Reklama

Mateusz Ziółko: Musiałem robić rzeczy, których normalnie bym nie zrobił

Jedną z gwiazd Sylwestrowej Mocy Przebojów w Chorzowie będzie Mateusz Ziółko, który wygrał ostatnio dziesiątą edycję programu "Twoja twarz brzmi znajomo".

Mateusz Ziółko będzie jedną z gwiazd Sylwestrowej Mocy Przebojów w Chorzowie

32-letni dziś wokalista urodził się w Zubrzycy Dolnej na Orawie. Ojciec czterech synów (zawdzięcza temu przydomek Ojciec Mateusz).

Reklama

W 2008 r. zajął 4. miejsce w pierwszej edycji "Mam talent!", w 2012 dotarł do półfinału "Must Be the Music", w 2013 wygrał "The Voice of Poland". W połowie listopada Mateusz Ziółko triumfował także w jubileuszowej, dziesiątej edycji "Twoja twarz brzmi znajomo".

W maju 2017 r. wydał swoją debiutancką płytę "Na nowo", którą promowały single "W płomieniach", "Szkło", "Planety" i "Na nowo". Z tego wydawnictwa pochodzą także utwory nagrane we współpracy z Liberem ("7 rzeczy") i Sylwią Grzeszczak ("Bezdroża").

Czytałam dawny czat z tobą. Powiedziałeś, że nigdy w domu nie kolędowaliście. To się zmieniło?

Mateusz Ziółko: - Tak, zmieniło się. W moim domu kolędujemy, a w tym roku uskuteczniamy to jeszcze bardziej, ponieważ kilka tygodni temu przywiozłem do niego piękny fortepian! Stoi w salonie i teraz cały dom jest pełen muzyki. Wczoraj usiedliśmy i właśnie ćwiczyliśmy kolędy.

Czyli synowie także potrafią grać?

- Nie wszyscy, ale już po kolei każdy zasiada do instrumentu i zaczyna sobie na nim pomykać. Najstarszy gra na saksofonie, a młodsi śpiewają. Wiesz, nie mają wyjścia. Ja śpiewam, więc oni też muszą. Mamy w domu bardzo muzycznie.

Czy kupiłeś już sobie zapowiadane dwa konie? Wspominałeś, że jak będzie cię stać...

- (śmiech) Faktycznie, to było jedno z moich wielkich marzeń. Chowałem się na wsi, tu na Orawie, i zawsze byłem ze zwierzętami za pan brat. Uwielbiam jazdę konną i pewnie dlatego marzyłem, że jak będę miał swoją chatę i dużą działkę, to kupię dwa piękne konie i będę sobie na nich jeździł. Jednak chyba muszę to marzenie przesunąć na emeryturę. Niestety, z powodu pracy niejednokrotnie mam za mało czasu dla dzieci, a co dopiero byłoby z tymi wymarzonymi końmi. Myślę, że jak już chłopaki pójdą w świat i zostanę starym emerytowanym muzykiem, to sobie konie kupię.

Kiedyś też wspominałeś, że nie obraziłbyś się za córeczkę. Tymczasem dochowałeś się czwartego syna. Nadal córka w planach?

- (śmiech) Córka ponoć jest w planach mojej żony. Ale wiesz, nigdy nie wiadomo, co nas w życiu spotka. Kilka lat temu przekonałem się, że im bardziej planujemy, tym bardziej Pan Bóg się z nas śmieje. Często dzieje się zupełnie na odwrót, niż byśmy sobie tego życzyli, a potem okazuje się, że to jest jednak lepiej! Dlatego teraz już się nie zarzekam. Kto wie, ja uwielbiam dzieci, kocham rodzinę. Więc jak się zdarzy, że się jeszcze powiększy, to czemu nie.

A masz czas na pasje niezwiązane z muzyką?

- Mówiłem o tych koniach i faktem jest, że czasem mi tego brakuje. Jeszcze kilka lat temu, kiedy przyjeżdżałem do swojej miejscowości, jeździłem konno i to mnie bardzo wyciszało. Jednak naprawdę moją największą pasją jest muzyka. Każdą wolną chwilę poświęcam na granie, na bawienie się w muzykę, komponowanie nowych rzeczy. Przebywam godzinami w pracowni i wypróbowuję nowe pomysły, bity, ciekawe brzmienia...

Ale też moją wielką pasją i cichym marzeniem jest lotnictwo. Kiedy byłem małym chłopcem, to marzyłem o trzech rzeczach. Najpierw chciałem być lekarzem, ale kiedy stałem się muzykiem, i to takim rockandrollowym, to okazało się, że brak mi czasu na naukę. Wiesz, scena i rozrywkowe życie wciągają. A więc z tym lekarzem nie do końca wyszło, z nauką byłem na bakier. Potem marzyłem, żeby zostać pilotem. Przyszło mi więc do głowy, kiedy już zacząłem być dojrzałym chłopcem, by zrobić licencję pilota. I zacząłem, w ubiegłym roku. Na razie mam za sobą kurs teoretyczny i może w ciągu najbliższego roku uda mi się też zaliczyć praktyczny. Sporo czasu poświęcam na naukę przepisów i spraw technicznych. To niełatwe, ale wciąga.

Przed tobą Sylwestrowa Moc Przebojów. Nie tęsknisz za spędzaniem takich chwil z rodziną?

- Jeżeli chodzi o sylwestra, to chyba jestem w najlepszej możliwej sytuacji. Owszem, to praca, ale tak naprawdę ja wtedy świetnie się bawię. To są duże imprezy, na których spotykamy się ze kolegami z branży. Często tymi, z którymi nie mogłem się zobaczyć przez kilka miesięcy, bo się mijamy. Mam kilku znajomych, z którymi umawiam się na piwo już od pół roku! A tu okazuje się, że spotykamy się przy takich właśnie okazjach, jak telewizyjne kolędowanie czy sylwester. Więc tak naprawdę lubię takie imprezy. Zawsze jestem z żoną i z zespołem, więc nie mam na co narzekać. Mogę tak spędzać sylwestra do końca życia.

Co zamierzasz zaśpiewać podczas sylwestra?

- Znajdzie się tam utwór, który jest mi bardzo bliski, bo to jeden z takich, od których zaczynałem przygodę ze sceną rockandrollową - zrobimy końcowe odliczanie z piosenką zespołu Europe.

Po wygranej w "TTBZ" powiedziałeś, że najważniejsze to wygrać z własnym słabościami. Jakie musiałeś pokonać?

- Oj, okazało się, że bardzo wiele. Ja już prawie 17 lat jestem na scenie i wydawało mi się, że już nic mnie nie zaskoczy. Człowiek nabrał rutyny, samoświadomości, luzu, a tu wychodzisz na scenę i trzeba ogarnąć sprawy wokalne zupełnie inaczej niż do tej pory. Całą technikę, sposób śpiewania, wrażliwość, którą wypracowałem przez lata, nagle trzeba schować do kieszeni i odnaleźć w sobie zupełnie inną osobę. Do tego trzeba jeszcze dodać aktorstwo. Wykreować postać nie tylko głosem, ale też wyglądem, mimiką, gestami, ruchami. Nawet myślowo.

Trzeba wejść w głąb tej postaci, którą kreujesz. Nie sądziłem, że to jest tak trudne i tak inspirujące doświadczenie. Musiałem robić rzeczy, których normalnie bym nie zrobił. No, nie wyszedłbym w szpilkach i innym dziwnym stroju, nie ma mowy. Dla faceta to jest jednak przełamanie jakichś tam barier. Ale to powoduje, że człowiek bardziej otwiera się na wszystko, co nas otacza. A co najważniejsze, uważam, że po tym programie jeszcze bardziej rozumiem kobiety.

Mateusz Ziółko jako Tina Turner:

Cieszę się w imieniu nas wszystkich.

- Naprawdę wielki szacun za to, że w tych szpileczkach potraficie tak ładnie i powabnie chodzić i że wytrzymujecie w tych make-upach... W dodatku wszystko robicie z uśmiechem na twarzy.

Plany na nadchodzący rok?

- Przede wszystkim nowa płyta. Nie robię sobie żadnych dedlajnów, ale na pewno chciałbym zakończyć przyszły rok albumem.

A gdyby przypadkiem ktoś złożył ci propozycję udziału w kolejnym show? Jakieś jeszcze zostały...

- Nie, nie, nie. Ten program traktuję jako kropkę nad i, bo żaden inny nie mógłby mi dostarczyć tylu emocji. Nie mam już ochoty na rywalizację. Teraz chciałbym robić to, co kocham najbardziej, czyli tworzyć i grać. I w tym wszystkim znaleźć czas dla rodziny.

Rozmawiała Katarzyna Sobkowicz.




Super TV

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Mateusz Ziółko

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje