Machel mówi nam, że wspomnienia z tamtych lat są bardzo ważne dla całego zespołu.
- Przecież my jesteśmy z pokolenia polskich hippisów i całe lata czekaliśmy, aż coś drgnie w systemie represji. Na co dzień walczyliśmy (co prawda biernie) z milicją za pomocą długich włosów, ironii dowcipu i brakiem pieczątki o zatrudnieniu w dowodzie osobistym - przypomina gitarzysta TSA.
Wspomniany już "wiatr wolności" sprawił, że między muzykami a publicznością powstawało "sprzężenie zwrotne".
- Nas niósł na duchu zapach swobody, a ze sceny dawaliśmy ludziom "wolności smak" - mówi Machel.
Wśród "polskich miesięcy" po Sierpniu '80 przyszedł czas na Grudzień '81. Z datą wprowadzenia stanu wojennego TSA ma nietypowe skojarzenia.
- Najzabawniejszym wspomnieniem z tamtych lat było zagranie koncertu 13 grudnia 1981 roku w Zamościu. Tego dnia wprowadzono w Polsce stan wojenny i wszystkie imprezy zostały odwołane, a wprowadzona godzina milicyjna i restrykcje na drogach uniemożliwiały poruszanie się samochodem - opowiada INTERIA.PL Stefan Machel.
- Nas "wezwał do stawiennictwa" na koncercie miejscowy komendant ZOMO. Argumentował to tym, że przed salą zrobiło się liczne zgromadzenie ludności. Żeby rozładować gęstniejącą atmosferę z powodu ewentualności odwołania koncertu nakazano nam grać w sali obstawionej szczelnie przez kordony wspomnianego ZOMO, w pełnym uzbrojeniu.
- Dodam, że nie zezwolono nam wystąpić w tradycyjnych dla nas wtedy krótkich spodenkach i nakazano założyć długie - śmieje się teraz gitarzysta TSA.









