Reklama

"Nie lubię sterowanych powrotów"

Pisanie, że formacja Varieté to legenda polskiej sceny nowofalowej, ociera się o truizm. Poza tym zespół już dawno zarzucił taką stylistykę muzyczna i na płycie "Nowy materiał" (2005) skierował się ku nowoczesnym i oryginalnym brzmieniom, łącząc dubową głębię z jazzowym klimatem. Wszystko to podane jest w nowoczesnej, nierzadko ocierającej się o muzykę klubową, formule. To, co łączy dawne z nowym, to oczywiście oryginalne teksty i maniera wokalna Grzegorza Kaźmierczaka, lidera Varieté. Z okazji wydania nowego albumu Artur Wróblewski rozmawiał z wokalistą o specyficznej formie rejestracji nowej muzyki, prezentowaniu jej na koncertach i powrocie mody na nowofalowe brzmienia. Nie zabrakło także pytań dotyczących historii zespołu i "zaginionej" płyty "Bydgoszcz", która ukazała się ponad 15 lat po jej nagraniu.

Jaka koncepcja przyświecała zespołowi Varieté, kiedy zaczynaliście grać w 1983 roku? Co chcieliście przekazać ludziom w tamtym czasie?

Reklama

Od razu zaczynasz z grubszej rury śmiech . Ja myślę, że dwie rzeczy. Pewnie tak jak 90 procent kapel z tego czasu grało się po to, żeby krzyczeć przeciw komunie. A druga sprawa to fakt, że czuję się poetą i najważniejsze były dla mnie zawsze momenty iluminacji, oświecenia i myślę, że świadectwem tego jest parę moich tekstów. Tak było od samego początku i tak jest do dzisiaj.

Czy czuliście wtedy związek ze sceną nowofalową, do której zespół Varieté jest przypisywany i uznawany za jednego z prekursorów gatunku w Polsce?

Muzyka nowofalowa była najlepszą formą wyrazu w tamtym czasie. Ona naturalnie wypływała z głów i spod palców. Taka muzyka wisiała w powietrzu. Ale nie do końca jest tak, że podpisuję się pod tym kierunkiem, czy zresztą pod jakimkolwiek innym. Zawsze dążyłem do indywidualizmu w tym, co robiłem.

W 1986 roku powstała legendarna płyta "Bydgoszcz". Powstała, ale się nie ukazała. Przypomnij, co spowodowało, że album miał swoją premierę po blisko 15 latach?

Historia jest znana, więc w trzech słowach. Sprawa jest prozaiczna. Nagraliśmy płytę w Studiu Polskiego Radia w Bydgoszczy. Nasz menedżer znalazł nam wydawcę ? Klub Płytowy "Razem" w Warszawie. Niestety, jego samochód okradziono, a jedną z zabranych rzeczy była taśma-matka. Odtworzenie tego materiału z różnych względów nie było wtedy możliwe. Wiadomo, dostęp do studia był bardzo utrudniony.

Po jakimś czasie odtworzono materiał z "Bydgoszczy" z jakiejś z naszych kaset. Został on zremasterowany i wydany w 2002 roku. Ja, niestety, nie byłem w stanie wysłuchać tej płyty do końca. Po pierwsze, nie jest ona najlepiej zrobiona. A po drugie, ten materiał miał już ponad 15 lat. Byłaby to jedynie podróż sentymentalna.

A jak się czułeś, kiedy płyta wreszcie się ukazała?

Muszę powiedzieć, że nie zrobiło to na mnie żadnego wrażenia. To nie była muzyka, pod którą mógłbym się teraz - czy w 2002 roku - podpisać. Minęło przecież tyle czasu. Byłem w innym miejscu i słuchałem tego trochę tak, jak płyty nagranej przez inny zespół.

Zespół rozpadł się jakiś czas po nagraniu "Bydgoszczy"...

Tak. Było to również spowodowane traumą, jakiej doświadczyliśmy z powodu tej kradzieży. Stwierdziliśmy, że nam nie idzie. Parę osób odpadło. Pozostali członkowie Varieté stali się dwudziestokilkuletnimi mężami i ojcami, musieli zająć się poważną pracą. Praktycznie zostaliśmy przez moment we dwójkę, z Wojtkiem Woźniakiem.

Momentów przestoju w działalności Varieté było kilka. Czy teraz, po wydaniu "Nowego materiału", będzie inaczej?

Wydaje mi się, że nowa płyta nie pozwala mieć takich myśli.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Lubień | lubić | lubi | teksty | pomysły | rzeczy | muzyka | śmiech | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje