Reklama

"Nie jestem pazerny"

Tede już od dziesięciu lat zaskakuje swoich fanów. Czy to doborem współpracowników, ostatnio głównie spoza rapowego światka, czy nielegalnymi akcjami pod kryptonimem DJ BUHH, czy też występami w telewizyjnych programach, które z hip-hopem niewiele mają wspólnego. Ostatnio Tede wydał nową płytę, zatytułowaną "Notes". Rozmowa: Keb (Czyste Słowa)

Jesteś niewątpliwie popularnym artystą , jak często w związku z tym grasz koncerty?

Reklama

Jestem popularnym ziomkiem, ale nie jestem artystą. Unikam określeń typu "artyzm", "sztuka", "poezja". Ja robię rap, jestem ziomkiem z bloku, normalnym kolesiem. Fakt, wychowałem się w dobrej rodzinie, ale większość moich kolegów mieszka w bloku, więc nie ma to znaczenia. A popularność przyszła sama. Pomyślałem kiedyś: "Dobra, zostanę raperem". Nagrałem pierwszy kawałek i okazało się, że jestem liderem 1 Killa Hertz (przyjęli mnie od razu), więc uznałem, że trudno - będę supergwiazdą. Ale nic się nie zmieniło. Uderzenie sodówki przeszedłem przed wydaniem Warszafskiego Deszczu. Jestem normalnym gościem, który nagrywa rap, który czuje się dobrze i pewnie w tym co robi. W tym miesiącu koncertów gram sporo, co weekend dwa, albo nawet trzy. W skali roku myślę, że średnio dwa na miesiąc. Bo czasem jest tak, że przez miesiąc zagrasz sześć koncertów, a czasami żadnego. Ale teraz znalazłem patent, żeby nie mieć tej przerwy. (śmiech)

Masz swoją stałą, ustaloną stawkę za występ. Czy ulega ona czasem zmianie?

Mam swoją stawkę, która się nie zmienia - 4000 zł plus zwroty. Mniej niż Mezo, a rap robię 10 lat.

Nie uzależniasz sumy od twojego zapotrzebowania na pieniądze w danym momencie?

Nie, po prostu jest pewien poziom, poniżej którego nie schodzę, gdyż zdaję sobie sprawę ze swojej wartości. A w drugą stronę, to zależy od dnia tygodnia. Np. jeśli jest koncert w środę (a są imprezy w środę i ludzie na nie przychodzą), to możemy negocjować. Ale w weekendy biorę zawsze tyle samo. I nie biorę najwięcej. Peja bierze 6000 albo 7000 zł, Mezo - 5000. Moja stawka rośnie wraz z wydaniem kolejnej płyty. Grałem "S.P.O.R.T.", brałem 3000 zł. Gram "Hajs Hajs Hajs", biorę 4000. Teraz wychodzi "Notes", znów będzie więcej. A w międzyczasie wyszły dwa DJ BUHH'y, które, jak widać na koncertach, wszyscy znają. A stawka nie wzrosła.

import rozrywka

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: TdF | peja | impreza | cisza | Mezo | koncerty | radio | koncert | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje