Reklama

"Będziemy tęsknić za Jelcynem"

Iana Andersona znamy przede wszystkim jako lidera angielskiej grupy Jethro Tull, która z większym lub mniejszym powodzeniem nagrywa od ponad 30 lat. Od czasu do czasu nagrywa jednak solowe płyty. Właśnie ukazała się trzecia firmowana jego nazwiskiem - "Secret Language Of Birds". Z tej okazji Piotr Metz z Radia RMF FM, rozmawiał z Andersonem o jego malarskich inspiracjach, o Borysie Jelcynie i zbliżających się występach Jethro Tull w Polsce.

Wiem, że przywiązujesz ogromną uwagę do dźwięku.

Reklama

Dźwięki to taki wehikuł, w którym muzyka staje się przyjemnym obszarem. Rzeczy wydające dźwięki, konkretnie instrumenty muzyczne, których można słuchać dzięki głośnikom, wzmacniaczom, odtwarzaczom kompaktowym, Mini Discom bardzo mnie interesują, bo to jak słucham muzyki, ma wpływ na muzykę, jaką tworzę. Ale nie jestem specjalnie entuzjastą HiFi. Nie mam nic przeciwko temu, ale nie trzeba wydać kupy pieniędzy, by osiągnąć 98% doskonałości. A jeśli wydasz dziesięć razy więcej, będziesz miał nadal tylko 99%. To zasada malejącego dochodu.

Czy decydujesz się umieścić np. na solowej płycie utwory, które nie zmieściły się na albumie Jethro Tull lub odwrotnie?

Nie, nigdy bym tego nie zrobił. Kiedy już piszę, to albo dla Jethro Tull, albo siadam i piszę dla siebie. Nigdy wybiórczo na zasadzie - ta piosenka dla zespołu, a kolejna na mój solowy album. W ciągu 32 lat nagrałem tylko trzy solowe płyty.

A każda jest inna.

Tak. Pierwszą nagrałem w 1983 roku. Pojawiły się na niej piosenki z elektronicznym tłem. Wtedy jeszcze, w latach 1982-83, sekwencje, sample i komputerowy podkład muzyczny były nowinką. Chciałem trochę poeksperymentować z nowymi technologiami muzycznymi. Udało mi się stworzyć brzmienie, jakiego nie miał w tamtym czasie Jethro Tull. Kolejna płytę „Divinities” nagrałem w 1995 roku. Znalazły się na niej kawałki instrumentalne, grane na flecie z towarzyszeniem orkiestry. Ta muzyka znowu odbiegała od nagrań Jethro Tull. Właściwie różni się całkowicie, ponieważ w ciągu ostatnich 10-15 lat Jethro Tull nie grali wielu piosenek akustycznych. Dawno temu, w latach 70-tych, większość płyt zespołu zawierała średnio dwa takie kawałki. Koledzy z grupy odchodzili, angażowali się we własne kariery, a późnej wracali do studia. Ja w tym czasie mogłem nagrać trochę muzyki na własną rękę. Ale więcej nie robię już tego dla Jethro Tull. I to chyba dobry powód, by nagrywać taką muzykę na płycie solowej.

Tak, ta muzyka jest w jakiś sposób powiązana z Jethro Tull z lat 70-tych.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: szkoły | borys | taniec | Władimir Putin | trasy | muzyka | piosenki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje