Reklama

Reklama

Paul McCartney: "The Rolling Stones to bluesowy cover band". Wybuchnie kłótnia?

Były muzyk The Beatles promuje ostatnio reedycję albumu "Let It Be" i wypowiada osądy, przez które znowu mówią o nim fani muzyki na całym świecie. Tym razem ponownie wypowiedział się na temat zespołu The Rolling Stones, czyli głównego "konkurenta" The Beatles z lat 60.

Paul McCartney zdenerwował fanów The Rolling Stones

Paul McCartney, jeden z dwóch żyjących Beatlesów, wbił szpilkę Stonesom twierdząc, że nie stworzyli nic wyjątkowego, a jedynie czerpali z dorobku wcześniejszych bluesowych artystów. W przeciwieństwie do Beatlesów, którzy nie ograniczali się w swoich kompozycjach do jednego gatunku muzycznego i tworzyli wyrafinowane kompozycje.

W najnowszym wywiadzie dla "New Yorker" Paul McCartney powiedział: "Nie wiem, czy powinienem o tym mówić, ale The Rolling Stones zawsze był zespołem, który grał bluesowe covery, podczas gdy nasza twórczość była nowoczesna i różnorodna".

Reklama

W ten sposób artysta rozwinął swoją wcześniejszą wypowiedź z programu "The Howard Stern Show" (z kwietnia ubiegłego roku). Wówczas powołał się na osobistą rozmowę z gitarzystą The Rolling Stones - Keithem Richardsem. Ten miał pozazdrościć Beatlesom, że u nich było czterech wokalistów, a w jego grupie tylko jeden.

"Zawsze powtarzam, że Stonesi to doskonały zespół. Obserwuję ich, gdy tylko mam okazję (...). Ale oni są zakorzenieni w bluesie, więc wszystkie utwory, które nagrywali, zawsze były bluesowe. My odcisnęliśmy większe piętno" - powiedział Paul McCartney w tym programie. Wówczas Mick Jagger odpowiedział McCartney'owi krótko i zwięźle: "Jeden zespół nadal gra na stadionach, a drugi nie istnieje".

Słowa wypowiedziane przez McCartneya nie spodobały się fanom rocka lat 60., którzy uważają, że Paul jest megalomanem. Ostatnio basista The Beatles zaskoczył opinię publiczną swoim wyznaniem, że jego zdaniem John Lennon jest odpowiedzialny za rozpad The Beatles. O Yoko i Johnie mówił: "Byli wspaniałą parą. Była w nich ogromna siła. John zawsze chciał się wyrwać ze społeczeństwa, ponieważ, został wychowany przez ciotkę Mimi, która była dość represyjna, więc zawsze szukał sposobu, by się wyrwać" - starał się argumentować decyzje o odejściu Lennona z grupy. 

Paul sugerował też, że już po rozpadzie zespołu menedżer, Allen Klein powiedział muzykom, "żeby milczeli, a on mógł zawrzeć pewne umowy biznesowe". "Przez kilka miesięcy musieliśmy udawać. To było dziwne, bo wszyscy wiedzieliśmy, że to koniec Beatlesów, ale nie mogliśmy po prostu odejść" - dodał McCartney. 

Ostatecznie Paul McCartney zdecydował się poinformować media, bo miał dość ukrywania tej sytuacji. Stwierdził też, że rozpad odczuwał "jako rozwód", a Ringo Starr, George Harrison i McCartney byli pozostawieni jedynie "aby pozbierać kawałki" po zespole. Solową dyskografię McCatneya zamyka album "McCartney III"  z grudnia 2020 roku.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje