Reklama

"Drugie narodziny BrainStorm"

W 2000 roku łotewska grupa BrainStorm wystąpiła na festiwalu Eurowizji, zajmując wysokie 3. miejsce. Rok później ogromny sukces odniosła piosenka "Maybe" promująca album "Once". Ekipa wokalisty Reynarda Cowpera w maju 2004 roku przeżyła ogromną tragedię - w wypadku samochodowym zginął basista zespołu Gundars Mausevics, zwany Muminshem. "BrainStorm zawsze się będzie składał z czterech osób i jednej w niebie" - zdecydowali pozostali muzycy i postanowili kontynuować wspólne granie. Efektem tego stała płyta "Four Shores", która do sklepów trafiła w czerwcu 2006 roku. Na kilka dni przed jej polską premierą, zespół ponownie przyjechał do naszego kraju, gdzie ma wielu fanów. BrainStorm zagrał dwa koncerty, a muzycy znaleźli także czas na spotkanie z dziennikarzami.

Reklama

W jednym z warszawskich hoteli Paweł Amarowicz przepytał Reynarda Coopera na temat nowych nagrań, polskiej publiczności oraz muzycznego stylu BrainStorm. Wokalista i lider grupy jest przekonany, że jeszcze nagra coś, co przebije popularnością "Maybe".

Co się działo w zespole od czasu ostatniej płyty "A Day Before Tomorrow"? Pewnie nie był to dla was łatwy czas, gdy w maju 2004 roku zmarł wasz basista Gundars Mausevics. Czy myśleliście wówczas o tym, żeby zakończyć karierę?

No cóż, różne rzeczy przychodzą w takich chwilach do głowy. Ale trzeba też pamiętać, że pewnych rzeczy nie da się zmienić i trzeba to zaakceptować. Owszem, zastanawialiśmy się wtedy, czy zakończyć karierę zespołu, bo chociaż zagraliśmy kilka koncertów w Niemczech z innym basistą, to nie był to już ten sam duch w grupie.

Potem, we wrześniu, przypadkowo jakaś zachodnia gwiazda nie mogła wystąpić na Łotwie i organizatorzy poprosili nas o zastępstwo. Na początku nie zgodziliśmy się, ale potem przemyśleliśmy sprawę - w końcu jesteśmy muzykami, powinniśmy grać. Zagraliśmy więc i zrozumieliśmy, że udało nam się przełamać kryzys. To były drugie narodziny BrainStorm. Wkrótce nagraliśmy album "The Day Before Tomorrow", a teraz mamy następny "Four Shores".

Od tamtego czasu gracie w czwórkę - czy to oznacza, że nie zamierzacie przyjmować nikogo na miejsce Muminsha? Jak to rozwiązujecie na koncertach i w studiu?

Nie gramy we czwórkę, przecież nie możemy grać bez basisty. Nie wyobrażam sobie zespołu bez basu... Chociaż BrainStorm składa się teraz tak naprawdę z czterech muzyków, to gramy z różnymi basistami, bo w końcu można zastąpić Muminsha na próbach czy koncertach, ale nie da się go zastąpić jako członka zespołu, z którym byliśmy przez kawał naszego życia - gramy przecież od 17 lat!

Opowiedzcie o nowej płycie "Four Shores" - jaka ona jest w porównaniu do poprzednich albumów, czym się od nich różni?

Najlepiej jest jej po prostu jej posłuchać. Zasadniczo styl muzyczny BrainStorm jest niezmienny. Gramy podobnie na wszystkich płytach, mamy swój styl. Melodie, piosenki są takie, jakie nam się samym się podobają. Może jakieś małe zmiany można zauważyć w produkcji, aranżacjach, ale to naprawdę kosmetyczne zmiany. Czerpiemy z różnych gatunków muzycznych, jesteśmy otwarci na to, co dzieje się na świecie, ale też sięgamy po różne ciekawostki..

No, może ten album jest jeszcze bardziej przyjazny na słuchacza. Nasz przyjaciel twierdzi, że przy poprzedniej płycie musiał słuchać naszych kompozycji kilka razy, zanim się do nich przyzwyczaił, wczuł się w nie. A teraz przychodzi mu to łatwo po pierwszym przesłuchaniu. Przyjmijmy to za dobry znak.

Podążacie za modą muzyczną, za tym, co w danym momencie jest popularne?

Raczej nie. Jak mówiliśmy, mamy swój styl i na tym się opieramy. Nie będziemy bezmyślnie naśladować tego, co w tej chwili jest popularne na Zachodzie tylko dlatego, że teraz to się podoba i taki jest trend.

Owszem podobają nam się mocniejsze gitary jak np. u grupy Franz Ferdinand, ale nie będziemy ślepo tego powtarzać.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: BrainStorm (Łotwa)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama