Reklama

"Kocham śpiewać o emocjach"

"Garou" - tak po prostu zatytułował swój trzeci album sympatyczny Kanadyjczyk. Kolejna płyta Garou, pierwsza po aż 3-letniej przerwie, ukazała się w połowie czerwca 2006 roku, a promowała ją piosenka "L'injustice". Wokalista, bardzo popularny w Polsce, z tej okazji opowiedział nie tylko o nowych nagraniach, ale także o wspomnieniach związanych z naszym krajem, niesprawiedliwości, pośpiechu i braku czasu. Przy okazji ujawnił rąbka tajemnicy na temat swych najbliższych planów, wśród których jest także kolejny przyjazd do Polski.

Wróciłeś po trzech latach nieobecności z nowym albumem. Czy ta płyta jest inna niż "Seul" i "Reviens" oraz dlaczego zatytułowałeś ją po prostu "Garou"?

Reklama

Bardzo długo myślałem o tej płycie. Chciałem mieć czas, żeby zrobić ją w spokoju, nie mieć żadnych terminów na karku, chciałem być na 100% pewny, że jest ukończona, zanim zaczniemy myśleć o premierze i promocji. I nagle wielkie zaskoczenie, wszystko poszło nam tak łatwo i tak szybko, naturalnie. Ten album jest chyba o wiele bardziej dojrzały niż poprzednie.

To jest ten album, o jakim zawsze marzyłem. Tak "po prostu" i bez problemów. Naturalnie. Spontanicznie. Tak jak lubię.

Jakiś czas temu, gdy byłeś w Polsce na koncertach, zapowiadałeś, że trzeci album będzie zaśpiewany po angielsku.

Już druga płyta miała być śpiewana po angielsku. Ale w sumie doszedłem do wniosku, że jest tylu ludzi, którzy czekają na album po francusku, że na razie nie ma takiego przymusu. Nagrywając po raz pierwszy płytę po angielsku miałbym o wiele mniej wolności. Przy tej trzeciej płycie - po tym, jak dwie pierwsze spotkały się z ciepłym przyjęciem - pozostawiono mi w zasadzie wolną rękę. Zarówno co do decyzji, jak i wyboru piosenek, ludzi. Pozwolono, żebym sam decydował.

Nie sądzę, że miałbym taki luksus pracując nad płytą po angielsku. Już na samym początku proszono mnie o wiele ustępstw.

Bardzo się z tego w Polsce cieszymy, bo czekamy na twoje francuskie piosenki.

Może nie powinienem mówić tego w rozmowie z tobą, ale często pokazuję was jako przykład. Ja się naprawdę czuję o wiele bardziej dumny z tego, że udało mi się osiągnąć sukces w Polsce z płytą francuskojęzyczną, niż gdybym zaczął śpiewać po angielsku dla publiczności francuskojęzycznej, która już mnie zna od dawna.

To miłe...

Ale to prawda, naprawdę to wszystko, co się działo w Polsce, jest dla mnie bardzo ważne i wzruszające!

Nawet jeśli publiczność na koncertach śpiewa fonetycznie?

(śmiech) No, to jest właśnie przeurocze!

Słuchając twojego nowego materiału odniosłam wrażenie, że śpiewasz inaczej, troszkę wyżej. Tak jakby odrobinę zmieniał ci się głos. Czy to prawda i jeśli tak, czy to był wypadek przy pracy, czy celowe działanie, chęć ewoluowania również w sferze wokalnej?

Nie jestem pewien. Wydaje mi się, że to chyba dlatego, że miałem dużo czasu, nie spieszyłem się i miałem głos bardziej wypoczęty niż kiedykolwiek. Nie musiałem go do niczego zmuszać.

Faktycznie chyba ugrałem kilka nutek w górę, ale przede wszystkim ugrałem więcej dynamiki w głosie. Rzeczywiście bardziej go kontroluję.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: niekochana | Kochanie | Kocha | miłość | Po prostu | piosenka | piosenki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje