oka, by żaden twórca hiphopowych encyklopedii nie posądził cię znowu o przynależność do Ligi Polskich Rodzin.

Reklama

Tak, rzeczywiście, pojawiają się różne pogłoski o mojej przynależności partyjnej. Jednak nie należę do LPR, do Parlamentu Europejskiego też nie kandydowałem. To był żart, widocznie nazbyt ciężki dla niektórych. Wskutek tego np. zielonogórska "Gazeta Wyborcza" pozwoliła sobie napisać, że mimo iż należę do LPR, to jestem całkiem niezłym raperem. I to było napisane na poważnie, o zgrozo.

Zaniechałem już walki z wiatrakami. Cóż, takie są skutki, jak się coś chlapnie jęzorem. I pomyśleć, że wszystko przez to, że w jednym wywiadzie powiedziałem, że z chłopakami z LPR jedziemy rozwalić Parlament Europejski.

Nie rozumieją cię dziennikarze. A co ze słuchaczami?

Nie generalizujmy, na ogół rozumieją, podobnie słuchacze. Bardzo rzadko zdarzają się pytania: "A dlaczego tam w tekście jest 15 autobusów i dlaczego te gwiazdki są na niebieskim tle" [w utworze "A dokąd to?" o integracji europejskiej - przyp.red.].

Mam szczęście do słuchaczy. Widzę zrozumienie w oczach ludzi, którzy przychodzą na nasze koncerty. Jak gramy "Nie jest dobrze", z refrenem "Radio Maryja uratuje polski hip hop", to widzę, że oni przeważnie rozumieją o co tam chodzi. Gdyby bowiem ten utwór rozumieć literalnie (o co niektórych podejrzewam), to można dojść do strasznych wniosków.

Czasami aż sam się dziwię. Na przykład w "Nic dziwnego" jest taki zwrot "wojownik NIMBA". I nikt się o to nie pyta, jakby wszyscy wiedzieli. A pewnie nie wszyscy wiedzą, że "NIMBA" to jest "not in my backyard", czyli "nie na moim podwórku", a ci wojownicy to ci wszyscy ludzie, którzy rzucają np. kamieniami w ośrodki Monaru w ich wioskach. Ale widocznie wszyscy to wiedzą.

Właśnie wystąpiliście przed legendą sceny, Kalibrem 44. Wydawało się, że wszyscy będą chcieli zobaczyć przede wszystkim gwiazdę wieczoru, a tu niespodzianka. Przyćmiliście trochę śląską ekipę.

Bez przesady z tym przyćmiewaniem. Ale zostaliśmy przyjęci ciepło, nie spodziewałem się tego. Zawsze jak gramy taki łączony koncert, to jest pewne ryzyko, że ludzie przyszli akurat nie nas posłuchać. A tu proszę, coś takiego. Serce rośnie.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: muzyka | Szczecin | sceny | LPR | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje