Reklama

Reklama

"Naszym głównym celem jest rozwój"


Zapewne każdy, kto choć trochę interesuje się norweską sceną metalową, słyszał nazwę Enslaved. Black / vikingmetalowy zespół założony w 1991 roku przez gitarzystę Ivara Bjornsona i wokalistę / basistę Grutle Kjellsona - mających wówczas odpowiednio po 13 i 17 wiosen - jest obecnie jedną z najważniejszych grup europejskiej sceny metalowej.

Enslaved to również zespół niezwykle postępowy, szczególnie w odniesieniu do tego, co na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat działo się w skandynawskim black metalu. Surowe, rozpoznawalne brzmienie, wciągająca transowość, wielowymiarowe wokale, rewelacyjne partie gitar, progresywne wpływy czy w końcu rzadka w tej estetyce nieprzewidywalność - wszystko to sprawia, że muzyka Norwegów nigdy nie przechodzi bez echa.

Reklama

1 listopada 2004 roku miała swą premierę "Isa", ósma już płyta Enslaved. Zespół ponownie zaskoczył swych fanów, powracając poniekąd do korzeni swego starego brzmienia, uwypuklając mocne metalowe riffy , robiąc kolejny zwrot ku znacznie bardziej agresywnym aranżacjom. Mylą się jednak ci z was, którzy myślą, że Norwegowie zapomnieli o rozwoju, bezpiecznie zagrzebując się w chwalebnej przeszłości. Nic z tego. Enslaved wciąż zmierza ku postępowi, umiejętnie łącząc stare z nowym, progresję z rozwagą, ciągłą ewolucję z pamięcią o starych czasach.

O wyjątkowości muzyki Enslaved, zmianie długoletniego wydawcy i przede wszystkim o nowej płycie "Isa", z wokalistą Grutle Kjellsonem rozmawiał Bartosz Donarski.

W porównaniu z poprzednim albumem, "Isa" wydaje się być płytą bardziej surową i agresywniejszą. Pomijając wciąż obecną oryginalność waszej muzyki, nowy materiał jest po prostu bardziej blackmetalowy, bardziej podziemny. Co o tym sądzisz?

Wielu ludzi wyraża podobną opinię do twojej, choć z drugiej strony wciąż jest sporo fanów, który uważają naszą muzykę za bardzo postępową. Cóż, wydaje mi się, że obie te strony mają rację. Ale zgadza się, nowa płyta brzmi agresywniej niż "Below The Lights", głównie z powodu brzmienia gitar i perkusji, które zostały bardziej wysunięte do przodu. Ogólne brzmienie jest bardziej surowe. Tak naprawdę to wszystko na "Isa" może przypominać nasze starsze dokonania, przede wszystkim dzięki specyficznym partiom gitary Ivara. Prawda jest taka, że cały czas się rozwijamy, nadal pozostając tym samym zespołem.

No tak, ale Enslaved wciąż daleko do typowego black metalu.

Po prostu wykorzystujemy więcej różnych elementów. Mamy też pewnie szersze spektrum muzycznych zainteresowań i inspiracji. Oczywiście, wciąż interesuje nas stary black metal czy thrash, ale jednocześnie czerpiemy sporo inspiracji ze słuchania takich grup, jak King Crimson, Pink Floyd, Yes czy Rush. To wszystko znajduje odzwierciedlenie w muzyce Enslaved.

Tym razem duży nacisk położyliście na same riffy, które brzmią na "Isa" bardzo wyraziście. Dobrym tego przykładem mógłby być chociażby "Secrets Of The Flesh" - utwór zbudowany na potężnym riffie, który automatycznie zapada w pamięć.

Tak. Konstrukcja utworów jest taka, że riffy wysunięte są znacznie do przodu. Są bardzo czyste i, prawdę mówiąc, proste. W tym utworze można odnaleźć inspiracje zarówno starym thrash metalem, jak i spacerockowym graniem w stylu Hawkwind, z całym swym syntezatorowym tłem. Niektórym nie podoba się ta kompozycja. Mnie wprost przeciwnie (śmiech). Ten kawałek jest bardzo prymitywny.

Twoje wokale znów wprawiły mnie w zachwyt. Mimo, mniej lub bardziej, dominujących krzyków, znów znalazło się sporo miejsca na genialne czyste wokale. Czytałem, że nie tylko ty jesteś za nie odpowiedzialny.

Większość wokali, jak zwykle należy do mnie. Gościnnie, na końcu pierwszego utworu zaśpiewał Abbath (eks-Immortal). Dodatkowo w niektórych partiach czystego wokalu pomógł mi nasz nowy klawiszowiec. Poza tym pojawił się jeszcze trzeci czysty wokal należący do Stiga (Sandbakka), muzyka z Bergen, który użyczył swojego głosu w utworach "Ascension" i "Return To Yggdrasil". Stig ma swój własny zespół, który absolutnie nie ma nic wspólnego z metalem. To granie bardziej w stylu rocka progresywnego. Tak czy inaczej, to świetny wokalista.

Enslaved to jeden z nielicznych norweskich zespołów, który wyraźnie rozwinął swój styl, pozostając jednocześnie wiernym swoim muzycznym korzeniom. Mimo, że nie boicie się grać progresywnie, czy niekiedy nawet ekstrawagancko, to wciąż pozostajecie tym samym zespołem. Nie ma tu mowy o "skakaniu" z jednego stylu na drugi, jak to się często dzieje w przypadku innych grup, desperacko szukających czegoś nowego, niekoniecznie z sensem. W waszym przypadku nic nie dzieje się na siłę.

Od samego początku naszym głównym celem jest rozwój, pisanie coraz lepszych utworów i albumów. Nasza kreatywność ma tu największe znaczenie. Uważam, że możemy pójść z naszą muzyką znacznie dalej, aby kiedyś spróbować zrobić idealny utwór, perfekcyjny metalowy album. Owszem, to nie jest łatwe zadanie, ale w nas samym wciąż jest ten konieczny entuzjazm, który pozwala nam na bycie kreatywnymi, na doskonalenie własnych umiejętności i przekraczanie kolejnych barier. W Enslaved drzemie sporo twórczych mocy i może dlatego na tle lokalnych zespołów bardziej się wyróżniamy. Gdybyśmy, jak masa innych grup, w kółko nagrywali ten sam album, już wieki temu nie byłoby Enslaved. My robimy swoje dla własnej egoistycznej przyjemności, z prostej chęci grania muzyki, którą lubimy tworzyć. Dlatego nadal istniejemy i gramy.

Wasi fani zdążyli się już chyba przyzwyczaić do tego, że element zaskoczenia jest integralna częścią waszego rozwoju?

No tak, bo prawdę mówiąc, od jakiegoś czasu, każdy oczekuje od nas czegoś nieoczekiwanego. Zapewne straciliśmy nieco fanów, gdy zaczęliśmy mocniej eksperymentować. Jestem pewien, że część odwróciła się od nas po nagraniu "Eld", aby powrócić przy okazji "Blodhemn" i ponownie stracić zainteresowanie naszą muzyką na "Mardraum: Beyond The Within". Niemniej, prawdziwi fani Enslaved są z nami od samego początku do dnia dzisiejszego.

Muzyka Enslaved od zawsze wydawała mi się bardzo przemyślana. Budowana wokół jednego, pierwszego pomysłu, zatacza coraz szersze kręgi, dając w finale coś bardzo solidnego. Jest w tym chyba jakiś ogólny plan działania?

Ivar pisze dla nas całą muzykę i to on najlepiej wie, jak w finale brzmieć będzie nasz album. Nie można też zapomnieć o pozostałych muzykach, którzy również mają swój znaczący wkład w powstawanie muzyki. Gdy na przykład stwierdzam, że dany riff zupełnie nie pasuje do moich linii wokalnych, mówię Ivarowi, że trzeba to będzie zmienić, że coś musi być wydłużone lub skrócone itp. To samo dotyczy zresztą także innych muzyków, gitary prowadzącej czy partii perkusji. W taki właśnie sposób powstaje ostateczny kształt utworu, muzyki. Każdy z nas ma swój duży, osobisty wkład w aranżowanie kompozycji. Jednak nie da się zaprzeczyć, że to, jak całość ostatecznie brzmi, jest najbliższe temu, co Ivar miał w głowie na samym początku.

Jakiś czas temu odeszliście z Osmose Productions, z którą to wytwórnią związani byliście przez długie lata. Skąd taka decyzja?

Prawdę mówiąc nie byliśmy aż taka bardzo zadowoleni z tego, jak Osmose działała na gruncie promocji i marketingu. Dobrym tego przykładem była nieobecność naszych materiałów w Stanach Zjednoczonych. Osmose nie była często w stanie współpracować z wieloma ludźmi, a to nie posuwało naszych spraw do przodu. Z tego powodu nie mogliśmy koncertować, tak dużo, jak byśmy sobie tego życzyli. To, że fani w Stanach czy Kanadzie nie mogli znaleźć naszych albumów było dla nas niezwykle frustrujące.

Poza tym niekiedy ciężko było się z nimi porozumieć, a to - na linii zespół-wytwórnia - jest przecież bardzo ważne. Racja, byli z nami bardzo szczerzy, jednak potrzebowaliśmy nowej krwi, nowej entuzjastycznie nastawionej wytwórni. Ważną sprawą było także podpisanie nowego kontraktu z mniejszą firmą, ale o dobrych kontaktach. Taką, która dysponuje sporymi możliwościami, przy zachowaniu przez nas całkowitej kontroli.

Właśnie, powiedz kilka słów o Tabu Recordings, waszej nowej wytwórni. Ta firma pojawiła się na rynku dość niedawno. Szczerze mówiąc, jeszcze kilka lat temu nikt nic o nich nie wiedział.

Bo oni wtedy jeszcze nie istnieli! (śmiech). To norweska wytwórnia nazywająca się Tuba, w której od pewnego czasu istnieje metalowy pododdział Tabu Recordings. Pod nazwą Tuba ukrywa się kilka podwytwórni zajmujących się różną muzyką, od popu i rocka do metalu. Cała ta firma zaczęła swą działalność całkiem niedawno, bo jakieś 5-6 lat temu, a metalowy pododdział powstał dopiero po kilku latach od pojawienia się tej nazwy na rynku.

W ramach promocji "Isa" nakręciliście swój pierwszy, profesjonalny teledysk do utwory tytułowego. Ponoć, jak sami mówicie na waszej stronie internetowej, obraz ten "przedstawia coś nowego i ekscytującego". Jak to rozumieć?

Teledysk kręciliśmy w miejscowości położonej pomiędzy Bergen i Oslo. To przepiękna, górzysta okolica i zapierające dech w piersiach otoczenie: wielkie jezioro, olbrzymi skały, wolno płynące potężne chmury... W klipie umieszczono wiele różnych ujęć z tego miejsca, a w tym nas stojących nad brzegiem tego ogromnego jeziora. Wiele się dzieje, cały czas pokazywane jest coś innego, jest mnóstwo dymu. Zaangażowaliśmy też profesjonalnych aktorów, który swą grą obrazują to, o czym opowiada tekst. Słowem, jest to bardzo ekspresywny obraz, który powinien się podobać. Zresztą już wkrótce wstawimy go na naszą stronę internetową, aby każdy mógł go sobie spokojnie obejrzeć.

W czerwcu 2004 roku pożegnaliśmy Quorthona z Bathory. Cześć jego albumów miała sporo wspólnego z tym, co robi Enslaved. Jak postrzegasz jego osobę i to kim był, jako muzyk i człowiek?

Nie znałem go osobiście. Właściwie to w ogóle niewielu go znało. Nie da się ukryć, że każdy ekstremalny zespół na tym świecie jest zainspirowany Quorthonem i tym, co wniósł do sceny metalowej. Jego wczesne dokonania, będące ekstremalnym, prymitywnym black metalem, jak i późniejsza "epicka" cześć jego twórczości, obecna na albumach "Hammerheart", "Twilight Of The Gods" czy "Blood On Ice", zawsze będzie miała swój wpływ na muzykę metalową.

Zawitacie w przyszłym roku do Polski?

Właśnie planujemy europejską trasę koncertową. Przez ostatnie kilka dni nie rozmawiałem z naszym promotorem, ale z tego, co pamiętam, jest szansa na koncert, który mógłby się odbyć w Katowicach. Jednak, na tę chwilę, nie mogę tego potwierdzić. Tak czy inaczej, trasa odbędzie się w lutym i marcu 2005 roku.

Dziękuję za rozmowę.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: 1991 | Black | muzyka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama