Reklama

Paul McCartney wydaje kolejny solowy album. Kiedy premiera?

"McCartney III" - taki tytuł ma nosić album. Eks-Beatles na swojej stronie facebookowej właśnie pokazał, jak będzie wyglądała grafika dotycząca tego projektu. Na pytanie, czy to ostatni jego album odpowiada, że odkąd skończył 50 lat, wszystko, co robi, robi tak, jakby to miało być ostatni raz.

Paul McCartney szykuje nową solową płytę

Nowe wydawnictwo opisuje jako "eklektyczny zbiór eklektycznych i spontanicznych piosenek". 

Reklama

Do tej pory ukazały się dwie w pełni autorskie płyty, sygnowane nazwiskiem tego artysty. Pierwsza w 1970 roku (gdy Beatlesi już się rozpadali, ale zmusili się do wydania jeszcze jednej wspólnej płyty: "Let It Be"), nosiła tytuł "McCartney". Druga - "McCartney II" - w 1980 roku. 

W obu przypadkach artysta zagrał na wszystkich instrumentach (z niewielką pomocą żony Lindy). Produkcje te nie zostały dobrze przyjęte przez fanów, wręcz uznane za dziwaczne. Nie zraziło go to i kolejny album ukaże się 11 grudnia. Będzie zawierał 25 utworów. W przeciwieństwie do "McCartney II" ma być bardziej gitarowy i mniej elektroniczny.

W wywiadzie dla miesięcznika "Loud and Quiet" McCartney stwierdził, że na początku pandemii przyjął zlecenie na skomponowanie "kilku dźwięków" do animowanego filmu krótkometrażowego. Wykonując je, pomyślał: "To chyba dobry sposób na przetrwanie czasu dystansu społecznego". Postanowił pójść za ciosem.

Każdego dnia szedł do studia, nagrywał "trochę" muzyki, a później wracał do swojej córki Mary i czwórki wnuków - z poczuciem dużej satysfakcji. "Na samym końcu, w trakcie archiwizowania tych utworów, pomyślałem: "Nie wiem, co zrobić z tym wszystkim... Chwileczkę, to pasuje do cyklu 'McCartney', bo postępowałem w taki sam sposób, jak w przypadku nagrywania płyt 'McCartney I i II'".

Na pytanie, czy plotki na temat tego, że to jego ostatnia płyta w życiu, odpowiada: "Wszystko robię z myślą, że może być ostatnie. Z drugiej strony już kiedy skończyłem 50 lat, słyszałem - 'To jego ostatnia trasa koncertowa'. Serio? Nie sądzę. Plotkarskie młyny muszą mleć i to jest w porządku. 

Z drugiej strony, kiedy nagrywaliśmy 'Abbey Road' już byłem martwy, więc wszystko, co mnie teraz spotyka jest tylko bonusem" - zażartował muzyk, nawiązując do legendy, która głosi, że Paul McCartney zginął w wypadku samochodowym i został zastąpiony sobowtórem. 

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Paul McCartney | nowa płyta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje