Reklama

Jacek Baliński ("To nie jest hip-hop. Rozmowy"): Głowę noszę wysoko

Jacek Baliński opowiedział nam o serii "To nie jest hip-hop. Rozmowy" /Bartek Modrzejewski /materiały promocyjne

"To nie jest hip-hop. Rozmowy" to seria książek prezentujących wywiady z raperami oraz czołowymi postaciami kultury hip-hop w Polsce. Autor i pomysłodawca serii, Jacek Baliński, opowiedział nam o kulisach pracy nad najnowszym tomem.

Ignacy Puśledzki, Interia.pl: Pod koniec września ukazał się piąty już tom z serii "To nie jest hip-hop. Rozmowy". Kiedy z Bartkiem Strowskim pracowaliście nad pierwszą książką, spodziewałeś się, że tak to zażre? Że powstaną jeszcze cztery kolejne i że staniesz się wcale nie takim małym wydawcą?

Jacek Baliński: - Zaczynając od końca - wydawcą nadal jestem małym. Pod szyldem mojego mikrowydawnictwa No Dayz Off ukazuje się raptem jedna książka rocznie (oraz ewentualne dodruki starszych tytułów) i jest to zawsze książka mojego autorstwa. Taki układ w pełni mi odpowiada, nie mam w planach budowania dużego podmiotu.

Reklama

Odnosząc się natomiast do pierwszej części twojego pytania - wydając w 2018 roku premierowy tom "TNJHH. Rozmowy", absolutnie nie zakładałem, że kiedykolwiek ukaże się drugi, a co dopiero piąty. Nieprzypadkowo pierwsze wydanie pierwszego tomu było naprawdę okazałe, a co za tym idzie - bardzo drogie w produkcji. Pomimo że nadal przykładam ogromną wagę do jakości wydania, to nie pozwalam sobie już na taką ekstrawagancję jak przed laty. Wtedy pozwoliłem sobie na nią ze względu na to, że sądziłem, że tą książką zakończę pewien etap w swoim życiu i będzie ona swego rodzaju miłym zwieńczeniem mojej wcześniejszej skromnej działalności wydawniczej. Stało się jednak inaczej, zainteresowanie książką było na tyle spore, że pozwoliło ono nam myśleć ze wspomnianym przez ciebie Bartkiem Strowskim o kontynuacji. Poszliśmy za ciosem, razem zrobiliśmy jeszcze dwa tomy, a następne dwa stworzyłem już samodzielnie.

Kiedy wychodziła jedynka, wśród wielu pozytywnych opinii pojawiały się w sieci również niezbyt przychylne komentarze, odnoszące się chociażby do wysokiej ceny książki. Biję się w piersi, bo sam byłem autorem jednego z takich komentarzy...

- ...a ja na niego odpowiedziałem w dość niewybredny sposób, za co po latach publicznie przepraszam (śmiech). Miałem wtedy niespełna dwadzieścia cztery lata, byłem podekscytowany zbliżającą się premierą najważniejszej na tamten moment rzeczy, jaką kiedykolwiek zrobiłem, stąd bardzo frustrowały mnie ignoranckie głosy. Cena książki rzeczywiście była relatywnie wysoka - i nadal taka jest, choć już nieco niższa - niemniej nie wzięła się ona znikąd. Była ona odzwierciedleniem nakładu naszej pracy oraz kosztów produkcji. Gdy ktoś zarzucał mi "skok na kasę", mogłem się tylko śmiać, bo pamiętam, jak przed premierą liczyłem, ile egzemplarzy będę musiał sprzedać, żeby wyjść na zero z samym drukiem... Nie myślałem wówczas w ogóle o zarobku. To była niezależnie wydana książka, bez żadnego wsparcia z zewnątrz, zrobiona niemal z ideowych pobudek. Tak czy inaczej dziś jestem starszy i już potrafię powstrzymać nerwy na wodzy, gdy ktoś próbuje wyprowadzić mnie z równowagi (śmiech).

Dziś każda nowa część "TNJHH. Rozmowy" to dla mnie wydarzenie. Bohaterami twoich książek są w dużej mierze raperzy. Hiphopowi producenci często mówią, że z raperami trudno jest się na cokolwiek umówić i trudno wymóc na nich dotrzymanie terminów. Możesz to potwierdzić?

- Tak jak zauważyłeś, raperzy stanowią większość obsady każdego tomu, natomiast chcę podkreślić, że nie jest to przytłaczająca większość. Za każdym razem zapraszam również producentów, DJ-ów, wydawców czy różnego rodzaju szare eminencje rapowej sceny. Zapraszam wszystkich, którzy od dowolnej strony przyczynili się do rozwoju tej muzyki w Polsce.

Wracając do istoty pytania - poza pojedynczymi przypadkami, niewartymi nawet wzmianki, nie miałem większych problemów, jeśli chodzi o współpracę z raperami. "TNJHH. Rozmowy" jest tytułem, który cieszy się już pewną renomą i rozpoznawalnością, toteż zaproszone osoby wiedzą, z czym to się je i są w stanie wygospodarować dla mnie odpowiednio dużo czasu. Oczywiście zdarzały się sytuacje, że termin jakiegoś wywiadu trzeba przełożyć, ale nie jest to coś, co mogłoby mnie doprowadzić do białej gorączki. Gorzej bywa na etapie autoryzacji, kiedy to trzeba niekiedy anielskiej cierpliwości, żeby od niektórych osób wyegzekwować to, co wyegzekwować muszę. Nie mam jednak o to do nikogo żadnego pretensji czy żalu, zwłaszcza że nigdy nie musiałem na przykład przesuwać premiery książki ze względu na perturbacje z jakimś rozmówcą.

Powiem więcej - nawet jeśli czasem pojawiają się schody, i tak zawsze jest we mnie duża wdzięczność do każdego z bohaterów moich książek. Im starszy jestem, tym bardziej doceniam, że ci ludzie poświęcają mi czas, dzielą się swoimi historiami i chcą współtworzyć przedsięwzięcie, które wymyśliłem sobie jako młody chłopak. Wielu z zaproszonych gości jest ważną składową mojego dorastania i na maksa cieszę się, że w piątym tomie mam chociażby Praktika. Zdaję sobie sprawę, że wywiad z nim nie jest gratką dla masowego odbiorcy, natomiast ja pamiętam, jak - będąc nastolatkiem - zasłuchiwałem się w jego "Dobrej częstotliwości" i na keyboardzie starałem się odtworzyć melodyjkę z jednego z bitów z tej płyty. Wiele lat później znalazłem się u niego w mieszkaniu i mieliśmy okazję spędzić ze sobą pół dnia, z efektami którego to spotkania można zapoznać się w "TNJHH. Rozmowy V". Takie rzeczy zapisują się w mojej pamięci - a nie takie, że ktoś oddał mi wywiad z autoryzacji trzy dni po terminie. Lub trzy miesiące po terminie (śmiech).

Mówiąc o nowej części, warto też dodać, że towarzyszy jej okolicznościowy zin, który ukazuje kulisy prac nad wywiadami.

- Od lat jestem fanem zinów, czyli - w dużym uproszczeniu - niewielkich undergroundowych publikacji. Zajawkę złapałem na nie w czasach mocnego zainteresowania graffiti. Wcześniej zrobiłem ziny do dwóch pierwszych tomów, przy dwóch kolejnych odpuściłem temat, ale przy piątce postanowiłem wrócić do tej formy. Miałem duży fun ze składania tego zina, w którym zamieściłem głównie zdjęcia z wywiadów (autorstwa Bartka Modrzejewskiego), ale też różne moje zapiski, skany notatek, screeny czy znaleziska z researchu do wywiadów. Zasadność umieszczenia niektórych z tych materiałów czytelnik zrozumie dopiero po lekturze wybranych rozmów (śmiech). Dodam, że cały nakład zina, który stanowi fajne uzupełnienie treści książki i nadaje jej dodatkowego kontekstu, rozszedł się w przedsprzedaży.

Na zdjęciach wszystko wygląda super, ale przyznam, że nie zazdroszczę ci przedzierania się w trakcie robienia reaserchu przez trwające niekiedy nawet ponad dwie dekady kariery bohaterów twoich wywiadów. Ile czasu zajmuje ci przygotowanie się do jednej rozmowy?

- Zdecydowanie za dużo (śmiech). Ostrożnie szacuję, że praca nad jednym wywiadem do książki zajmuje mi około sześćdziesięciu-osiemdziesięciu godzin (od momentu wysłania zaproszenia do momentu posiadania tekstu gotowego do druku) - choć nie zdziwiłbym się, gdyby te widełki były mocno niedoszacowane.

Myślę, że research, jaki wykonuję na potrzeby przeprowadzenia wywiadu, który ostatecznie ma objętość około pięćdziesięciu tysięcy znaków, byłby w zupełności wystarczający do pracy nad czyjąś kompleksową biografią. Dla przykładu - przed spotkaniem z Vieniem odsłuchałem ponad sto wywiadów, a kolejne kilkadziesiąt przeczytałem. Do tego dochodzi przesłuchanie całej dyskografii, przekopanie internetu od góry do dołu, niekiedy nawet przeglądanie starych czasopism w Bibliotece Narodowej... Zapewne wystarczyłoby, gdybym z tej setki wywiadów z Vieniem sprawdził tylko dziesięć - kilka starszych i kilka nowszych - ale nie uznaję chodzenia na łatwiznę czy dróg na skróty. Za każdym razem oddaję w ręce czytelników pozycję, z której jestem dumny i która jest - mam nadzieję - warta ich czasu i pieniędzy. Poza tym skrupulatne przygotowanie się do spotkania jest też doceniane przez rozmówców, dzięki czemu mogę liczyć na ich ponadprzeciętne otwartość i zaangażowanie.

Mówisz, że z twoim researchem mógłbyś porwać się na napisanie biografii. Jest jakaś postać z rapowej sceny, z którą chciałbyś podjąć współpracę na tym polu?

- Jest kilka takich osób - zarówno takich, które gościły w mojej książce, jak i takich, z którymi dotychczas nie rozmawiałem - ale nie wiem, czy jestem już gotowy na napisanie czyjejkolwiek biografii. Gdybym miał jednak wskazać, z którym z bohaterów nowego tomu "TNJHH. Rozmowy" najbardziej chciałbym się umówić na serię wielogodzinnych wywiadów, wskazałbym na Lukasyno. Do niedawna bardzo wybiórczo znałem jego twórczość, a jej strzępki, które do mnie docierały, raczej nie skłaniały mnie do tego, by zaprosić go do mojej wydawniczej serii. W końcu jednak przyjrzałem się bliżej jego postaci i dotarło do mnie, jak niezwykle ciekawą, złożoną i wielowymiarową jest osobistością. Jest to człowiek z bardzo barwną, inspirującą historią oraz dużymi zasługami dla polskiego rapu. Do tego współpracę z nim przy wywiadzie do piątki oceniam jako wzorową.

Masz tak, że zdarza ci się rozmawiać z osobami, których twórczość nie do końca ci odpowiada, a po rozmowie zaczynasz inaczej na nie patrzeć?

- Widzę dużą wartość w spotkaniach z ludźmi, z którymi - mogłoby się wydawać - mogłoby mi być nie po drodze, choćby ze względu na to, że wychowaliśmy się w innych czasach i w różnych środowiskach. Mam wrażenie, że - zderzając się z kimś z teoretycznie innego świata - jestem jeszcze bardziej skoncentrowany niż zwykle, ponieważ muszę włożyć więcej wysiłku w to, żeby zrozumieć, co daną osobą kierowało w jakiejś sytuacji lub dlaczego postępowała kiedyś tak, a nie inaczej. Tak było chociażby z Jurasem, spotkanie z którym było dla mnie najważniejszym i najbardziej wartościowym ze wszystkich z poprzedniego tomu.

Być może moje podejście byłoby inne, gdybym był dziennikarzem, który robi wywiady na czyjeś zlecenie. Gdybym miał szefa i gdyby kazał mi on w ciągu tygodnia przeprowadzić trzy błahe wywiady z artystami, których dokonań nie znam lub nie przepadam za nimi, pewnie kręciłbym wtedy nosem. Mnie jednak nikt do niczego nie przymusza. Sam wybieram gości, z którymi chcę rozmawiać, i nie umawiam się na wywiad z kimś, kto mnie nie interesuje. Mogę gustować w innej muzyce niż ta, którą osoba X czy Y tworzy, ale mogę być szalenie ciekawy całokształtu jego historii oraz doceniać jego wkład w scenę. Mogę być ciekawy jego jako człowieka. Wspomniany Lukasyno jawił się mi jako intrygująca postać z wielu względów, spośród których dorobek artystyczny wcale nie musiał być najważniejszy.

Mówiliśmy już o tym, że w "TNJHH. Rozmowy" gościsz nie tylko raperów. Jest to twój sposób na to, żeby starczyło ci rozmówców na kolejne tomy?

- Absolutnie nie. Po pierwsze - nie robię kolejnych tomów z obowiązku ani na siłę, więc jak "zabraknie" mi rozmówców, to po prostu seria się zakończy. Po drugie - patrz: odpowiedź na pytanie trzecie.

Pamiętam, że po premierze drugiego tomu obawiałem się, że dalej już nie pociągniemy, bo przecież razem z Bartkiem Strowskim przemaglowaliśmy już czterdzieści osób - ale po jakimś czasie zrozumiałem, że te obawy są zupełnie nieuzasadnione. Od początku lat dziewięćdziesiątych aż do teraz polski rap współtworzy(ło) przecież mnóstwo nietuzinkowych postaci! Dziś na mojej wishliście jest jeszcze ponad sześćdziesiąt ksywek i nazwisk, a i tak z pewnością nie jest to kompletna lista.  Inna sprawa, że - brutalnie rzecz ujmując - potencjał komercyjny każdej kolejnej części prawdopodobnie będzie coraz mniejszy. Żeby było inaczej, musiałbym zapraszać wyłącznie będących aktualnie na topie młodych raperów - a takiego scenariusza nie biorę pod uwagę. Skupiam się raczej na wyjadaczach, co dobitnie widać po obsadzie piątego tomu.

Chcesz przez to powiedzieć, że zainteresowanie nową częścią twojej książki jest zauważalnie mniejsze niż jej poprzedniczkami?

- Gdyby oceniać jedynie przez pryzmat preorderu, to zainteresowanie ze strony czytelników było rzeczywiście nieco mniejsze niż na przykład w przypadku tomu drugiego, ale cykl życia książki jest znacznie dłuższy niż płyty, na co dowodem jest fakt, że wszystkie części serii wciąż cieszą się powodzeniem, a pierwszy tom był trzykrotnie dodrukowywany. Już na samym początku prac nad piątką wiedziałem, że tworzę książkę, która nie porwie tłumów na chwilę, za to na długo zostanie z węższym, ale wartościowym gronem odbiorców. Na ten moment nie wiem, czy szósty tom powstanie - a jeśli tak, to kiedy - ale gdyby miało się okazać, że "TNJHH. Rozmowy" zakończy się na piątej odsłonie, to uważam, że będzie to godne zamknięcie świetnej serii. Napawa mnie dumą ta książka. Głowę noszę wysoko.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy