Reklama

Reklama

Tom Jones odwołuje koncert w ostatniej chwili. Przyczyną problemy zdrowotne

Sir Tom Jones nagle odwołał koncert, który miał odbyć się w Budapeszcie. W sieci pojawiały się różne plotki na temat zdarzenia, ale wokalista zaprzeczył, że stało się tak z powodu jego zasłabnięcia. Wydał oświadczenie, w którym informuje o infekcji wirusowej.

Sir Tom Jones nagle odwołał koncert, który miał odbyć się w Budapeszcie. W sieci pojawiały się różne plotki na temat zdarzenia, ale wokalista zaprzeczył, że stało się tak z powodu jego zasłabnięcia. Wydał oświadczenie, w którym informuje o infekcji wirusowej.
Tom Jones / Gareth Cattermole / Staff /Getty Images

Legendarny piosenkarz miał właśnie zagrać ostatni koncert podczas europejskiej trasy "Surrounded by Time". 82-latek został powstrzymany przez lekarzy, by nie nadwyrężać niepotrzebnie zdrowia.

W sieci plotkowano o tym, że wokalista zasłabł i upadł, ale Tom Jones uspokaja - zapadł na wirusowe zapalenie krtani, które nie zagraża poważnie jego kondycji. Wystosował specjalne oświadczenie na Facebooku:

"Witam wszystkich zainteresowanych. Podróżowałem ostatniej nocy z Wielkiej Brytanii do Budapesztu i obudziłem się dziś rano z nieprzyjemnym gardłem. Przyszedł specjalista i zdiagnozował 'wirusowe zapalenie krtani'. Zdecydowanie zalecił przełożenie dzisiejszego wieczornego koncertu i przepisał leki oraz odpoczynek wokalny" - napisał artysta.

Reklama

Uciął też spekulacje, że doszło do zasłabnięcia. "To czysta plotka" - pisze. "Mam nadzieję, że zapalenie wkrótce się uspokoi, bo nie mogę się doczekać kontynuowania mojej wspaniałej letniej trasy koncertowej. Niestety show musiało zostać odwołane w ostatniej chwili, za co bardzo przepraszam. Jednak występ w Budapeszcie został przesunięty i odbędzie się 16 sierpnia. Jeszcze raz dziękuję za całą waszą życzliwą troskę" - zwrócił się do fanów.

Dziennikarze chcieli zweryfikować informacje podawane przez piosenkarza i skontaktowali się z National Ambulance Service (pogotowie ratunkowe na Węgrzech) i przekazano im, że nikt nie został wezwany na miejsce koncertu, gdzie miało dojść do zasłabnięcia.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL