Reklama

"Sukcesem jest to, że gramy"

Zespół Pogodno istnieje od 1996 roku, a jego nazwa pochodzi od jednej z najładniejszych dzielnic Szczecina. Początkowo muzycy grali jako trio, potem rozszerzyli skład do kwartetu. Pod koniec 1999 grupę zauważył Ryszard "Tymon" Tymański, który umożliwił im nagranie pierwszej płyty "Pogodno", wydanej nakładem Biodro Records. Później propozycję podpisania kontraktu przedstawił muzykom koncern Sony. Efektem umowy był drugi w karierze album "Sejtenik Miuzik & Romantic Loff". Członkowie zespołu w rozmowie z Konradem Sikorą opowiedzieli o swoich obawach związanych z przejściem do dużej wytwórni, nieporozumieniu wokół ich koncertów w Niemczech i graniu coverów.

Wasz debiutancki album ukazał się nakładem firmy Biodro Records. Jak nawiązaliście wówczas współpracę z Tymonem?

Reklama

Któregoś dnia mieliśmy okazję występować z Tymonem i ktoś nas skomplementował w jego obecności. Zdecydowaliśmy, że może powinniśmy spróbować z nim pogadać w sprawie wydania płyty. No i udało się. Pierwsza rozmowa chwyciła. Jacek pojechał do Gdańska, żeby się z nim spotkać i długo będzie pamiętał ten dzień, bo Tymon się okropnie spóźnił, a to był jeden z najzimniejszych dni w roku. Mimo wszystko dogadaliśmy się i po tygodniu zadzwonił z wiadomością, że wyda nasz album.

Płyta się ukazała, była lepiej lub gorzej promowana i nagle znaleźliście się w Sony Music...

Dla nas nie ma różnicy. Tak naprawdę chodzi o wydawcę. Jeśli on zachowuje się w porządku, nie wchodzi ci na czapę i nie robi jazzu, a przy tym jeszcze daje wolną rękę, to jest genialnie. My nie mamy wpływu na sprzedaż płyty, tego raczej nie da się przewidzieć i dobrze, jeśli ktoś może się tym zająć. Zanim podpisaliśmy nowy kontrakt, mieliśmy spore obawy, ale jak na razie - i tu odpukam w niemalowane - wszystko układa się jak najlepiej. Wydaje nam się, że te nasze dziwactwa i jazdy są naszym walorem.

A nie obawialiście się, jak waszą decyzję przyjmą fani i inne osoby z branży, dla których niezależność jest bardzo ważna?

Raczej nie. Wychodzimy z założenia, że podpisanie takiego kontraktu przede wszystkim nadaje naszej twórczości pewną jakość. Nie musimy się martwić o jakość nagrania, o poligrafię itp. Możemy się tylko zająć muzyką. A jeśli w umowie jest zagwarantowana artystyczna wolność, to taki układ wydaje się być wręcz idealny... Co nam da trzymanie się jakichś ideałów, które właściwie nie mają żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości? Nie mamy się czego wstydzić.

Ile czasu zajęła wam praca nad tym albumem?

Miesiąc. Kiedy wchodziliśmy do studia, mieliśmy przygotowanych kilka szczątkowych wersji demo. Jednak przez równy miesiąc, prawie dzień w dzień, pracowaliśmy później w sali prób i można powiedzieć, że materiał powstał właściwie tam. Samo nagranie zajęło nam pięć dni.

import rozrywka

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: nagranie | Sony | biodro | Szczecina

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje