Reklama

Reklama

Urszula wyznała, czym zajmowała się, gdy mieszkała w USA

Pierwszą połowę lat 90. piosenkarka znana z przebojów "Rysa na szkle" i "Konik na biegunach" spędziła na emigracji w USA. Utrzymywała się tam nie tylko z koncertowania. Jej dorywczą pracą było przegrywanie kaset VHS. Dzięki temu obejrzała niezliczoną liczbę filmów z wesel, które emigrantom wysyłały ich rodziny z Polski...

Pierwszą połowę lat 90. piosenkarka znana z przebojów "Rysa na szkle" i "Konik na biegunach" spędziła na emigracji w USA. Utrzymywała się tam nie tylko z koncertowania. Jej dorywczą pracą było przegrywanie kaset VHS. Dzięki temu obejrzała niezliczoną liczbę filmów z wesel, które emigrantom wysyłały ich rodziny z Polski...
Urszula miała dość niespotykaną pracę /Mateusz Grochocki/Dzień Dobry TVN /East News

Klientami Urszuli były minibiura podróży dla Polaków z New Jersey. "Ich właściciele powiedzieli kiedyś: 'Mnóstwo ludzi tu pyta, czy możemy im przegrać na system amerykański wideo, które dostają z Polski'. Bo rodziny przysyłały im nagrania, na przykład wesel - trwające sześć godzin! - a Polacy nie mogli ich obejrzeć, bo amerykańskie magnetowidy nie były z nimi kompatybilne" - wspomina gwiazda w swojej biografii pt. "Urszula", która niedawno ujrzała światło dzienne.

Urszula zaproponowała, że mogłaby podjąć się tego zajęcia. Co jakiś czas wpadała do agencji, zabierała kasety, transkodowała je z systemu polskiego na amerykański i odwoziła. Lubiła to zajęcie, bo kiedy filmy się przegrywały na jej domowym sprzęcie, mogła zajmować się synem, iść po zakupy....

Reklama

Co było na tych kasetach? "Najczęściej były to pozdrowienia od rodzin z Polski dla tych, którzy byli tu, +na wygnaniu+. A na nich tyle wzruszających historii! Żona mówi do męża: 'Wracaj, bo serce mi skamieniało'. Ale jednak wesela najmocniej wbiły mi się w pamięć, uroczyste spotkania rodzinne. Śmiałam się: 'Boże, jak można patrzeć przez sześć godzin na imprezę weselną?'. Można, bo na niej jest ciotka Jadzia, wujek Krzysio, jakieś dziecko, które urosło. Emigranci z Polski bardzo tego potrzebowali. Poza telefonem był to ich jedyny kontakt z rodziną" - wyjaśnia Urszula.

Ówczesny partner artystki, Stanisław Zybowski, gitarzysta i kompozytor jej przebojów, załapał się z kolei do firmy wynajmującej limuzyny, gdzie pracował jako szofer. Uchodził za specjalistę od Nowego Jorku, bo w czasach przed Google Maps bardzo sprytnie poruszał się autem po kwartałach tego miasta i umiał tam zaparkować, co dla innych było nie lada wyzwaniem. Mimo że właściciele firmy prosili, by obciął włosy, nie zrobił tego. Czapeczka i kitka były jego znakiem rozpoznawczym.

Kiedy oboje wrócili do Polski, nastał najlepszy czas w karierze solowej Urszuli. Takimi piosenkami jak "Konik na biegunach", "Biała droga" czy "Na sen" zdominowała listy przebojów. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL