Reklama

Reklama

"Najlepsze dni życia"

Brytyjska grupa Anathema od wielu lat cieszy się w Polsce popularnością, ale w ubiegłym roku, po wydaniu płyty "Judgement", zapanowała w naszym kraju prawdziwa "anathemania". Jej uwieńczeniem była lutowa trasa koncertowa, podczas której zespół odwiedził dziesięć polskich miast, przyciągając na każdy koncert tylu fanów, ilu tylko mogły pomieścić kluby. Na zapleczu zatłoczonego krakowskiego "Klubu 38" z braćmi Cavannagh rozmawiał Konrad Sikora.

Część I: przed koncertem.

Bohater: Vincent Cavannagh.

Jak przebiega dotychczas wasza trasa?

Reklama

V: Świetnie. Zagraliśmy kilka najlepszych koncertów w naszym życiu, szczególnie wczorajszy, w Rzeszowie, był udany.

A jak się współpracuje z Artrosis?

V: Dobrze, nie ma żadnych problemów. Nie słucham ich muzyki, bo po prostu nie lubię takiego grania, ale na trasie wszystko się między nami dobrze układa...

Wasza wytwórnia, Peaceville, planuje wydać album "The Best Of Anathema". Czy możesz powiedzieć coś więcej na ten temat?

V: Nie bardzo, wygląda na to, że wy wiecie więcej niż my. Podczas trwającej właśnie trasy, zadzwonił do nas facet z Peaceville i powiedział, że planują coś takiego i kiedy wrócimy do domu, byłoby dobrze, abyśmy się z nimi skontaktowali. I to wszystko co o tym wiemy, teraz skupiamy się na trasie. Ale sam pomysł jest gówniany. To tylko sposób na to, aby Peaceville zgarnęło więcej kasy. Dla nas jednak taki album zupełnie się nie liczy i jeśli w ogóle się ukaże nie będziemy go w ogóle zaliczać do naszej dyskografii.

Czy zamierzacie wydać album koncertowy?

V: Nie, nie teraz. Mamy kontrakt na jeszcze trzy albumy i nie ma w nim mowy o płycie koncertowej.

A czy chcielibyście wydać taki album?

V: Nie wiem, wolelibyśmy nagrać kasetę video. Ta, która jest w sprzedaży, została wydana bez naszej zgody i nie mieliśmy wpływu na to, co na niej się znajdzie. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to nagramy cały koncert, a do tego dodamy jakieś ujęcia z garderoby, autokaru... Jeden z członków naszej ekipy technicznej ma kamerę i bez przerwy rejestruje wszystkie nasze wygłupy. Możliwe, że kiedyś to zbierzemy i wydamy.

Jak doszło do współpracy z Lee Douglas?

V: Ona jest siostrą Johna, znam ją chyba od jedenastego roku życia. Nigdy nie wiedziałem, że ona potrafi śpiewać. John coś wspominał, ale zbytnio się tym nie interesowaliśmy. Dopiero przy nagraniu "Don't Look Too Far" postanowiliśmy ją zaprosić, żeby spróbowała co da się tu zrobić. Kiedy usłyszeliśmy jak śpiewa przeszły nas dreszcze i byliśmy naprawdę zaskoczeni.

A co z Dannym, czy jest szansa, że będzie śpiewał więcej?

V: Och, Danny ciągle myśli o śpiewaniu, on bardzo chce zostać wokalistą.

To prowadzi nas do pytania o następny album, w jednym z poprzednich wywiadów powiedziałeś, że powinniśmy oczekiwać nieoczekiwanego....

V: Jestem tego typu osobą, że jeżeli ktoś mówi mi, że mam coś zrobić, to na przekór tego nie zrobię. Wszystko jest więc możliwe, dopóki mieści się to w granicach rozsądku.

Ale nie nagracie albumu techno?

V: Nie! To zdecydowanie jest poza granicami zdrowego rozsądku... ale mówiąc prawdę, nasza muzyka ciągle się rozwija, my ciągle się rozwijamy, nie chcemy stać w miejscu, ani oglądać się do tyłu. Chcemy iść do przodu. Nie stwarzamy sobie żadnych barier, zakładając z góry, jaką muzykę chcemy nagrywać. Kiedy mamy pomysł - czy to linię wokalną, partię gitary czy też klawiszy, bawimy się tym i doprowadzamy do stanu, kiedy brzmi, tak jak naprawdę tego chcemy. Zawsze jednak wychodzi to z naszego wnętrza, musi być w tym jakaś pasja. W ten sposób powstaje nasza muzyka.

Z którymś z wywiadów powiedziałeś także, że wasza muzyka staje się coraz bardziej optymistyczna. Słuchając waszych ostatnich dokonań trudno doszukać się w nich optymizmu.

V: Hm, może nie tyle chodziło mi o muzykę, co o teksty. Niektóre teksty są bardziej optymistyczne. Nasze usposobienie nieco zmieniło się przez ostatnie lata, czujemy się trochę lepiej i nie chcemy nikomu wmawiać, że tak nie jest. To jak się w danej chwili czujemy, zawsze wpływa na to, co tworzymy.

Ciągłe przebywanie ze sobą w trasie, w studiu nagraniowym musi powodować jakieś spięcia i problemy. Jak to u was wygląda?

Tak, to normalne, że rodzą się między nami jakieś konflikty. Nie lubię o tym rozmawiać, bo często bywają to naprawdę nieprzyjemne sprawy. Mieliśmy swoje wzloty i upadki, jak każdy zespół, w końcu gramy już ze sobą 10 lat. Przez pierwsze lata nie było żadnych problemów, ale z czasem zaczęły się one pojawiać... narkotyki, alkoholizm, egoizm i wszelkiego typu rzeczy, które mogą zniszczyć przyjaźń między ludźmi. Na szczęście teraz znów wszyscy jesteśmy przyjaciółmi. Wiesz, swego czasu Danny i Duncan w ogóle ze sobą nie rozmawiali, nie chcieli przebywać ze sobą w jednym pokoju, nie chcieli grać nawzajem swoich piosenek. Ja tkwiłem w środku tego gówna, ponieważ z obydwoma utrzymywałem dobre stosunki. W końcu wyjaśnili między sobą te nieporozumienia i wszystko jest lepiej. Lepiej, że Duncan odszedł, lepiej dla niego, lepiej dla nas. Poprosiliśmy Dave'a żeby do nas dołączył. Znaliśmy go już od 1992 roku, pracował dla Peaceville, był już z nami na jednej trasie. Ma ten sam rodzaj inspiracji, patrzy na świat w podobny sposób jak my, podobają mu się te same rzeczy i przede wszystkim ma podobne poczucie humoru. Spróbowaliśmy i zadziałało. Odkąd dołączył do nas Dave, znów staliśmy się zespołem. Przenieśliśmy się z Yorkshire, gdzie mieszkał Duncan, z powrotem do Liverpoolu. To było gdzieś w październiku 1998, więc nie tak dawno temu, jakieś 14, czy 15 miesięcy. Zaczęliśmy pisać nowy materiał, nie graliśmy starych rzeczy, ale cały czas pracowaliśmy nad nowymi. W styczniu zastanawialiśmy się, czy uda nam się przed wakacjami wydać kolejny album, a po miesiącu mieliśmy wystarczająco dużo piosenek, by zapełnić całą płytę. Ostatnie 15 miesięcy były najlepszymi, jakie przeżyliśmy w tym zespole i jest coraz lepiej, coraz lepszy przez to staje się zespół, co z resztą widać na koncertach. Gramy co wieczór po dwie godziny, bo to lubimy, bawimy się tym i najchętniej nie schodzilibyśmy ze sceny. Nie lubimy bisować, po prostu gramy bez przerwy. W Rzeszowie wróciłem na scenę z gitarą sam i zagrałem "Something In The Way" Nirvany i było naprawdę świetnie. Cała sala śpiewała ze mną. Po tej piosence przyszła reszta zespołu i zagraliśmy "666". To jest właśnie to, to jest dobra zabawa. Każdy koncert jest inny, nigdy nie wiemy co się będzie działo, nie wiem nawet co stanie się dzisiaj. To wszystko zależy od publiczności, od tego jaki nawiązuje się między nami kontakt. Taki koncert, to zawsze jest wspaniałe zakończenie dnia.

Dlaczego zdecydowaliście się na Nirvanę?

Uwielbiam Nirvanę, wszyscy uwielbiamy. Co prawda nie wszystkie ich numery, ale ?Something In The Way? jest doskonałe.

Co myślisz o wersji "Sleepless" w wykonaniu Cradle of Filth?

Jest w porządku, może się podobać. Oczekiwałem czegoś bardziej blackmetalowego, bardziej ekstremalnego.

Słuchasz ich w ogóle?

Nie, nigdy tego nie robiłem

A co myślisz o ich image'u?

Nigdy im się dokładnie nie przyjrzałem, ale jest spoko. Pasuje do nich. Są moimi kumplami.

Zmienia się wasza muzyka, zmienia się muzyka innych zespołów. Co myślisz o obecnej scenie metalowej?

Wiesz, ostatnio jest natłok amerykańskich kapel typu Korn, Machine Head i tego typu facetów z nadmiarem testosteronu, skaczących w górę i w dół, i przybijających sobie piątki, którzy jednak grają gównianą muzykę. Jeśli to w ogóle jest muzyka... Ostatnio nic takiego szczególnego nie zwróciło mojej uwagi, jeśli chodzi o kapel metalowe, z resztą coraz mniej słucham metalu. Moje ulubione kapele to Queens Of The Stone Age, czy też Monster Magnet, ale to już sprzed paru dobrych lat. Chciałbym znaleźć coś ciekawego w metalu, może wkrótce się uda.

A co myślisz o rzeczach typu nowy Moonspell...?

Nie podoba mi się to zupełnie.

Czy zmiana waszej muzyki, jej ewoluowanie, mocno wiąże się z waszym osobistym dorastaniem, ze zmianami w waszej psychice?

Tak. Zaczynaliśmy przecież w wieku 16 lat. Gdybyśmy mieli zaczynać teraz, zupełnie od nowa, nawet pewnie nie nazwalibyśmy zespołu Anathema.

A jak?

Nie wiem.... nie myślałem nigdy o tym, bo nie było takiej potrzeby.

Chciałbym teraz wrócić do spraw związanych z Peaceville, a konkretnie do albumu z okazji 10-lecia ich istnienia. Zagraliście m.in. utwór z repertuaru Bad Religio. Czy naprawdę ich lubicie, czy to był pomysł waszej firmy?

Bardzo lubimy Bad Religion!

A inne brytyjskie kapele? Wiem, że Danny lubi Radiohead? Co z tymi wszystkimi brytyjskimi nowościami?

Radiohead są w porządku, ale trzeba być z tym trochę ostrożnym. Nagrywają nowy album i mam nadzieję, że będzie tak samo dobry jak poprzedni. Słucham ich dopiero od czterech lat, ale nie żebym za nimi szalał.

Jaki jest wasz stosunek do komputerów?

Szczerze mówiąc, niezbyt się na tym znam. W ciągu ostatnich paru miesięcy zagłębiłem się nieco w Internet, założyłem sobie konto pocztowe, ale niezbyt mnie to jednak interesuje. Zamiast gapić się w ekran, wolę popatrzeć na to, co jest za oknem. Lubiłem kiedyś grać w gry komputerowe. Uwielbiałem PlayStation, ale sam nigdy bym czegoś takiego nie kupił. To strata czasu. Od czasu do czasu miło jest usiąść i trochę się wyluzować, kiedy nie masz nic innego do roboty. Gdy czasem do kogoś idę, a on ma jakąś porządną piłkę nożną, albo coś w tym stylu, wtedy mogę sobie pograć.

Co myślicie o formacie mp3, nie boicie się, że stracicie na tym kasę?

Oczywiście, że się boimy. Z drugiej jednak strony, jak już mówiłem, niewiele o tym wiem. Nie wiem jak się przed tym zabezpieczać, ale mam nadzieję, że jakoś nas przed tym uchronią. I tak praktycznie nie zarabiamy żadnych pieniędzy, nigdy nie zarabialiśmy i fajnie byłoby ich trochę mieć, bo nie bardzo chce mi się iść do pracy.

Co zrobiłbyś, gdybyś musiał iść do pracy?

Jeśli mam być szczery, to chyba będę musiał. Chciałbym pracować w jakimś studiu nagraniowym. Już to robiłem przez parę lat. Nagrywanie, praca z innymi zespołami, to jest to, co sprawiałoby mi największą przyjemność. I naprawdę, po tej trasie będę zmuszony chwycić się jakiejś pracy. Chciałem już to zrobić wcześniej, ale z przez koncerty w Polsce musiałem to odwlec. Kiedy jednak wrócimy do domu, nie będę już miał żadnych wymówek. Muszę zarobić trochę pieniędzy. Mam pełno rachunków do zapłacenia, których na razie nie mam z czego zapłacić. Takie samo gówno, w jakim żyją wszyscy normalni ludzie. To jest naprawdę wnerwiające... no ale trudno, zapytałeś...

Część druga: po koncercie.

Bohater: Daniel Cavannagh.

Jak się podobał koncert?

D: Był w porządku. Często zdarza się, że robią się jakieś przerwy, niekontrolowane problemy, a ten poszedł płynnie, jestem z niego zadowolony...

Vincent powiedział wcześniej, że wczorajszy koncert był jak dotąd najlepszy z całej trasy.

Nie, to nie prawda, dla mnie wczorajszy koncert był do kitu....

Podczas dzisiejszego koncertu, w pewnym momencie zdenerwowałeś się i krzyknąłeś coś do mikrofonu w kierunku ochroniarzy....

Tak, ci goście trochę przesadzali. Nie wykonywali swojej pracy tak, jak powinni. Ludzie bawili się, parę razy ktoś przeleciał przez barierkę. Niektórzy z nich spadali na głowy, a te dupki zamiast im pomóc, ostro ich traktowali, przecież komuś mogła stać się krzywda. Kiedy zobaczyłem, że używają przemocy zdenerwowałem się i krzyknąłem, aby dali sobie na wstrzymanie. Paru naszych ludzi poszło tam i trochę ich uspokoili. Później już wszystko było w porządku.

Podczas koncertu często wspierałeś Vincenta jako wokalista. Uważam, że całkiem nieźle śpiewasz w "Parisianne Moonlight". Czy na następnym albumie będzie można usłyszeć więcej twojego śpiewu?

Całkiem możliwe, ale wiesz, nie uważam się za wielkiego wokalistę. Lubię śpiewać w mojej skali głosowej, nie lubię kombinować i śpiewam tak jak potrafię...

Jak to się stało, że gracie Nirvanę?

Bo to jest świetny zespół, a do tego cholernie łatwo się to gra...

Wiem, że lubisz Radiohead, co myślisz w ogóle o tym co się dzieje w muzyce, szczególnie tej brytyjskiej?

Tak, oni są wspaniałym zespołem. Albumy "OK Computer" i "The Bends" należą do moich ulubionych. Muszę powiedzieć, że nie jestem żadnym wielkim patriotą, wiesz królowa i te sprawy, ale jeśli chodzi o brytyjską muzykę, to jestem z niej bardzo, bardzo dumny. Mieliśmy i wciąż mamy wspaniałe kapele, takie jak Radiohead, Black Sabbath, the Beatles, Pink Floyd, the Rolling Stones czy też Portishead, Oasis i the Verve.

Jak podchodzisz do muzyki po tylu latach grania?

Moje podejście do muzyki jest teraz całkiem inne, aniżeli na przykład 5 lat temu. Teraz jestem bardziej pewny siebie. Czuję, że możemy zrobić wszystko. Chciałbym kiedyś robić rzeczy typu Aphex Twin, grać jakiś ambient, akustycznie, albo typowy heavy metal. Nie chcę mieć żadnych granic. "Judgement" jest albumem, na którym te ograniczenia można usłyszeć, choć to ciągle jest doskonały album. Nasze koncerty teraz ciągle są rockowe, ale w przyszłości chcę od tego uciec, od tych sztywnych rockowych reguł....

Co z twoim projektem ubocznym LID? Jest jakaś szansa, że coś jeszcze nagracie?

Nie, nie ma na to żadnych szans... Jestem zbyt zajęty Anathemą, do tego mieszkam ze swoją dziewczyną w Liverpoolu, chcę mieć dla niej trochę czasu. Nie mam kiedy jak wyjechać do Stanów na trzy miesiące, żeby nagrać nowy album. To nie miałoby sensu.

Myślałeś o jakimś solowym projekcie?

Tak, bardzo chciałbym robić muzykę do filmów, może zrobię to z jednym z naszych technicznych, albo z kimkolwiek kto tylko wyrazi taki zamiar.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Wielka Brytania | Radiohead | przerwy | muzyka | koncert

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy