Reklama

John Prine zmarł na COVID-19. Wdowa ujawniła, jak wyglądało ich pożegnanie

Wdowa po słynnym muzyku Johnie Prinie zdradziła, jak wyglądały ostatnie godziny jej męża. Na 11 czerwca zaplanowano specjalny koncert ku pamięci artysty.

John Prine zaczął profesjonalną karierę na począku lat 70.

John Prine zakaził się koronawirusem niemal w tym samym czasie, co jego żona Fiona Whelan. 26 marca muzyk trafił do szpitala i został zaintubowany. Jego stan określono jako ciężki.

Reklama

"To ósmy dzień Johna na OIOM-ie. Otrzymuje doskonałą opiekę medyczną i jest traktowany z życzliwością i współczuciem przez cały zespół opiekujący się nim dzień i noc (...)" - można było przeczytać w oświadczeniu rodziny z początku kwietnia.

Muzyk zmarł kilka dni później - 7 kwietnia 2020 roku. Miał 73 lata. Teraz wdowa po artyście przerwała milczenie na temat tego, jak wyglądały ostatnie godziny jej męża.

Whelan dostała 17 godzin ze swoim mężem przed tym, jak zmarł. Kobieta zdradziła, ze nie przestała mówić do Prine'a, mimo iż ten był cały czas nieprzytomny.

"Dostałam telefon w dniu naszej rocznicy i doktor powiedział: 'musi pani tu przyjechać'. Miałam ochotę zwymiotować. Spędziłam z nim ostatnie godziny. Nie reagował, ale mówiłam do niego cały czas. Powiedziałam mu wszystko, co chciałam" - ujawniła.

John Prine był amerykańskim wokalistą i gitarzystą country, prowadził także wytwórnię Oh Boy Records. Był wielokrotnie nominowany do nagrody Grammy, statuetki otrzymał w 1991 i 2005 roku. 

Na 11 czerwca zaplanowano specjalny koncert w internecie, podczas którego hołd Prine’owi oddadzą m.in. Bonnie Raitt, Kacey Musgraves i Jason Isbell.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: John Prine | koronawirus

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje