Reklama

Kiss: Efekty specjalne są esencją koncertów

Wskutek tragedii jaka wydarzyła się w Chicago podczas koncertu grupy Great White w mediach rozgorzała dyskusja o tym, czy podczas występów powinno się używać efektów specjalnych. Członkowie grupy Kiss twierdzą, że pirotechnika jest nieodzowną częścią show, przestrzegają jednak przed jej użyciem w małych lokalach.

Paul Stanley i Gene Simmons, członkowie legendarnej już kapeli Kiss, nie wyobrażają sobie rockowego koncertu bez szeregu pirotechnicznych "fajerwerków", twierdza jednak, że w mniejszych salach powinno się uważać z rozmachem, który charakteryzuje wielkie imprezy.

Reklama

"Ludzie uwielbiają przeżyć dreszczyk emocji, domagają się spektaklu, chcą by ich zabawiano. Dlatego właśnie chodzą do kina na horrory, jeżdżą na roller coasterze i przychodzą na nasze koncerty już od tylu lat" - tłumaczy Paul Stanley.

"Niemniej musisz być ogromnie ostrożny używając czegokolwiek, co może doprowadzić do pożaru. Nie wydaje mi się, że koncertów rockowych powinny dotyczyć bardziej restrykcyjne obostrzenia, niż te podczas parady na cześć 4 lipca. Chodzi tylko o to, żeby wszystko było wcześniej zaplanowane i ujawnione. Organizator musi wiedzieć co kupuje". - dodaje Gene Simmons

Pożar wybuchł w klubie "The Station" w czwartek, 20 lutego, około godz. 23 miejscowego czasu, podczas koncertu Great White. W pierwszym utworze grupa użyła sztucznych ogni, od których niespodziewanie zaczął palić się sufit. Początkowo publiczność była przekonana, iż jest to element występu, dlatego długo nikt nie uciekał z sali.

W ciągu trzech minut ogień zajął cały klub. Władze szacują, że na widowni było około 300 osób.

Zginęło 97 osób, w tym Ty Longley, gitarzysta Great White, kolejne 180 zostało rannych.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Kiss | Great White | efekty specjalne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje